piątek, 20 października 2017

Drzewo genealogiczne

Niektórzy z Was, gdzieś tam z notek czy wpisów na Fb, wyłapali może, że Dusia nie jest biologiczną córką Grześka -mojego narzeczonego. To akurat nie ma większego znaczenia ale... Mój były mąż a "prawdziwy ojciec" prawie nie utrzymuje kontaktu za to z jego Rodzicami, czyli Dusi Dziadkami cały czas go mamy. Z racji rozwodu i nowego związku, Dziecko me ma również dodatkowych dziadków (rodziców G.) no i pradziadków. Dusia wszystkich ich uznaje i na co dzień nie ma problemu (na Jej Komunii byli zarówno rodzice mojego byłego męża jak i rodzice Grześka, no i oczywiście jeszcze moja mama) lecz czasem pojawia się pewien dylemat. Kiedy i jaki? Na przykład wtedy gdy trzeba zrobić drzewo genealogiczne... No bo wiecie, ja nie chce wywierać żadnej presji a 9 latka też ma już swój rozumek więc decyzje Kogo chce umieścić, bo nie da się np Grześka jako tatę a rodziców byłego jako dziadków, musi podjąć samemu.

Trochę to wszystko skomplikowane ale czasem tak się w życiu układa. Jednak wystarczy tej prywaty, bo tak naprawdę w tym wpisie nie jest najistotniejsze to Kto się na drzewie znalazł a w jaki sposób zostało one wykonane :).

Zacznę od tego, że Dusia musiała zrobić je jako pracę domową na historię a sposób wykonania był dowolny. Pomysłów było kilka a i formatowo zastanawiałyśmy się zarówno nad A3 jak i nad brystolem. Ostatecznie wybrałyśmy tą drugą opcję i postawiłyśmy na kolor błękitny. 
Jeśli chodzi o wykonanie pewne było (choć wiem, że nie wszyscy tak robią), że pradziadkowie umieszczeni zostaną w korzeniach, dziadkowie na pniu a reszta w koronie. Wprawdzie tej "reszty"nie ma zbyt wiele ponieważ ja mam tylko jedną siostrę, Grzesiek jest jedynakiem a Dusia również bez rodzeństwa ale jakoś udało się to zgrabnie rozmieścić, żeby nie było zbyt pusto.

Na początku wspólnie robiłyśmy szkice na kartce a następnie ja na brystolu narysowałam odpowiedni kształt drzewa a Dusia zajęła się jego wypełnianiem (w końcu to jej praca domowa). 
Korzenie i pień pomalowane zostały pastelami olejnymi (choć potem ani zwykły klej ani magic ani taśma nie chciały się na tym trzymać, dopiero klej na gorąco podołał) a korona wyklejona kawałkami bibuły (brane pod uwagę były też listki ale przegrały).


 

niedziela, 15 października 2017

Oglądaliśmy

Niedzielne leniwe popołudnie gdy wracamy z rodzinnego spacerku nieco już zmęczeni ale nadal chętni na spędzenie wspólnie czasu... Sobotni wieczór gdy Dusia wygania Grześka z naszego łóżka i urządzamy sobie babski wieczór... Wolny dzień na tygodniu gdy jest czas ale brakuje chęci i weny... To są idealne momenty na to by odpalić laptopa i coś sobie pooglądać. Oczywiście można by uskuteczniać inne czynności ale czyż nie fajnie czasem też poprostu pogapić się w ten szklany ekran, zwłaszcza razem? Świat się nie zawali jak czasami i tak pospędza się czas ;).
Dlatego dziś przyszedł mi do głowy pomysł na taki wpis.
Wspólnie z Dusią pogrzebałyśmy w otchłaniach naszych pamięci, podyskutowałyśmy i wybrałyśmy tytuły które najbardziej zapadły nam w pamięć co oznacza również, że najbardziej nam się podobały. Są zarówno pozycje które niedawno pojawiały się w kinach jak i takie nieco starsze... My generalnie oglądaliśmy je w przeciągu mniej więcej ostatnich 2 lat :)

Na pierwszy ogień idą filmy nakręcone na podstawie książek. 
I tu napisać Wam muszę, że osobiście preferuje kolejność - najpierw czytanie potem oglądanie.

"Dzieci z Bullerbyn"

Lisa, Lasse, Bosse, Olleg, Anna i Britta... Pamiętacie tą gromadkę? Ja przyznaje, że już niewiele kojarzyłam ale miałam okazję na nowo zapoznać się z ich przygodami. Dla mnie to był w pewnym sensie powrót do dzieciństwa a dla Dusi dawka tego jak dawniej Dzieci żyły i bawiły się. Po przeczytaniu książki nie miała dość, wręcz przeciwnie i z ogromną radością obejrzała też film... i to nawet 2 cześci. Nie przeszkadzała Jej nawet słabawa jakość.


wtorek, 10 października 2017

Domowe zabawy plastyczne z 2 latkiem

Dużo Wam opowiadam o książkach, trochę o grach i puzzlach, a dzisiaj chciałabym się skupić na sztukach plastycznych. Brzmi poważnie i górnolotnie, a tak naprawdę różne badania wskazują na to, że nawet już maleńkie dzieci mają zmysł artystyczny i są zdolne do twórczości. Dlaczego Wam o tym piszę?

Często jesteśmy tak zabiegani, że nie mamy czasu na pewne zabawy z dzieckiem. Zazwyczaj nie mamy czasu na te zabawy, które wymagają przygotowań i po których trzeba posprzątać. Brzmi znajomo? Mimo wszystko warto wygospodarować trochę czasu, przestrzeni i rodzicielskiej cierpliwości, aby zaangażować dziecko w zupełnie nowe doznania.

Mój syn pierwszy raz dostał farby jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia. Rozebrałam go do pieluchy, posadziłam na rozłożonym na podłodze dużym arkuszu szarego papieru i dałam mu farby do malowania palcami. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ mój maluch nie lubił się brudzić, denerwowały go ręce brudne od jedzenia albo od piasku. Natomiast kiedy zobaczył kolorowe kubełki pełne farby, z radością zaczął malować… swoje ciało. :) Bardzo go to otworzyło na inne doznania dotykowe. Nie jest łatwo znaleźć farby dla dzieci w wieku 1+. Można je zrobić samemu, np. z jogurtu i naturalnych barwników (sok z buraka, kurkuma itd.) i to pewnie byłoby najbardziej ekologiczne rozwiązanie. Ja jednak skorzystałam z farb do malowania palcami firmy Bambino, które co prawda znajdują się w kategorii wiekowej 3+, ale uznałam, że pod czujnym okiem rodzica będą bezpieczne. Ich dużą zaletą jest to, że są naprawdę łatwo spieralne, więc zarówno dziecko, jak i moje ubrania (a co, przecież ja też chciałam tworzyć!) udało się bezproblemowo doczyścić.


poniedziałek, 2 października 2017

Kolorowo na czarnym

Nie wiem jak Wy ale my lubimy czasem stworzyć prace plastyczną na ciemnych kartach z bloku... najlepiej na czarnych ale i fioletowe bywają używane... No bo wiecie taki zimowy krajobraz KLIK i KLIK, czy fajerwerki nocą KLIK najlepiej wyglądają właśnie na ciemnych tłach. Pozatym np na czarnych kartach poszaleć można z białą kredką która przeważnie idzie w odstawkę a i inne barwy ciekawie prezentują się. Pamiętacie kolorowankę? Aa... i nie można zapomnieć o lubianych przez nas wydrapywankach KLIK które wprawdzie podstawę mają białą ale w końcu obrazek powstaje po usunięciu ciemnej farby.
Zresztą czarne kartki przydają się nie tylko aby na nich prace tworzyć ale również czasem trzeba coś wyciąć itp. 
Wiecie jaki problem przeważnie miałyśmy? Kupiłam blok, tam oczywiście tylko jedna sztuka w owym kolorze więc szybko znikała a jak znowu była potrzeba to musiałam kupić cały kolejny aby ją mieć. Ewentualnie zaopatrywałam się czasem w brystol który wystarczał na dłużej.
Na szczęście Firma St. Majewscy (to ta która produkuje również artykuły z serii Bambino) ma w swoje ofercie bloki z... uwaga... samymi czarnymi kartkami. Cudownie :D


I tak nas ostatnio naszło by sobie na nich potworzyć... W sumie propozycja była moja ale działała oczywiście Dusia :P W związku z czym wyciągnęłyśmy owy blok oraz pastele olejne Bambino i prace ruszyły.

