piątek, 23 czerwca 2017

Medal dla Taty

Jaki dziś jest dzień chyba każdy wie... W sumie to takie 3 w 1 mamy: zakończenie roku szkolnego (w przypadku Dusi koniec 3 klasy), imieniny Jana (mój Dziadek takowe imię nosi i jedziemy w gości w niedziele) czyli święcenie wody itp oraz Dzień Taty. Skupić bym się jednak chciała na tej ostatniej okazji.
Z moim Tatą mam wiele wspomnień... różne one są ale jeśli chodzi o dzieciństwo to zdecydowanie pozytywne... Mimo pracy i innych obowiązków, potrafił chodzić z nami do lasu, biegać po podwórku i bawić się w wojnę, uczyć grac w karty... Nie jedną dłuższą chwilę siedziałam z nim w garażu gdy np spawał drzwi do lasu  (tata był typem majsterkowicza i zazwyczaj gdy pytałam co aktualnie robi to odpowiadał, że drzwi do lasu) i uczył mnie wtedy jakie są klucze albo piosenek typu "Jedzie Janek jedzie mija mój domeczek czy ci się nie widzi u mnie porządeczek...". Co do piosenek to jest jeszcze jedna która zawsze będzie mi się z nim kojarzyć - "Wielka Miłość" Seweryna Krajewskiego. Tata zawsze mówił, że to jego "piosenka do trumny"... i choć nie była zagrana na pogrzebie to zawsze gdy ją słyszę, myślę o nim. Tak, tak, mój tata zmarł 5 lat temu... Mimo, że miał pewne swoje wady to ciężko było się z tym pogodzić... Zresztą, nie ma co ukrywać, że niby czas leci dalej, człowiek żyje ale... nie raz i nie dwa łzę uronił i tęsknotę poczuł.
A jak z Tatą Dusi sprawy się mają? Hmmm... Ona ma 9 lat a Grzesiek jest z nami od 5 (paradoksalnie, pierwszy raz realnie spotkaliśmy się w dniu śmierci mojego Taty). Także ten tego, wywnioskować szybko możecie, że nie jest Jej biologicznym ojcem. Ale czy to takie istotne? Oczywiście, że nie. Bo można nie być dawcą plemnika a prawdziwym Tatą tak.Wprawdzie praca (wcześniej kierowca a teraz spedytor) mocno ogranicza czas spędzany razem i do tego Dusia jest typową Córusią mamusi to jednak niewątpliwie łączy ich silna więź. Dlatego bez większych namów zrobiła na szybciutko (przed kolejną procesją) mały, symboliczny prezencik.
Złoty medal (niby mówiła, że srebrny się należy ale jednak pojawiło się 1 miejsce).

Wykonanie medalu było mega proste.
Wystarczyło wyciąć kółko z tekturki oraz jeszcze 2 tej samej wielkości z żółtego kartonu...

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Nasza wiosna w obiektywie

Kiedyś pojawiało się tu comiesięcznie foto podsumowanie...  z czasem jednak zabrakło mi chyba do tego chęci i systematyczności więc zaczęłam łączyć mniej więcej po 3 miesiące... aż w końcu jakoś idealnie ustawiło na pory roku i tak już zostało. Z jednej strony podoba mi się to a z drugiej, zawsze tyle zdjęć nazbieram, że post jest mega długi i podejrzewam, że na połowę nawet nie zwracacie uwagi :P. Narazie jednak zostanę przy tej zbiorowej wersji lecz pojawi się mała zmiana. Przy podsumowaniu zimy jedna Osoba napisała, że fajnie byłoby poznać historię pokazanych fotek... W związku z tym przy każdym kolażu dodawać będę chociaż po zdaniu... Może tak i ciekawiej będzie :)

Wiosna bez wątpienia mocno kojarzy mi się z ważnym Świętem jakim jest Wielkanoc :)
O naszych przygotowaniach było TUTAJ
Cóż... pogoda w ostatnich miesiącach nie rozpieszczała nas... Było dużo zimna i deszczu...
Na szczęście zdarzały się też ładniejsze dni i wtedy było zdecydowanie milej a my więcej czasu spędzałyśmy na świeżym powietrzu.

piątek, 16 czerwca 2017

Kryptos - rozszyfuj przeciwnika

Ostatnio sporo gier pojawia się tu ale jakoś tak powiedzmy samo wychodzi... ;) Był dłuższy okres w którym nie wzbogacaliśmy się w nowe egzemplarze a teraz co i rusz poznajemy kolejne pozycje :). Mam nadzieję, że nie macie jeszcze dość i lubicie nie tylko grać ale i również czytać recenzje :)

Dziś wracam do gier karcianych od Fabryka Kart Trefl - Kraków a na tapetę wskakuje Kryptos :)


Pozycja ta jak i dwie poprzednie o których pisałam (Kieszonkowy Bystrzak oraz Pentos) należy do serii Trefl Joker Line ale oprócz tego, że również zapakowana jest w małe pudełeczko i w roli głównej występują karty to tak naprawdę jest całkiem inna od swych poprzedników.

Powiem Wam szczerze, że trochę czasu minęło zanim zagraliśmy w Kryptosa... Czemu? Bo po 1 Dusia wolała spędzać czas przy znanych już pozycjach a po 2. owa gra wydawała nam się dość skomplikowana. Pewnego jednak wieczora, postanowiłam wraz z Grześkiem rozszyfrować ją i choć nie mogliśmy w pełni zagrać, ponieważ potrzeba tutaj minimum 3 graczy, to jednak udało nam się szybko ogarnąć zasady i okazało się, że tak naprawdę są one prościutkie. Dnia następnego namówiliśmy nasze Dziecko na kilka partyjek :).

Nim jednak napiszę o zasadach to jeszcze taka szybko prezentacja zawartości :)
(odrazu wspomnę też o tym, że nie mam żadnego zastrzeżenia co do wykonania poszczególnych elementów :) )

środa, 14 czerwca 2017

Konkurs na 4 urodziny bloga

4 lata temu, dokładnie 13 czerwca, powstało to miejsce...
Początki były marne ale teraz chyba jest całkiem nieźle... ;) Choć zapewne treści moich wpisów i pokazywane zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia ;). Nie mam instagrama, nie jeżdżę na spotkania blogerskie, nie posiadam własnej domeny i generalnie w wielu sprawach technicznych jestem ciemna, nie wspominając już o tym, że tego typu blogów jest cała masa... ale mimo wszystko jakoś mi się to kręci ;)

4 lata - 501 postów - ponad 4000 komentarzy - 67 obserwatorów - około 190000 wyświetleń - 2138 lubisi na fb. 

To tylko cyfry ale gdzieś tam napewno również cieszą. Jednak chyba ważniejsi są dla mnie Ludzie :). Więc teraz jak Gwiazdy na rozdaniach nagród też mam przygotowaną małą wyliczankę ;)
 Dziękuję i tym którzy są ze mną prawie od początku jak i tym którzy przywędrowali niedawno... Osobom komentującym często jak i również autorom pojedynczych wypowiedzi. Dziękuję również Firmom i Wydawnictwom które mi zaufały i postanowiły podjąć współprace... Mojej Siostrze, która przygotowuje czasem swoje wpisy no i memu Narzeczonemu za to, że nie ma pretensji jak czasem spędzam wieczór przy lapku. Ale chyba największe podziękowania należą się Dusi, bo gdyby nie Ona to nie było by tego miejsca :)

Nie wiem jak jak długo będzie istniał ten blog, bo nie raz miałam już kryzysy... Nie wiem ile będzie tu kreatywności i zabaw a ile recenzji i informacji z naszego życia ale to już czas pokaże :)

Tymczasem dla uczczenia 4 urodzin bloga mam dla Was konkurs z super nagrodami :)


Zapraszam więc do zapoznania się z regulaminem i do wspólnej zabawy :)

1. Zadanie konkursowe. Przy poprzednim większym konkursie musieliście zainspirować się jakąś naszą pracą i wykonać podobną. Tym razem zadanie jest inne aczkolwiek też będzie wymagać od Was kreatywności a dodatkowo pomysłowości ;).

niedziela, 11 czerwca 2017

Słomkowe konstrukcje

Macie, znacie albo chociaż kojarzycie coś takiego jak klocki konstrukcyjne BAMP? No wiecie, takie rureczki i krzyżyki do łączenia... O takie KLIK
My niestety nie posiadamy ale Dusia miała kiedyś okazję pobawić się nimi na jednym z festynów i stwierdziła, że fajne są :).
Wspominam o nich nie bez powodu... Mianowicie wczoraj, tak w sumie całkiem przypadkiem, wymyśliłyśmy sobie zabawkę która owe klocki przypomina. 