Na początek Dziecko me, które akurat wcześniej oglądało bajkę "Czarodziejki z księżyca" (jedna z ulubionych z mego dzieciństwa) wyczarowało kotka Lunę :)

środa, 27 września 2017

Biblia dla Dzieci w innej formie

Jeden z tematów którego nie lubię poruszać w internecie jest... religia. Uważam, że to sprawa osobista czy ktoś chodzi czy wierzy itd. U mnie wprawdzie średnio z tym wszystkim (lecz rozpisywać się nie będę) ale jak wiecie Dusia w maju przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej i nie, nie tylko dlatego, że każdy szedł więc wypada aby i ona to uczyniła. Dziecko me ma chęci, interesuje się, nadal z własnej woli w klasie 4 uczęszcza na ten przedmiot (2 osoby np zrezygnowały) więc ja jako matka muszę/chce na ile umiem wspierać Ją. Najważniejsze oczywiście są rozmowy a potem np przypomnienie czasem, że może się o coś pomodlić, obejrzenie jakieś bajki czy przeczytanie książki tematycznej. Jeśli chodzi o to ostatnie to chyba podstawą jest Biblia... i to właśnie m.in ją postanowiliśmy Dusi sprezentować z okazji Komunii. Wybór był trudny, bo wiele Wydawnictw ma w ofercie wersje dla Dzieci ale w końcu znalazłam taką która pasowała mi zarówno wizualnie jak i pod względem treści. Natomiast jakieś dwa tygodnie później odkryłam, że z logo znanego Wam zapewne Kapitana Nauki również wyszła Biblia... lecz nie w formie księgi. No i ostatecznie w wakacje Dusia wzbogaciła się i w tą pozycje :)


W małym tekturowym pudełeczku znajdują się złapane bindą 54 karty. Taka forma wydania jest nam doskonale znana ponieważ mamy już w swoich zbiorach np rożne Quizy KLIK i nadal uważam, że jest to bardzo wygodne. Bez problemu można przeglądać daną pozycje zarówno w domowym zaciszu jak i np w podroży oraz nie zajmuje ona zbyt wiele miejsca w szafce/w torebce.

czwartek, 21 września 2017

Twórczość własna Dziecka mego cz.6

Kiepsko idzie mi ostatnio blogowanie... W sumie to już tak od początku lipca ;)... średnio jeden post na tydzień... ech, słabo. Obiecuje sobie, staram się zmobilizować no ale zobaczymy. Z kreatywnymi, wspólnymi działaniami wcale nie lepiej... wiek Dusi, wakacyjna laba a teraz szkolne obowiązki robią swoje. Jednak tak jak już kiedyś pisałam, to, że my razem znaczniej rzadziej coś robimy nie oznacza, że moje Dziecko w ogóle nie działa plastyczno-technicznie. 
Dawno nie pokazywałam Wam Jej własnej twórczości stąd też dzisiaj taki wpis :).

Ostatnimi czasami najwięcej siedzieć potrafi przy... kartonie... :). Pudełka do butów też są mile widziane a do tego obowiązkowo pistolet z klejem na gorąco. Powiem Wam zupełnie szczerze, że podziwiam Dusię za pomysłowość, kreatywność i cierpliwość oraz precyzje do łączenie ze sobą czasem naprawdę malutkich kawałków. Dobrze, że zawsze mamy jakieś kartony w garażu ;) a jak już się za nie weźmie to pół dnia nie wychodzi z pokoju.
Powstało już wiele rzeczy... niektóre stoją tygodniami, inne po krótkim czasie ulegają zniszczeniu albo poprostu następuje wymiana na coś nowego. Czasem coś pełni pożyteczną funkcję, czasem służy do zabawy ale zdarza się również, że poprostu zajmuje tylko powierzchnie użytkową ;).

Poniżej część kartonowej twórczości mojego dziecka :)
Oryginalna patera na słodkości i owoce :)


Stojaczek na biżuterię

niedziela, 17 września 2017

Tajemnicze kapsułki

Całkiem niedawno na blogu który czasem odwiedzam - Ina i Sewa - zobaczyłam coś fajnego... magiczne kapsułki. Tak mi się spodobały, że również postanowiłam zakupić dla Dusi. Pojawiło się jednak pytanie gdzie? Autorka owej strony poinformowała, że zdobyła je w sklepie Mrówka ale niestety z naszej akurat "wyszły". Poszperałam więc na Allegro i nawet znalazłam tyle, że 3,30 produkt a 7zł wysyłka czyli trochę słabo... Skłonna jednak byłam zamówić ale dostałam cynk, że ponoć pojawiają się też w tzw sklepach chińskich. No i bingo... tam ostatecznie kupiłam. Miałam do wyboru 3 zestawy: dinozaury, ocean i zoo. Zdecydowałam się na 2 ostatnie. Cena jednego - 4,50.


 Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział o co chodzi z tymi tajemniczymi kapsułkami to szybciutko tłumaczę :)
Aby dokonały się czary mary wystarczy przygotować naczynie z ciepłą wodą a potem włożyć do niej kapsułki.


poniedziałek, 11 września 2017

Nie do jedzenia lecz do zniszczenia

To, że na rynku dostępne są książki, które należy zniszczyć zamiast przeczytać wcale nie jest dla mnie niczym nowym i szokującym. Kupiłam bowiem kiedyś Dusi "Zniszcz ten dziennik". Wiem, że niektórzy bardzo sceptycznie podchodzą do tematu, no bo jak to tak... książki przecież trzeba szanować itd. Osobiście mam takie samo zdanie ale biorę poprawkę na to, że w takich przypadkach są to pozycje z kategorii " z zadaniami". Ok, inna sprawa, pisać coś, uzupełniać a inna wyrywać kartki czy robić w nich np dziury. Dlatego tego typu książki nie każdemu przypadną do gustu a aby się w nią wyposażyć i pozwolić dziecku działać trzeba troszkę "wyluzować".

W wakacje w nasze ręce wpadła kolejna pozycja z gatunku tych do zniszczenia. Tym razem nosiła tytuł "Nie jedz tej książki" (autorzy Davida Sindena i Nikalasa Catlow) a wyfrunęła ona spod skrzydeł Wydawnictwa Jupi.


Jak widzicie okładka prezentuje się dynamicznie i kolorowo ale w środku znajduje się tylko czerń i biel. Oczywiście jest to celowe, ponieważ ubarwieniem stron musi zająć się właściciel... Będzie musiał zrobić to na wiele sposobów a czasem jakąś kartkę zmasakrować ;).

wtorek, 5 września 2017

Podsumowanie wakacji :)

Dwa miesiące, nawet ciut więcej, to niby strasznie dużo czasu a jednak potrafią szybko zlecieć. Dopiero co Dusia żegnała szkołę a wczoraj znowu ją powitała. 4 klasa... nowy, wyższy, trudniejszy poziom... Nie wiem jak to będzie, bo rożnie z nauką u mego Dziecka bywało ale może da radę ;) wszystko okaże się bliżej półrocza. Narazie zresztą jakoś mocno nie myślimy o obowiązkach, bo wiadomo, że pierwszy tydzień to taki bardziej na poznanie i wprowadzenie. Lepiej póki co wspominać świeżo zakończone wakacje i dlatego dziś małe podsumowanie :).