Kolorowe, grubsze słomki i w ramach łączników poskładane kawałeczki kartek... Koszt - około 5zł :)


"Budowanie" jest mega proste, choć sprawne paluszki napewno trzeba mieć.
Dusia zaczęła od złożenia jednego trójkącika z 3 słomek a potem powstał większy przestrzenny :)

środa, 7 czerwca 2017

Szczotko szczotko hej szczoteczko... plus zębne perypetie

Jak napisze Wam, że dbanie o higienę jamy ustnej jest mega ważne to na pewno owym stwierdzeniem Ameryki nie odkryje ;) Myślę, że wie o tym większość rodziców a Dzieci...? No cóż tu bywa różnie. Dlatego to my, dorośli musimy swe Pociechy nauczyć pewnych nawyków, zachęcać, tłumaczyć. Mycie zębów to jedno ale zapominać nie można również o zbilansowanej diecie (u nas słodycze i tym podobne rzeczy nie są zakazane ale umiar  i w tym przypadku to rzecz święta) i wizytach u dentysty (bo nawet mleczaki lubią się psuć a nie leczone prędzej czy później wywołają ból). Myślę, że dalsze, dokładniejsze wywody na powyższe dwa tematy nie są tu potrzebne bo ani ja dietetyk ani dentysta także tym bardziej zanudzać Was nie chcę ;).


A jak u Nas, a konkretniej u Dusi mają się zębowe sprawy? Cóż... różnie ;)
Wiecie ile me Dziecko miało jak wyszedł pierwszy ząbek? rok i 3 miesiące... Trochę to trwało, lekko się stresowałam i już nawet dentysta powiedział, że poczekamy jeszcze chwilkę i jak nic się nie ruszy to trzeba będzie prześwietlić. Na szczęście nie było to koniecznie bo w końcu ząbki zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu... ekspresowo szły po dwa co wcale Dusi nie przeszkadzało: prawie znikomy ból, bez większych gorączek, pchania rzeczy do buzi itp ;). Mówiono mi wtedy: "Późno wyszły to pewnie i późno będą wypadać"... Hmmm...  z moich obserwacji wynika, że rzeczywiście wymiana uzębienia u niej trochę potrwa. Pierwszy mleczak wypadł Jej jak miała 7,5 roku... Teraz ma 9 lat i póki co zmieniła tylko jedynki i dwójki i nic dalej nawet ociupinkę nie drgnie. Choć "zmieniła dwójki" to trochę niedokładne określenie, bo wiedzieć musicie, że moja Pociecha nie posiada górnych dwójek i nigdy ich nie będzie mieć :( Lecz o tej przypadłości, wizytach u ortodonty itd napiszę więcej jak już wzbogaci się w aparacik. 

niedziela, 4 czerwca 2017

Bajki z dna szuflady

Coś sobie dziś uświadomiłam... Niby na blogu co jakiś czas pojawiają się wpisy z książkami dla Dzieci ale ostatnio wszystkie napisane były przez moją Siostrę... Zerknęłam do archiwum i... o matulu... ostatnia recenzja strzorzona prze zemnie ukazała się na początku marca... Jeszcze sobie pomyślicie, że z Dusią wcale nie czytamy a przecież tak nie jest. Ok, nie pochłaniamy dziesiątek pozycji w miesiąc ale jednak po kilka sztuk się zdarza. Dla niektórych zapewne to mało ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic ;). Szczerze powiedziawszy więcej czytania było gdy Dziecko me chodziło do przedszkola, bo teraz jak jest szkoła to wiecie a to prace domowe a to czytanki, no i też co i rusz jakieś gazetki do przejrzenia pojawiają się.
Dusia zresztą nie pała miłością do samodzielnego pochłaniania lektur ale wyciągając średnią to jedną w miesiącu przerobi. Zazwyczaj czytam jej ja co bardzo lubię a i Ona mimo, że ma już  9 lat nie protestuje, wręcz przeciwnie. Jakie książki pojawiają się u nas? Różne :P Choć napewno często jest coś co wyszło spod pióra Pani Holly Webb  no ale nie tylko. Zresztą jeśli jesteście ciekawi co przeczytałyśmy w tym roku to zerknijcie TUTAJ.