W ubiegłym roku marzył mi się jakiś wypad nad morze... nie wyszło. W tym stwierdziłam, że zadowolimy się naszym zalewem ale za to chcieliśmy wybrać się na weekend do Wrocławia. Było bardzo blisko do realizacji owego planu ale ostatecznie nie dojechaliśmy. Wielka szkoda ale jak to się mówi co się odwlecze to nie uciecze. Dusi też było trochę smutno z tego powodu ale za to przeżyła inną super przygodę którą zapamięta chyba najbardziej z tych wakacji :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu ma fisia na punkcie koni i dlatego zdecydowaliśmy się zapisać Ją na półkolonie w pobliskiej Stajni Nowelina. 5 dni od 9 do 16 a koszt takiej atrakcji to 450zł. Niby sporo ale po pierwsze sama sobie za sponsorowała z Komunijnych pieniążków a po drugie, warto było, bo spędziła tam super czas. Prawie każdego dnia mieli jakieś zajęcia plastyczne ( np malowanie koszulek, lepienie z masy solnej, modelowanie balonów), bardzo dużo czasu bywali też na dworze, nawet po deszczu, bo zabierała ze sobą kalosze (podchody, zabawy ruchowe, wielkie bańki itd) no i to co najważniejsze czyli obcowanie z końmi. Zdobywała zarówno nową wiedzę o nich jak i codziennie po 15 minut jeździła pomalutku ucząc się podstaw. Za każdym razem odbierałam Ją mega zadowoloną i trochę zmęczoną ;). Dodam jeszcze, że nie musiałam martwić się o wyżywienie ponieważ drugie śniadanko, dwudaniowy obiad i woda były już w cenie.


wtorek, 29 sierpnia 2017

(Nie)zwykłe karty

Mam wiele wspomnień związanych z moim Tatą a jednym z nich bez wątpienia jest to jak uczył mnie i moją Siostrę grać w karty... Tak tak, dobrze czytacie... Oczko, Tysiąc i takie tam :P. Pamiętam też rożne rodzinne spotkania gdzie dorośli wraz z nami dzieciakami łoili w Pana... Oni kombinowali i mieli strategie a my głównie liczyliśmy na dobry układ kart... i standardowy tekst mojego Wujka "Walkiem go" :P. No i jeszcze te dwa tygodnie gdy miałam nogę w gipsie i nie chodziłam do szkoły... wtedy męczyłam Dziadka graniem w Świnkę. Za to z rówieśnikami czasem zasiadaliśmy np do Kuku :D.
Teraz wydaje mi się, że te wszystkie gry zwykłymi kartami stają się już lekko zapomniane... przynajmniej u nas... Czemu tak się stało? Może przez to, że rzadziej od tak siedzi się z rodzinną i  ma się czas oraz chęci na tego typu formę spędzania czasu (my zazwyczaj tylko z Dusią gramy)...? Może dlatego, że obecnie na rynku jest cała masa innych "nowoczesnych" gier (gdy spotykamy się z moją Siostrą i Szwagrem wyciągamy raczej planszówki a nie karty)? 

Wracając jednak do wspomnień to mam jeszcze jedno związane z tym o czym powyżej pisałam. Jeśli chodzi o karty to jako dziecko zawsze lubiłam te z damą, królem i waletem. Czemu? Bo były najbarwniejsze i posiadały obrazek. Nie jedna talia u nas w domu przez lata przewinęła się ale wszystkie wyglądały praktycznie tak samo... zazwyczaj różnice widoczne były tylko na rewersach. Ale to było dawno... teraz przyszedł czas na całkiem inne wydania :).

Fabryka Kart Trefl-Kraków ma w swej ofercie całkiem sporo różnych talii kart, począwszy od takich bardziej tradycyjnych po inne nieco bardziej oryginalniejsze i ciekawsze a skończywszy na tych z pięknymi obrazkami.

Jakiś czas temu pojawiły się u nas 4 opakowania należące do tej ostatniej wymienionej prze zemnie grupy.


środa, 23 sierpnia 2017

Obraz

Mam w domu pewną szuflade w której upchnięte są... śmieci... :P Tak tak, dobrze czytacie, trzymam w szufladzie śmieci :P. Dokładniej to są tam rzeczy typu: rolki po papierze, jakaś plastikowa butelka, kilka korków, stara drewniana łyżka, kawałki materiałów, mały zgrabny słoiczek, styropianowe tacki po kupnych pierogach, pudełeczka po zapałkach itp. 
Jedni pomyślą: " po cholercie jej to, tylko miejsce zajmuje" a drudzy doskonale zrozumieją ;).
Bo widzicie moi Drodzy... niektórym "śmieciom" można nadać drugie życie... z reguły, w prosty i kreatywny sposób. Chcecie przykłady? To zerknijcie TUTAJ, TUTAJ i TU no i może jeszcze TU.
Większe gabarytowo rzeczy też czasem przechowuje... Np z takich pudełek po butach można zrobić domeczki dla małych figurek albo tak jak Dusia ostatnio stajnie dla swych koników i kucyków. 
Natomiast kilka dni temu kurier przywiózł dla Dziecka mego nowy, duży zestaw klocków lego (odrazu mówię, że chińską wersję a o tym czy są ok napisze może innym razem). Klocuszki oczywiście umieszczone były w opakowaniu ale wewnątrz oprócz nich znajdowało się też takie pudełko. 


Gdy na nie spojrzałam odrazu wiedziałam, że nie dam wyrzucić... przecież może powstać z tego piękna rama a w środku obraz :D.
Dusia podzieliła mój entuzjazm i dziś zabrała się za przemianę :)

Pierwotnie rama miała być brązowa ale plany jednak zostały zmienione. Mała Artystka ostatecznie zdecydowała się na użycie brokatowych farb od Bambino w kolorach: fioletowy, niebieski oraz różowy.


niedziela, 20 sierpnia 2017

To już jest koniec... Zwierzaków Cudaków

Wiecie jakie to jest fajne... jak człowiek podczas mycia podłogi wpadnie sobie na coś, wprowadzi to w życie i z czasem okazuje się, że był to ekstra pomysł? Bo ja wiem :P. Tak właśnie było z Projektem Zwierzaki Cudaki... W trakcie sprzątania wymyśliłam, ogłosiłam i pomału się rozkręcało. W pierwszej edycji była tylko garstka Uczestników ale i tak się cieszyłam... Druga to był już dla mnie szok, że tyle Osób chce się bawić (podsumowanie TUTAJ)... A trzecia? znowu wielkie wow :D

Dla tych którzy nie brali udziału krótkie streszczenie zasad :) Co miesiąc zapodawałam 4 zwierzaki a chętni wraz ze swoimi pociechami musieli w dowolny, kreatywny, plastyczno-techniczny sposób stworzyć chociaż jednego.
Pierwotnie zabawa miała trwać 3 miesiące ale oczywiście została ciut przedłużona, w sumie na prośbę Uczestniczek, choć nie ukrywam, że wielką radością było dla mnie czytanie wszystkich zaangażowanych "apeli" i z miłą chęcią dalej organizowałam :)

Jak już o Uczestniczkach wspomniałam to koniecznie napisać muszę, że były nimi cudowne i pomysłowe Dziewczyny, zarówno blogerki jak i Osoby nie posiadające swoich stron. 