A teraz po tym nie wiem czy potrzebnym wstępie ;) przechodzę do tego co ma być najważniejsze w tym wpisie, czyli prezentacja książki :)

"Bajki z dna szuflady"
Wyd. Skrzat


Powiem Wam szczerze, że po przeczytaniu tytułu w pierwszym momencie miałam pod powiekami taki obraz: strych a na nim stara, zakurzona komoda... w jednej z szuflad sterta pożółkłych kartek a na nich zapisane jakieś dawne, mało znane historyjki. Przyznać jednak mi musicie, że wygląd okładki nijak ma się do tych mych wyobrażeń, dlatego i ja sama szybko stwierdziłam, że ta szuflada to napewno nie w jakieś antycznej komodzie :). Baaa... tak naprawde to okazało się, że nawet nie chodzi o żaden prawdziwy mebel tylko o "na dnie szuflady wyobraźni..." No to teraz wszystko się zgadza i pasuje do siebie :)

środa, 31 maja 2017

Zabawa z Play Doh

Kiedyś pisałam Wam co np robię z Dusią w domu gdy nie tworzymy żadnych prac itp. Były to czynności, które gdzieś tam jednak jak najbardziej rozwijają u Dziecka kreatywność i wyobraźnię. Na podium stanęły wtedy: miejsce 3 ciastoplasto/ plastelina, miejsce 2 wszelakie zabawy figurkami, lalkami itp w domki, odgrywanie scenek, 1 miejsce klocki na czele z lego. 
W gruncie rzeczy nadal to wszystko jest u nas obecne ale ostatnio rzecz która zdobyła brązowy medal poszła lekko w odstawkę. Niby plastelinę to jeszcze niedawno kupowałam, bo "wyszły" domowe zapasy ale po ciastoplasto ostatni raz sięgałyśmy chyba zimą...
Los, fart czy jakby to nazwać sprawił, że kilka dni temu udało nam się wygrać zestaw od PlayDoh Zakręcona Lodziarnia. Jak myślicie, co wczoraj robiłyśmy przez godzinę? Oczywiście, że słodkości :)


Co wchodzi w zestaw widać w sumie powyżej:
-plastikowa konstrukcja do złożenia
-  2 łyżeczki
- 3 wafelki
-  2 pucharki
- 5 pojemniczków z masą
- instrukcja

niedziela, 28 maja 2017

Kolorowy paw

Nie ma to, jak mieć Ciocię będącą konsultantką w jednej z firm kosmetycznych... Jakiej? To akurat nie ma znaczenia ;). Dzięki temu posiadam całe zbiory balsamów i lakierów do paznokci (rzadko używam), kilka flakoników perfum  (ze 2 trafiają w mój gustu), no i czasem inne rzeczy (nawet bywa i coś przydatnego). A, że jak to się mówi - dają więc bierz to zazwyczaj tak czynię :P. Tylko gdzie to składować... cóż, niejednokrotnie coś po jakimś czasie powędrowało do kosza. Znalazłam jednak sposób by tak całkowicie nie marnować wszystkiego, w związku z czym mamy z Dusią w planach zrobienie masy z balsamu i skrobi a w piątek wykorzystałyśmy lakiery. Do czego? Nie, nie urządziłyśmy wiejskiego salonu manicure ale w pewnym sensie malowałyśmy... Tylko, że po wodzie :)

Wystarczy ładna pogoda (kiedyś robiłyśmy to w domu ale ze względu na trudny do wywietrzenia smrodek nie polecamy), miska (stara, najlepiej taka która potem może pójść na straty, chyba, że chcecie szorować ją zmywaczem), woda, patyczek, kartki z bloku i rękawiczki ochronne (mądry Polak po szkodzie, my ich nie miałyśmy). No i rzecz jasna lakiery - kolorowe a i te z dodatkiem brokatu nie zaszkodzą ;)