- Lucyna Kozłowska
- Monika Flok
- Monika Wyczołek
- Paulina Załęska

środa, 16 sierpnia 2017

Jak zmierzyć promieniowanie UV

Dusia jest już dużą dziewczynką i generalnie wie, że trzeba uważać na słońce, bo choć czasem fajnie się wygrzać to jednak może to szkodzić itd. Jednak czy duże czy małe to jednak jeszcze tylko dziecko i czasem się buntuje... No bo po co ta czapka z daszkiem jak głowa się poci a smarowanie, zwłaszcza późniejsze odczekiwanie, to strata czasu bo ona chce do basenu teraz już... albo przecież wcale nie jest aż tak gorąco i wieje wiaterek to spokojnie można wyjść, co z tego, że słońce tak czy siak świeci i tylko odczuwalna temperatura jest niższa. Niby słyszała o czymś takim jak promieniowanie UV ale chyba nie do końca w nie wierzy skoro go nie widać ;) Na szczęście na rynku dostępny jest bardzo fajny zestawik z mini eksperymentem, który może ułatwić zrozumienie owego zjawiska a przede wszystkim daje możliwość zmierzenia mocy promieniowania w danej chwili i miejscu. 
Nie wierzycie? To sami zobaczcie :)

FUN beads to jeden z produktów firmy Funiversity
Ich eksperymenty nie są nam obce ponieważ kilka gościło już w naszym domu a poczytać o nich możecie TUTAJ. Dodatkowo dodam, że według Dusi ten zestaw jest jednym z najfajniejszych ;)


środa, 9 sierpnia 2017

Mussssujący lód

Była już u nas Inwazja kolorowej piany KLIK oraz Wybuchowe cytryny KLIK a teraz przyszła pora na coś niby podobne ale jednak ciut innego. Dodatkowo ta wersja idealna jest na ciepły, wakacyjny dzień ponieważ w roli głównej występuje lód :).
Jednak wszystko po kolei... 
Najpierw musiałam przygotować podkład do zabawy/eksperymentu, czyli w 3 pojemniczkach zmieszałam wodę z sodą i barwnikami. Potem jeszcze tylko na trochę do zamrażalnika i można działać. :)

 

Dusia otrzymała bojowe zadanie polegające na rozpuszczeniu kolorowego, sodowego lodu... Do dyspozycji miała tylko łyżeczkę i miseczkę z octem ;).

piątek, 4 sierpnia 2017

Puzzle Układam i opowiadam - Łódeczki

Dotarła do nas niedawno cudowna niespodzianka od Kapitana Nauki - zupełnie jakby czytał mi w myślach, bo właśnie ten produkt zamierzałam niedługo kupić mojemu dwulatkowi. :). Mam na myśli puzzle z serii "Układam i opowiadam" - ŁÓDECZKI.

 
Dlaczego chciałam kupić właśnie te puzzle? Mój synek nie ogarnia jeszcze wieloelementowych puzzli, a te dwuelementowe nie są już dla niego żadnym wyzwaniem. Pomyślałam więc, że puzzle złożone z większej ilości elementów, ale układane w bardzo prosty liniowy sposób, zainteresują go na dłużej. I nie myliłam się!

poniedziałek, 31 lipca 2017

Plastelinowe salamandry

Dusia w swej domowej biblioteczce nie posiada zbyt dużo książek z gatunku tych kreatywnych z masą pomysłów na zrobienie czegoś, ale coś tam jednak na półce stoi. W sumie bardzo rzadko z nich korzystamy co nie oznacza, że nie są w jakimś stopniu fajne. Czasem jednak nastaje dzień w którym me Dziecko wyciąga je i przegląda w poszukiwaniu inspiracji. I tak było np 2 dni temu. Ciekawa byłam co wpadnie Jej w oko... trochę to trwało... aż w końcu zdecydowała się na salamandry z książki "Wszystko co zrobić z modeliny, plasteliny, koralików" od Wydawnictwa Zielona Sowa.


Trochę żałowałyśmy, że akurat nie mamy modeliny, bo jednak fajniej jak potem zrobiona rzecz staje się twarda i trwalsza ale cóż... Dusia w ciągu ostatniego miesiąca wylepiła 3 duże opakowania i nie uzupełniłam zapasów :P. Na szczęście w szafce czekała nowiutka plastelina z Bambino więc skorzystałyśmy z niej :).

Ulepienie salamander tak naprawdę jest mega proste. Należy zacząć od uwałkowania tułowia... z jednej strony grubsze, z drugiej cieńsze...
Jaki kolor i wzór będzie miała płaz zależy od tego co wybierzemy. 
Można np zrolować dwa kawałki plasteliny i będzie wyglądać to mniej więcej tak:

czwartek, 27 lipca 2017

Czym sprząta nieperfekcyjna Pani Domu

Przyznam się bez bicia, że perfekcyjną Panią Domu nie jestem... ba... nawet strasznie daleko mi do niej. Powiedzmy, że staram się mieć jako taki ład w domu, co by jak Ktoś niezapowiedziany przyjdzie nie przestraszył się, ale zdarzają się też dni w których są paprochy na panelach i kurz zalega na szafkach. Może to lenistwo, bo przecież aktualnie nie pracuje, a może szkoda mi życia na ciągłe sprzątanie.. ;).  Czy mi z tym źle? Czasem tak ale nie można być idealnym :P. Pozatym czy Wy też odnosicie wrażenie, że wszelaki bród pojawia się w tempie błyskawicznym? Co z tego, że poodkurzałam wczoraj i pomyłam naczynia jak dziś już znowu trzeba było to zrobić... Żeby jednak nie było, czasem grubsze sprzątanie urządzam ale muszę czuć jakiś "przymus" lub mieć poprostu wenę na to... a wtedy jak już się wezmę za robotę to umyję okna i zmienie firanki i łazienkę od a do z wypucuje itd.:)

Kolejna rzecz przez którą stwierdzam, że nie jestem perfekcyjną Panią Domu to to, że nie znam tych wszystkich magicznych trików... No wiecie, że można domowymi sposobami, korzystając z czegoś co ma się np w szafce kuchennej coś innego wyczyścić itd. Generalnie to tylko czasem ocet biorę w obroty a poza tym to stawiam na kupne, chemiczne środki. Tu napisać Wam muszę, że tylko przy 2, 3 produktach zazwyczaj jestem wierna jakieś marce a w innych przypadkach skacze z kwiatka na kwiatek ;).
Ostatnio jednak w moim domu pojawiły się produkty, ułatwiające sprzątanie, z którymi chyba zaprzyjaźnię się ciut mocniej... Przynajmniej z dwoma :). Tak czy siak, wszystkie posiadają logo Meglio a ich dystrybutorem jest Firma Womax.

(Gapa jestem i nie cykłam zdjęcia odrazu zanim zaczęłam używać, ale spokojnie, wszystko było zamknięte i pełne)

piątek, 21 lipca 2017

Wydrapywanki

Coś mi ostatnio średnio idzie pisanie. Niby o czym to jest ale z weną średnio. Marudzić jednak dalej nie zamierzam i biorę się do działania ;).
Dziś coś bardziej plastycznego co zapewne spora część z Was doskonale zna a i u nas w domu już się pojawiało. Jednak jest na tyle fajne, że warto powtórzyć od czasu do czasu. A mowa bowiem o wydrapywankach :)


Gdyby jednak Ktoś nie wiedział jak takie dzieła zrobić to już szybciutko tłumacze :)
Na początku należy wyciągnąć białe kartki z bloku, najlepiej techniczne, a potem naszykować pastele olejne (od biedy, mogą być też zwykłe świecówki). My używałyśmy tych z Bambino.
Ta część jest chyba najbardziej żmudna ale cóż, trzeba pomęczyć łapki i ubarwić wszystko. Czym więcej kolorów tym lepiej :)


sobota, 15 lipca 2017

Mała, ptasia lekcja przyrody

Dnia pewnego, w sumie tak całkiem przypadkiem odkryłam coś ciekawego. Otworzyłam okno w naszym pokoju aby cyknąć zdjęcie pięknemu zachodowi słońca a przy okazji zobaczyłam małe ptasie gniazdko... w środku były jajeczka.


Wokół naszego domu jest sporo drzew a w ich koronach sporo gniazd, nie raz z daleka widziałyśmy siedzącego w środku ptaszka, gdzieś tam kiedyś na spacerze wyczaiłyśmy i jajeczka ale nigdy wcześniej nie miałyśmy gniazdka pod samym nosem, w bliskim zasięgu wzroku, no dosłownie na wyciągnięcie ręki. Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, że tak pod samym oknem, bo przecież na parapecie ciągle siedzą koty i w ogóle ale widocznie jakiś skrzydlaty osobnik uznał nasz winogron i ścianę za dobre miejsce :).
Mijały dni, w sumie to nawet zapomniałam o gniazdku aż tak, mniej więcej po tygodniu od zobaczenia jajeczek, tchnęło mnie i znowu wyjrzałam. Co zobaczyłam? Pisklaczki...Takie tyci tyci, dopiero co wyklute :)

 

wtorek, 11 lipca 2017

Może trochę pomnożymy...?

Są rzeczy, czy może bardziej umiejętności, które musi posiąść każde Dziecko już na samym początku nauki w szkole. Bez nich ani rusz w kolejnych, wyższych klasach a i tak ogólnie w życiu byłoby bardzo ciężko. Na języku polskim to oczywiście czytanie i pisanie a na matmie... liczenie. Dodawanie i odejmowanie oraz chyba trudniejsze: dzielenie i mnożenie.

Dusia po wakacjach zaczyna 4 klasę (czas za szybko leci) także sporo ma już opanowane... no ale oczywiście wszystkiego tak samo musiała się nauczyć. Z mnożeniem nie było jakiś mega problemów, przynajmniej w zakresie do 50 :P. Potem troszkę więcej czasu trzeba było poświęcić ale wolałam nie stosować metody: wykucia tabliczki na pamięć. Zdecydowanie lepszym pomysłem były różne zabawy a gdy doszły w działaniach dwucyfrowe liczby dodatkowe zadania i poprostu trenowanie.  Pojawiła się u nas również fajna gra od firmy Alexander Toys - "Może pomnożę" z serii Sowa Mądra Głowa.


Nie będę Wam tu ściemniać i pisać, że to ulubiona gra Dusi, bo tak nie jest ale to tylko dlatego, że me dziecko poprostu nie pała miłością do pozycji czysto edukacyjnych. Choć uważam, że najlepsza nauka to ta poprzez zabawę to nie ma nic na siłę. Udało się jednak namówić Ją 2 razy jeszcze w roku szkolnym (raz w ramach powtórki przed kartkówką) i w ostatni weekend (co by przez wakacje wszystkiego nie zapomniała) na małe partyjki. Może nie skakała z radość przy liczeniu kolejnych działań z mnożenia ale pomijając ten element (mimo, że najważniejszy) to ocenia grę dobrze :). Biorąc pod uwagę powyższe, znamy ją już na tyle dobrze, że przyszedł czas i na małą recenzję.

niedziela, 9 lipca 2017

Wyniki konkursu na 4 urodziny bloga

4 urodziny bloga były i minęły... Taka to w sumie żadna znowu wielka data... ale konkurs postanowiłam zorganizować ;). 

Najpierw szukanie sponsorów... i tu chyba należą się największe podziękowania, zarówno dla tych którzy zgodzili się odrazu jak i dla Osób które już po zakończeniu sami postanowili coś dorzucić. To dzięki nim było o co walczyć a tak szczerze mówiąc to naprawdę fajne nagrody pojawiły się :).

Potem zebranie wszystkiego w całość.

Kolejny etap, jakże ważny, to czekanie i oglądanie zgłoszeń. Konkurs rozkręcał się pomalutku i dzień przed zakończeniem było mniej chętnych niż fantów. Ale tu się okazało, że szanowny facebook coś info ukrywał więc przedłużyłam go o 2 dni i się zaczęło dziać :) Super, że ostatecznie pojawiło się tylu chętnych na zabawę - jesteście świetni i pomysłowi :)

Na koniec wyniki. Najgorsza część dla organizatora, serio. Nie chodzi nawet o czas jaki trzeba poświęcić ale o wybór tych naj życzeń... 34 zgłoszenia a tylko (albo aż, zależy jak na to spojrzeć) 19 nagród. Przeglądałam setki razy, kilku faworytów odrazu wytypowałam a reszta... tutaj fajny pomysł, tam sporo pracy włożone a jeszcze gdzie indziej kilka chwytliwych zdań. Musiałam wezwać posiłki... Ostatecznie wspólnie z Dusią, po burzliwych obradach wyłoniłyśmy zwycięzców. 

Dziękuję każdemu kto postanowił złożyć życzenia :)
Gratuluję tym którzy coś zgarną... resztę przeprasza, ale to w końcu konkurs. Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi :)

I na koniec bardzo ważna wiadomość. 
Osoby które wygrały proszone są o kontakt ze mną! Wystarczy wiadomość: hej to ja, zgłaszam się, a potem dam info czy należy przekazać swoje dane bezpośrednio sponsorowi czy ja to muszę załatwić. Czemu tak? Bo kilku prosiło abym to ja przesłała a nie zwycięzca a w 3 innych przypadkach jak napiszecie sami na facebooku to Osoba która się nim zajmuje nie będzie wiedziała o co chodzi ponieważ ja z kimś innym ustalałam sprawę mejlowo.


A teraz to co Was najbardziej interesuje, czyli wyniki :)

czwartek, 6 lipca 2017

Wodne królestwo meduz

Pamiętacie podsufitową, wiosenno - ptasią dekorację w Dusi pokoju?


Ostatnio leżałyśmy sobie, w nie wiadomo jakim celu, na dywanie, patrzyłyśmy na nią i stwierdziłyśmy zgodnie, że wisi już dość długo... może nawet za długo? Niby fajne te ptaszorki i lubimy je ale lekko podkurzone się zrobiły i takie jakieś obyte. Więc rzuciłam hasłem "Stworzymy coś nowego? Dziecko me odpowiedziało: "Czy ja wiem? Może tak, ale co?". Hmmm... Myślimy... Mamy już lato, wakacje... wprawdzie słońca mało ale jakoś tak wodę ma się przed oczami... No i coś tam w głowach nam zaświtało. 