Przebieg malowania jest niezwykle prosty: do miski nalewamy trochę wody, wkrapiamy lakiery, delikatnie mieszamy a następnie na krótką chwilę nakładamy kartkę i piękny wzór gotowy :D


środa, 24 maja 2017

Quiz o zwierzętach od Alexsander

Czy wiecie jaka ryba jest największa na świecie? Gdzie żyje emu? Co jada nosorożec? Ile gatunków węży  żyje w Polsce? Który żółw może być niebezpieczny dla ludzi? Który ptak najlepiej nurkuje?
Nie? A chcecie się dowiedzieć? Jeśli tak, to macie trzy opcje do wyboru: popytać wujka Google, kupić kilka książek o zwierzętach albo zaopatrzyć się w grę którą dziś Wam pokażę :)

Quiz zwierzęta
od firmy Alexander


Jak już zapewne zauważyć zdążyliście tematem przewodnim owej gry są zwierzęta... zarówno te malutkie jak i ogromne, te żyjące w Polsce i poza jej granicami, znane i nieznane, ptaki, gady, ssaki i inne cudaki :).

Natomiast zawartość pudełka przedstawia się tak:
- 102 szt kart pytań i odpowiedzi
- karty liter "a" i "b"
- plansza, instrukcja
- pionki, kostka, notes
- 80 szt żetonów
- kubek, kulka i katapulta
(figurki zwierzaczków widoczne na zdjęciach pochodzą z naszych domowych zasobów ;) )

piątek, 19 maja 2017

Konie w roli głównej

Nie raz i nie dwa, pisałam tutaj o wielkiej miłości Dusi do kotów... Tymczasem, poinformować Was muszę, że zdradziła je... Choć w sumie to określenie nie jest prawidłowe ponieważ nadal uwielbia owe sierściuchy, zachwyca się każdym napotkanym i cieszy się jak ma coś z ich motywem ale jej serduszko zawładnęły również inne zwierzaki... Konie.
Tak sobie myślałam dziś od czego to się zaczęło i już wiem... Pewnego lutowego popołudnia, gdy wróciliśmy z dłuższego, rodzinnego spacerku, postanowiliśmy obejrzeć wspólnie jeszcze jakąś bajkę. Ostatecznie jednak nie odpaliliśmy filmu aminowanego tylko taki bardziej familijny. W sumie całkiem przypadkiem wybór padł na pozycje pt "Wicher"


Dusia oglądała jak zaczarowana i lawina ruszyła... ;)
Za dwa dni obejrzała jeszcze "Skok po marzenia" a potem "Wyścig marzeń". No i sama zaczęła marzyć... by jeździć konno, by przeżyć podobne przygody, by kiedyś mieć własną stajnię. Podobno marzenia się spełniają tylko mocno trzeba w nie wierzyć... choć my dorośli wiemy, że wcale tak nie jest (przynajmniej nie zawsze). Ale dzieci to dzieci... i generalnie co i rusz coś by chciały a plany przyszłościowe zmieniają częściej niż skarpetki ;). Nie wiem jak długo Dusia będzie marzyć o tym wszystkim co związane z końmi ale ja jako rodzić chciałabym choć teraz i tu w jakimś stopniu spełnić to i owo a może nawet pomóc by coś kiedyś było realne. Niestety aktualnie nie mogę tego uczynić, choć mam pewien plan na wakacje - 5 dniową półkolonie w pobliskiej, małej stadninie. Póki co nic Dziecku memu o tym nie mówię ale cały czas mam to na uwadze. 
Narazie sytuacja wygląda tak: Dusia marzy, korzysta ze swej wyobraźni (udaje że jeździ na koniu), bawi się (np w szopce w której magazynujemy drewno zorganizowała kącik i trzyma tam starego konia na biegunach, przynosi mu trawkę itd), interesuje się trochę tematem (ogląda czasem filmiki i czyta informację), zaczyna kolekcjonować rzeczy. W związku z powyższym ostatnio np gdy miałam do wykorzystania bon do Empiku poprosiła, abym dla niej zamówiła dostępny zestaw 2 gazetek "W siodle". Oczywiście zgodziłam się :)