Najpierw powstały kolorowe meduzy... głównie z bloku i bibuły...

wtorek, 4 lipca 2017

Kreatywna sztuka z Artkiem

Gdy Dusia była mniejsza, miała tak 4-5 lat, bardzo lubiła wszelakie książeczki z zadaniami. Rozwiązywała ich dziesiątki lecz pod koniec przedszkola ciut zmieniła ilość i swe preferencje co do rodzaju łamigłówek choć nadal dość często spędzała w taki sposób czas. No i oczywiście na topie były kolorowanki :). Och, ile ja tego nakupowałam, ile razy obiecywałam sobie, że nie skuszę się na nową pozycję dopóki nie skończy któreś z tych 5 co ma już w domu :P. Potem jednak nastąpił początek szkoły a wraz z nim małe książeczkowe kryzysy. Choć w sumie to wcale się nie dziwię, bo przecież na lekcjach były zadania i ćwiczenia a potem w domu jeszcze prace domowe. Wprawdzie trening czyni mistrza ale nie ma nic na siłę. Oczywiście nie oznacza to, że w ogóle przestałam wyposażać me Dziecko w nowe książeczki tylko poprostu ograniczyłam pozycje bardziej edukacyjne. Z kolorowankami też już nie szaleje, bo wiem, że nie będzie tak jak dawniej siedzieć przy nich godzinami. Tylko problem polega na tym, że Dusia to taka typowa sroczka a do tego rozpuszczona ciut, w związku czym często podczas odwiedzin w sklepie woła: zobacz jaka fajna ta książeczka, kupisz mi?" A ja cóż... dokonuje szybkiego przeglądu i czasem odmawiam a czasem "daje się naciągnąć". No i pośród tych naciągniętych pozycji trafiają się zarówno takie co to są na topie tylko przez pół godziny po powrocie domu i takie które może niekoniecznie w jeden dzień zostają zrobione, ale często idą w ruch. Mówiąc, krótko, dana książeczka musi mieć w sobie to coś co sprawi, że me Dziecko nie zapomni o niej lecz z przyjemnością będzie sobie w danych chwilach spędzać przy niej czas. Czy jest jakiś złoty klucz? Nie. Może to być fajnie wydany szkicownik do projektowania ubrań albo coś o kotach i psach, czasem decydująca jest ilość zawartych naklejek albo poprostu pomysł na ciekawe i nietypowe zadania.

Dziś właśnie chciałam pokazać Wam jedną z pozycji, która niedawno pojawiła się w naszym domu i bardzo spodobała się zarówno Dusi jak i mi. Mogę chyba nawet stwierdzić, że takiej książeczki jeszcze u nas nie było.

"Sztuka, że szok"
Autorzy: Nikolas Catlow, David Sinden
Wyd. JUPI


Co jest takiego niezwykłego w tej pozycji?
Bez wątpienia główny bohater - Artek, który zaprasza i zachęca Dziecko do wspólnego tworzenia.

piątek, 30 czerwca 2017

Kocie cudaki

Już dziś kończy się czerwiec a u nas nie było jeszcze ani jednego wpisu na Projekt Zwierzaki Cudaki. Burzowa pogoda miewa jednak swoje plusy np takie, że me Dziecko pomimo kilku godzin spędzonych np na lepieniu z modeliny, kolorowaniu czy uzupełnianiu książeczek, miało jeszcze trochę chęci i na inne tworzenie.
W tym miesiącu do wyboru miałyśmy następujące okazy: kot, tukan, kangur oraz ośmiornica


Nikogo chyba nie zdziwi, że Dusia zdecydowała się na milutkie sierściuchy ;)
O kotach już tu co nie co było (posty spod tej etykietki znajdziecie TUTAJ) więc zależało mi aby nic nie powtarzać. Wstępnie szukałyśmy inspiracji w necie ale me Dziecko nagle oświeciło i przypomniało sobie, że w jednej z ostatnio kupionych gazetek, umieszczona była instrukcja jak zrobić z kartki głowę kotka :).

Pierwszy egzemplarz złożyłam ja a potem próbowała Dusia. Radość gdy wyszło była ogromna :)


Kotek pozyskał oczywiście oczka, nosek, wąsiki i łatki.

wtorek, 27 czerwca 2017

SuperQuizy pełne ciekawostek

Jak wiecie, Dusia uwielbia zwierzęta... najbardziej rzecz jasna te bardziej domowe ale nie tylko. Kiedyś ciekawiły ją np dzikie koty a aktualnie konie (post o tym był TUTAJ). Użyć słowa "pasja" nie mogę, bo to zbyt wiele ale jakaś fascynacja napewno. Oczywiście nie ma szału pod tytułem: muszę nagle mieć wszystko z końmi i o nich no ale jak już się coś pojawi to uśmiech na buźce pojawia się. Udało się nawet spełnić troszkę marzenie Dusi i już za dwa tygodnie odbędzie 5 dniową półkolonie w małej Stajni :). Codziennie mają być zajęcia w siodle a oprócz tego pomaganie przy pielęgnacji owych zwierząt, dowiadywanie się na ich temat różnych rzeczy oraz jakieś ogólne warsztaty i zabawy. W związku z tym moje Dziecko postanowiło się ciut dokształcić, bo a nóż zdobyta przez nią samodzielnie wiedza przyda się ;). Tu z pomocą przyszedł m.in, napewno znany Wam, Kapitan Nauka i jedna z jego pozycji :)

SuperQuiz Konie - ciekawostki + zagadki


Kiedy zaczęto oswajać konie? Czym charakteryzują się kuce? Jak należy zachowywać się przy koniach? Co lubią jeść? Wiecie? Bo Dusia już tak :D. Odpowiedzi na te pytania wyczytała w owym Quzie choć tak naprawdę to tylko malutka część informacji w nim zawartych. Dowiedziała się np też troszkę o rasach, częściach ciała, o tym jak konie pokazują swoje humorki oraz że są delikatne i chorowite. Nie zabrakło również wiadomości ściślej związanych z jazdą i sportem: stroje, rodzaje zawodów czy siodeł itd.

piątek, 23 czerwca 2017

Medal dla Taty

Jaki dziś jest dzień chyba każdy wie... W sumie to takie 3 w 1 mamy: zakończenie roku szkolnego (w przypadku Dusi koniec 3 klasy), imieniny Jana (mój Dziadek takowe imię nosi i jedziemy w gości w niedziele) czyli święcenie wody itp oraz Dzień Taty. Skupić bym się jednak chciała na tej ostatniej okazji.
Z moim Tatą mam wiele wspomnień... różne one są ale jeśli chodzi o dzieciństwo to zdecydowanie pozytywne... Mimo pracy i innych obowiązków, potrafił chodzić z nami do lasu, biegać po podwórku i bawić się w wojnę, uczyć grac w karty... Nie jedną dłuższą chwilę siedziałam z nim w garażu gdy np spawał drzwi do lasu  (tata był typem majsterkowicza i zazwyczaj gdy pytałam co aktualnie robi to odpowiadał, że drzwi do lasu) i uczył mnie wtedy jakie są klucze albo piosenek typu "Jedzie Janek jedzie mija mój domeczek czy ci się nie widzi u mnie porządeczek...". Co do piosenek to jest jeszcze jedna która zawsze będzie mi się z nim kojarzyć - "Wielka Miłość" Seweryna Krajewskiego. Tata zawsze mówił, że to jego "piosenka do trumny"... i choć nie była zagrana na pogrzebie to zawsze gdy ją słyszę, myślę o nim. Tak, tak, mój tata zmarł 5 lat temu... Mimo, że miał pewne swoje wady to ciężko było się z tym pogodzić... Zresztą, nie ma co ukrywać, że niby czas leci dalej, człowiek żyje ale... nie raz i nie dwa łzę uronił i tęsknotę poczuł.
A jak z Tatą Dusi sprawy się mają? Hmmm... Ona ma 9 lat a Grzesiek jest z nami od 5 (paradoksalnie, pierwszy raz realnie spotkaliśmy się w dniu śmierci mojego Taty). Także ten tego, wywnioskować szybko możecie, że nie jest Jej biologicznym ojcem. Ale czy to takie istotne? Oczywiście, że nie. Bo można nie być dawcą plemnika a prawdziwym Tatą tak.Wprawdzie praca (wcześniej kierowca a teraz spedytor) mocno ogranicza czas spędzany razem i do tego Dusia jest typową Córusią mamusi to jednak niewątpliwie łączy ich silna więź. Dlatego bez większych namów zrobiła na szybciutko (przed kolejną procesją) mały, symboliczny prezencik.
Złoty medal (niby mówiła, że srebrny się należy ale jednak pojawiło się 1 miejsce).