środa, 17 maja 2017

Na dobranoc

Czołem! Dziś chciałabym Wam pokazać naszą małą kolekcję książek-usypianek. Mam tu myśli książki, które pomagają budować rytuał snu, wyciszają dziecko i/lub rozwiązują jakieś nocne problemy. Większość z tych książek trafiła do nas przypadkiem, dopiero niedawno zauważyłam, że ta część biblioteczki szybko się nam rozrasta. Uczciwie dodam, że w naszym przypadku tylko jedna z nich naprawdę się sprawdza – która? Zapraszam do lektury. :)


„Kołysanki – utulanki” – Magda Umer, Grzegorz Turnau
To bardzo popularna książka, kupowałam ją w prezencie dla znajomych, którym rodziły się dzieci, a w końcu i w naszej biblioteczce zawitała, gdy okazało się, że jestem w ciąży. Ta książka to zbiór wspaniale ilustrowanych najpopularniejszych polskich kołysanek. Można je śpiewać bądź recytować, na co tylko możliwości wokalne pozwalają. Można zagrać każdy z utworów, bo książka zawiera ich zapisy nutowe. Jeśli całkowicie komuś brak talentu – można włączyć płytę z nagraniami wszystkich kołysanek. Wspaniałe, wyciszające, znane nam z dzieciństwa piosenki, które doskonale wyciszają. Uwielbiam i polecam!

niedziela, 14 maja 2017

Komunijnie

I pomyśleć, że minął już tydzień od tego ważnego dnia w naszym, a przede wszystkim w Dusi życiu... 1 Komunia Święta... coś co zdarza się tylko raz... na co się czeka, przygotowuje... Tymczasem trach i po wszystkim... ale było pięknie mimo, że pogoda nie za bardzo dopisała...


Powiem Wam szczerze, że chyba dopiero kilka dni przed, podczas pierwszej próby w kościele dotarło do mnie, że to już, że moje Dziecko idzie do Komunii ;) Wzruszyłam się wtedy ogromnie i poleciała łezka... Potem w sobotę gdy była spowiedź przeżywałam to nie mniej niż Dusia a w niedziele rano takiego miałam stresa, że trenowanego wcześniej warkocza nie mogłam upleść ;) Dalej był już taki spokój i radość pomieszane z kolejnymi małymi wzruszeniami. Dziecko me też obojętnie do tego wszystkiego nie podeszło choć chyba najbardziej denerwowała się pierwszymi "odwiedzinami" w konfesjonale. Szykowanie, oczekiwanie pod kościołem i msza nie robiła na niej aż tak wielkiego wrażenia i na luzaka, wesoło Jej to minęło. Tylko ten sam fakt, że pierwszy raz przyjmie Komunię i będzie mogła czynić to już zawsze ekscytował ją :)
Nasza Gwiazdka kochana... Tak ślicznie wyglądała... w zwykłym warkoczyku, w długiej prostej sukni, bez tiulu i falbanek, w delikatnym wianuszku...


wtorek, 9 maja 2017

Odgrzewane kotlety cz.2

Komunia już za nami i pomału wracamy do codzienności. Wczoraj Dusia zrobiła sobie wagary a ostatni goście odjechali dopiero dziś koo południa. Trochę do posprzątania było... Teraz jeszcze muszę nadrobić zaległości w praniu i prasowaniu, no i wieczorne wizyty w kościele zostały ;). Jakąś małą relację przygotuję może na dniach, coś się też pewnie niedługo stworzy lecz póki co zapraszam na zapowiedzianą drugą część odgrzewanych kotletów ;)
Tak jak i poprzednio wszystkie nazwy są podlinkowane i przekierowują do konkretnego wpisu.
Pozdrawiamy :)

Bo owe cukiereczki choć bardzo smaczne to nie tylko do jedzenia przydają się ;)


Prace plastyczne zrobione z użyciem (nie)zwykłej kalki :)


Pogoda wprawdzie narazie nie zachęca do ogrodowych prac ale gdy już się poprawi to polecam zrobienie małego, magicznego ogródeczka :)

piątek, 5 maja 2017

Odgrzewane kotlety cz.1 ;)

Jak wiedzieć z Fb możecie, przed Dusią ważny dzień... 1 Komunia Święta... i to już za 2 dni. Ona narazie na luzaka a ja nie mogę uwierzyć, że to już. W związku z tym, no wiecie, były próby w kościele, jutro spowiedź, jedni goście już u nas są, drudzy dojadą, zakupy, zabawa w fryzjera i czasu na kreatywne działania nie ma. W przyszłym tygodniu natomiast biały tydzień także zapowiadała się cisza na blogu. Wpadłam jednak na genialny pomysł i przygotowałam przypominajki, bo przecież już tyle czasu tu jestem i tyle pomysłów, zabaw było, że warto to i owo przypomnieć.
Razem z Dusią przejrzałam archiwum i wybrałam różne rzeczy. Dziś cz.1 odgrzewanych kotletów a kolejna pojawi się po weekendzie ;)
Każda nazwa jest podlinkowana i przekierowuje do konkretnego wpisu :)
Miłego przeglądania i może przy okazji inspirowania się :)

Za oknami ptaszki
U nas akurat były jesienne i zimowe ale równie dobrze, że okienkami może być wiosna :)


Jak widać, mleko nadaje się nie tylko do picia ale również do malowania. Kolorowe, fantazyjne wzory to jest to :)

środa, 3 maja 2017

Pan Elegant Lis

„Pan Elegant Lis” to kolejna niespodzianka od Wydawnictwa TADAM, która niezapowiedzianie trafiła w nasze ręce. Jest to trzeci komiks dla najmłodszych z serii „Trochę hałasu z głębi lasu”, w której znajdziecie również „Panią Detektyw Sowę” (tej części nie znamy, musimy ją w końcu kupić) oraz „Pana Łasucha Misia” (o którym pisałam Wam tutaj).


Adam Święcki, który stworzył tę serię komiksów, kolejny raz zaskakuje i bawi. Tym razem stworzył dla czytelników postać Lisa Eleganta, który stawia sobie za cel zadbać o wizerunek swoich leśnych przyjaciół. Jako wielki artysta i wybitny znawca mody proponuje Wiewiórce fantastyczny pióropusz, a Misiowi - ostatni krzyk mody, czyli parasolkę z piór.

Nagle Lis spotyka w lesie… Pingwina! Co robi Pingwin w lesie? Jak pomóc mu wrócić do domu? Czy Elegancki Lis wymyśli jakiś sposób na ratunek nowego znajomego, czy też piórka całkiem uderzyły mu do głowy? Musicie przeczytać sami, a ja gwarantuję Wam, że gdy tylko dobrniecie do ostatniej strony, uśmiejecie się do łez!

poniedziałek, 1 maja 2017

Wiem!

Ostatnio pokazywałam Wam 2 gry karciane więc myślę, że teraz tak dla odmiany czas na jakąś planszówkę :) 
Napewno kojarzycie firmę Alexander... Istnieją na rynku nie od dziś a w swej ofercie mają całą masę ciekawych produktów. Dusia miała już okazję pobawić się pewnymi modelkami i porobić piaskowe obrazki ale jeśli chodzi o gry, to do niedawna z tym logo miałyśmy tylko jedną - Kalambury (jeśli lubicie pokazywanie,rysowanie i odgadywanie to polecamy, u nas jest w częstym użytku). Liczebny stan gier od Aleksander zmienił się jednak, bo aktualnie w naszym domu pojawiły się 3 kolejne pozycje :)
Dziś prezentuje jedną z nich :)

WIEM!
Czyli połączenie gry, zabawy i nauki :)


Zacznę od początku, czyli tego co znajduje się w pokazanym powyżej pudełku.
- plansza
- pionki i kostka
- karty - 55szt
- tabliczki z literami - 35szt
- tabliczki z liczbami - 35szt
- żetony - 40szt
- klepsydra
- katapulta, kulka i kubek
- instrukcja

piątek, 28 kwietnia 2017

Obrazeczki w rameczkach ;)

Czy Wasze Pociechy lubią rysować? Wyciągają ciągle kartki i "bazgrolą" na nich? Marzą by ich dzieła zostały oprawione w ramy i stworzyły galerię prac? Jeśli tak to mam dziś dla Was fajną propozycję :)
Wystarczy zakupić brystol w dowolnym kolorze (ja akurat miałam w domu żółty choć myślę, że jasny błękitny albo biały byłby lepszy) a potem poświęcić krótką chwilę na narysowanie na nim różnokształtnych, ozdobnych, małych rameczek :).