Wykonanie medalu było mega proste.
Wystarczyło wyciąć kółko z tekturki oraz jeszcze 2 tej samej wielkości z żółtego kartonu...

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Nasza wiosna w obiektywie

Kiedyś pojawiało się tu comiesięcznie foto podsumowanie...  z czasem jednak zabrakło mi chyba do tego chęci i systematyczności więc zaczęłam łączyć mniej więcej po 3 miesiące... aż w końcu jakoś idealnie ustawiło na pory roku i tak już zostało. Z jednej strony podoba mi się to a z drugiej, zawsze tyle zdjęć nazbieram, że post jest mega długi i podejrzewam, że na połowę nawet nie zwracacie uwagi :P. Narazie jednak zostanę przy tej zbiorowej wersji lecz pojawi się mała zmiana. Przy podsumowaniu zimy jedna Osoba napisała, że fajnie byłoby poznać historię pokazanych fotek... W związku z tym przy każdym kolażu dodawać będę chociaż po zdaniu... Może tak i ciekawiej będzie :)

Wiosna bez wątpienia mocno kojarzy mi się z ważnym Świętem jakim jest Wielkanoc :)
O naszych przygotowaniach było TUTAJ
Cóż... pogoda w ostatnich miesiącach nie rozpieszczała nas... Było dużo zimna i deszczu...
Na szczęście zdarzały się też ładniejsze dni i wtedy było zdecydowanie milej a my więcej czasu spędzałyśmy na świeżym powietrzu.

piątek, 16 czerwca 2017

Kryptos - rozszyfuj przeciwnika

Ostatnio sporo gier pojawia się tu ale jakoś tak powiedzmy samo wychodzi... ;) Był dłuższy okres w którym nie wzbogacaliśmy się w nowe egzemplarze a teraz co i rusz poznajemy kolejne pozycje :). Mam nadzieję, że nie macie jeszcze dość i lubicie nie tylko grać ale i również czytać recenzje :)

Dziś wracam do gier karcianych od Fabryka Kart Trefl - Kraków a na tapetę wskakuje Kryptos :)


Pozycja ta jak i dwie poprzednie o których pisałam (Kieszonkowy Bystrzak oraz Pentos) należy do serii Trefl Joker Line ale oprócz tego, że również zapakowana jest w małe pudełeczko i w roli głównej występują karty to tak naprawdę jest całkiem inna od swych poprzedników.

Powiem Wam szczerze, że trochę czasu minęło zanim zagraliśmy w Kryptosa... Czemu? Bo po 1 Dusia wolała spędzać czas przy znanych już pozycjach a po 2. owa gra wydawała nam się dość skomplikowana. Pewnego jednak wieczora, postanowiłam wraz z Grześkiem rozszyfrować ją i choć nie mogliśmy w pełni zagrać, ponieważ potrzeba tutaj minimum 3 graczy, to jednak udało nam się szybko ogarnąć zasady i okazało się, że tak naprawdę są one prościutkie. Dnia następnego namówiliśmy nasze Dziecko na kilka partyjek :).

Nim jednak napiszę o zasadach to jeszcze taka szybko prezentacja zawartości :)
(odrazu wspomnę też o tym, że nie mam żadnego zastrzeżenia co do wykonania poszczególnych elementów :) )

środa, 14 czerwca 2017

Konkurs na 4 urodziny bloga

4 lata temu, dokładnie 13 czerwca, powstało to miejsce...
Początki były marne ale teraz chyba jest całkiem nieźle... ;) Choć zapewne treści moich wpisów i pokazywane zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia ;). Nie mam instagrama, nie jeżdżę na spotkania blogerskie, nie posiadam własnej domeny i generalnie w wielu sprawach technicznych jestem ciemna, nie wspominając już o tym, że tego typu blogów jest cała masa... ale mimo wszystko jakoś mi się to kręci ;)

4 lata - 501 postów - ponad 4000 komentarzy - 67 obserwatorów - około 190000 wyświetleń - 2138 lubisi na fb. 

To tylko cyfry ale gdzieś tam napewno również cieszą. Jednak chyba ważniejsi są dla mnie Ludzie :). Więc teraz jak Gwiazdy na rozdaniach nagród też mam przygotowaną małą wyliczankę ;)
 Dziękuję i tym którzy są ze mną prawie od początku jak i tym którzy przywędrowali niedawno... Osobom komentującym często jak i również autorom pojedynczych wypowiedzi. Dziękuję również Firmom i Wydawnictwom które mi zaufały i postanowiły podjąć współprace... Mojej Siostrze, która przygotowuje czasem swoje wpisy no i memu Narzeczonemu za to, że nie ma pretensji jak czasem spędzam wieczór przy lapku. Ale chyba największe podziękowania należą się Dusi, bo gdyby nie Ona to nie było by tego miejsca :)

Nie wiem jak jak długo będzie istniał ten blog, bo nie raz miałam już kryzysy... Nie wiem ile będzie tu kreatywności i zabaw a ile recenzji i informacji z naszego życia ale to już czas pokaże :)

Tymczasem dla uczczenia 4 urodzin bloga mam dla Was konkurs z super nagrodami :)


Zapraszam więc do zapoznania się z regulaminem i do wspólnej zabawy :)

1. Zadanie konkursowe. Przy poprzednim większym konkursie musieliście zainspirować się jakąś naszą pracą i wykonać podobną. Tym razem zadanie jest inne aczkolwiek też będzie wymagać od Was kreatywności a dodatkowo pomysłowości ;).

niedziela, 11 czerwca 2017

Słomkowe konstrukcje

Macie, znacie albo chociaż kojarzycie coś takiego jak klocki konstrukcyjne BAMP? No wiecie, takie rureczki i krzyżyki do łączenia... O takie KLIK
My niestety nie posiadamy ale Dusia miała kiedyś okazję pobawić się nimi na jednym z festynów i stwierdziła, że fajne są :).
Wspominam o nich nie bez powodu... Mianowicie wczoraj, tak w sumie całkiem przypadkiem, wymyśliłyśmy sobie zabawkę która owe klocki przypomina. 

Kolorowe, grubsze słomki i w ramach łączników poskładane kawałeczki kartek... Koszt - około 5zł :)


"Budowanie" jest mega proste, choć sprawne paluszki napewno trzeba mieć.
Dusia zaczęła od złożenia jednego trójkącika z 3 słomek a potem powstał większy przestrzenny :)

środa, 7 czerwca 2017

Szczotko szczotko hej szczoteczko... plus zębne perypetie

Jak napisze Wam, że dbanie o higienę jamy ustnej jest mega ważne to na pewno owym stwierdzeniem Ameryki nie odkryje ;) Myślę, że wie o tym większość rodziców a Dzieci...? No cóż tu bywa różnie. Dlatego to my, dorośli musimy swe Pociechy nauczyć pewnych nawyków, zachęcać, tłumaczyć. Mycie zębów to jedno ale zapominać nie można również o zbilansowanej diecie (u nas słodycze i tym podobne rzeczy nie są zakazane ale umiar  i w tym przypadku to rzecz święta) i wizytach u dentysty (bo nawet mleczaki lubią się psuć a nie leczone prędzej czy później wywołają ból). Myślę, że dalsze, dokładniejsze wywody na powyższe dwa tematy nie są tu potrzebne bo ani ja dietetyk ani dentysta także tym bardziej zanudzać Was nie chcę ;).


A jak u Nas, a konkretniej u Dusi mają się zębowe sprawy? Cóż... różnie ;)
Wiecie ile me Dziecko miało jak wyszedł pierwszy ząbek? rok i 3 miesiące... Trochę to trwało, lekko się stresowałam i już nawet dentysta powiedział, że poczekamy jeszcze chwilkę i jak nic się nie ruszy to trzeba będzie prześwietlić. Na szczęście nie było to koniecznie bo w końcu ząbki zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu... ekspresowo szły po dwa co wcale Dusi nie przeszkadzało: prawie znikomy ból, bez większych gorączek, pchania rzeczy do buzi itp ;). Mówiono mi wtedy: "Późno wyszły to pewnie i późno będą wypadać"... Hmmm...  z moich obserwacji wynika, że rzeczywiście wymiana uzębienia u niej trochę potrwa. Pierwszy mleczak wypadł Jej jak miała 7,5 roku... Teraz ma 9 lat i póki co zmieniła tylko jedynki i dwójki i nic dalej nawet ociupinkę nie drgnie. Choć "zmieniła dwójki" to trochę niedokładne określenie, bo wiedzieć musicie, że moja Pociecha nie posiada górnych dwójek i nigdy ich nie będzie mieć :( Lecz o tej przypadłości, wizytach u ortodonty itd napiszę więcej jak już wzbogaci się w aparacik. 

niedziela, 4 czerwca 2017

Bajki z dna szuflady

Coś sobie dziś uświadomiłam... Niby na blogu co jakiś czas pojawiają się wpisy z książkami dla Dzieci ale ostatnio wszystkie napisane były przez moją Siostrę... Zerknęłam do archiwum i... o matulu... ostatnia recenzja strzorzona prze zemnie ukazała się na początku marca... Jeszcze sobie pomyślicie, że z Dusią wcale nie czytamy a przecież tak nie jest. Ok, nie pochłaniamy dziesiątek pozycji w miesiąc ale jednak po kilka sztuk się zdarza. Dla niektórych zapewne to mało ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic ;). Szczerze powiedziawszy więcej czytania było gdy Dziecko me chodziło do przedszkola, bo teraz jak jest szkoła to wiecie a to prace domowe a to czytanki, no i też co i rusz jakieś gazetki do przejrzenia pojawiają się.
Dusia zresztą nie pała miłością do samodzielnego pochłaniania lektur ale wyciągając średnią to jedną w miesiącu przerobi. Zazwyczaj czytam jej ja co bardzo lubię a i Ona mimo, że ma już  9 lat nie protestuje, wręcz przeciwnie. Jakie książki pojawiają się u nas? Różne :P Choć napewno często jest coś co wyszło spod pióra Pani Holly Webb  no ale nie tylko. Zresztą jeśli jesteście ciekawi co przeczytałyśmy w tym roku to zerknijcie TUTAJ.

A teraz po tym nie wiem czy potrzebnym wstępie ;) przechodzę do tego co ma być najważniejsze w tym wpisie, czyli prezentacja książki :)

"Bajki z dna szuflady"
Wyd. Skrzat


Powiem Wam szczerze, że po przeczytaniu tytułu w pierwszym momencie miałam pod powiekami taki obraz: strych a na nim stara, zakurzona komoda... w jednej z szuflad sterta pożółkłych kartek a na nich zapisane jakieś dawne, mało znane historyjki. Przyznać jednak mi musicie, że wygląd okładki nijak ma się do tych mych wyobrażeń, dlatego i ja sama szybko stwierdziłam, że ta szuflada to napewno nie w jakieś antycznej komodzie :). Baaa... tak naprawde to okazało się, że nawet nie chodzi o żaden prawdziwy mebel tylko o "na dnie szuflady wyobraźni..." No to teraz wszystko się zgadza i pasuje do siebie :)

środa, 31 maja 2017

Zabawa z Play Doh

Kiedyś pisałam Wam co np robię z Dusią w domu gdy nie tworzymy żadnych prac itp. Były to czynności, które gdzieś tam jednak jak najbardziej rozwijają u Dziecka kreatywność i wyobraźnię. Na podium stanęły wtedy: miejsce 3 ciastoplasto/ plastelina, miejsce 2 wszelakie zabawy figurkami, lalkami itp w domki, odgrywanie scenek, 1 miejsce klocki na czele z lego. 
W gruncie rzeczy nadal to wszystko jest u nas obecne ale ostatnio rzecz która zdobyła brązowy medal poszła lekko w odstawkę. Niby plastelinę to jeszcze niedawno kupowałam, bo "wyszły" domowe zapasy ale po ciastoplasto ostatni raz sięgałyśmy chyba zimą...
Los, fart czy jakby to nazwać sprawił, że kilka dni temu udało nam się wygrać zestaw od PlayDoh Zakręcona Lodziarnia. Jak myślicie, co wczoraj robiłyśmy przez godzinę? Oczywiście, że słodkości :)


Co wchodzi w zestaw widać w sumie powyżej:
-plastikowa konstrukcja do złożenia
-  2 łyżeczki
- 3 wafelki
-  2 pucharki
- 5 pojemniczków z masą
- instrukcja

niedziela, 28 maja 2017

Kolorowy paw

Nie ma to, jak mieć Ciocię będącą konsultantką w jednej z firm kosmetycznych... Jakiej? To akurat nie ma znaczenia ;). Dzięki temu posiadam całe zbiory balsamów i lakierów do paznokci (rzadko używam), kilka flakoników perfum  (ze 2 trafiają w mój gustu), no i czasem inne rzeczy (nawet bywa i coś przydatnego). A, że jak to się mówi - dają więc bierz to zazwyczaj tak czynię :P. Tylko gdzie to składować... cóż, niejednokrotnie coś po jakimś czasie powędrowało do kosza. Znalazłam jednak sposób by tak całkowicie nie marnować wszystkiego, w związku z czym mamy z Dusią w planach zrobienie masy z balsamu i skrobi a w piątek wykorzystałyśmy lakiery. Do czego? Nie, nie urządziłyśmy wiejskiego salonu manicure ale w pewnym sensie malowałyśmy... Tylko, że po wodzie :)

Wystarczy ładna pogoda (kiedyś robiłyśmy to w domu ale ze względu na trudny do wywietrzenia smrodek nie polecamy), miska (stara, najlepiej taka która potem może pójść na straty, chyba, że chcecie szorować ją zmywaczem), woda, patyczek, kartki z bloku i rękawiczki ochronne (mądry Polak po szkodzie, my ich nie miałyśmy). No i rzecz jasna lakiery - kolorowe a i te z dodatkiem brokatu nie zaszkodzą ;)

Przebieg malowania jest niezwykle prosty: do miski nalewamy trochę wody, wkrapiamy lakiery, delikatnie mieszamy a następnie na krótką chwilę nakładamy kartkę i piękny wzór gotowy :D


środa, 24 maja 2017

Quiz o zwierzętach od Alexander

Czy wiecie jaka ryba jest największa na świecie? Gdzie żyje emu? Co jada nosorożec? Ile gatunków węży  żyje w Polsce? Który żółw może być niebezpieczny dla ludzi? Który ptak najlepiej nurkuje?
Nie? A chcecie się dowiedzieć? Jeśli tak, to macie trzy opcje do wyboru: popytać wujka Google, kupić kilka książek o zwierzętach albo zaopatrzyć się w grę którą dziś Wam pokażę :)

Quiz zwierzęta
od firmy Alexander


Jak już zapewne zauważyć zdążyliście tematem przewodnim owej gry są zwierzęta... zarówno te malutkie jak i ogromne, te żyjące w Polsce i poza jej granicami, znane i nieznane, ptaki, gady, ssaki i inne cudaki :).

Natomiast zawartość pudełka przedstawia się tak:
- 102 szt kart pytań i odpowiedzi
- karty liter "a" i "b"
- plansza, instrukcja
- pionki, kostka, notes
- 80 szt żetonów
- kubek, kulka i katapulta
(figurki zwierzaczków widoczne na zdjęciach pochodzą z naszych domowych zasobów ;) )