Dalej działają już Dzieciaki a to co znajdzie się w ramkach zależy tylko i wyłącznie od ich wyobraźni :)
Idealne zajęcie, gdy potrzebujecie chwili spokoju albo słyszycie "nudzi mi się"lub "chce porysować ale nie na zwykłej kartce".
Ja bynajmniej podkład pod galerię przygotowałam jakieś 3 tygodnie temu a Dusia, pomalutku gdy miała ochotę uzupełniała :)

wtorek, 25 kwietnia 2017

Dzień Ziemi

22  kwietnia, czyli w ostatnią sobotę, wypadał Światowy Dzień Ziemi. 
"Ustanowienie Dnia Ziemi zaproponował senator Partii Demokratycznej Gaylord Nelson, przejęty degradacją środowiska naturalnego, zwłaszcza masowymi wyciekami ropy u wybrzeża Kalifornii. Pomysł Nelsona trafił na żyzny grunt. Na zajęcia nie poszły miliony uczniów i studentów, domagając się walki z wyciekami ropy, trującymi fabrykami i elektrowniami, toksycznymi odpadami i zanikiem dzikiego życia. Pierwszy dzień Ziemi, 22.04.1970 r, zakończył się dużym sukcesem dzięki temu, że zarazili się tą ideą młodzi ludzie aktywnie walczący o pokój i lepszy świat. Na jednym placu w Waszyngtonie zgromadziło się 200 tys. ludzi, a na ulice miast całego kraju wyszło 20 milionów ludzi domagających się troski o środowisko."

Co można zrobić z Dzieckiem z tejże okazji... zwłaszcza z takim prawie 9 letnim? Sprawa nie była łatwa... Dusia nie jest już malutka i choć jeszcze wiele nieznanego i nauki przed nią to jednak takie  rzeczy jak ochrona środowiska nie są jej całkowicie obce. Była już nie jedna lekcja w szkole na ten temat. akademie i przedstawienia, rozmowy w domu, oglądane programy, gdzieś coś przeczytane. Wie doskonale, że jak się myje zęby to należy zakręcić wodę i że śmieci wyrzuca się do kosza  (a najlepiej jak najpierw się je posegreguje),  po co rosną drzewa itd itp. Oczywiście niektóre tematy są wciąż aktualne i warto o nich rozmawiać cały czas ale jakoś tak trzeba podejść do tematu by Dziecka nie zanudzić. Przyznać jednak muszę, że totalnie nie miałam pomysłu i weny by coś specjalnego przygotować więc tak na szybko zaproponowałam stworzenie symbolicznego plakatu. Niestety Dusia nie podeszła do tego zbyt entuzjastycznie ale gdy wyciągnęłam starą książkę od Biologi i Atlas (jeszcze po mnie) to coś ruszyło. Trochę poprzeglądała a potem powycinała kilka odpowiednich fotografii i ostatecznie powstał mały kolaż :).


sobota, 22 kwietnia 2017

Rzepy czepy

Wspominałam Wam już chyba, że ostatnimi czasami jedną z ulubionych Dusi form spędzania wolnego czasu jest zabawa klockami. Mamy w domu kilka gatunków klocuszków, począwszy od tych typu Lego (oryginalnych i podróbek) po giga kartonowe a skończywszy na gumowych KLIK czy jeszcze całkiem innych Incastro KLIK. Choć tak naprawdę to tylko część z tego co obecnie można znaleźć na rynku. Jest jeszcze tyle wspaniałości... niektóre me Dziecko zna np ze świetlicy a inne ja z jakiś wpisów blogowych. Chciałoby się je wszystkie wypróbować i posiadać ale cóż... ;)
I wiecie co? Za każdym razem jak myślę sobie, że ciekawszych/dziwniejszych/ oryginalniejszych klocków już chyba nie da się wymyślić to po jakimś czasie zmieniam zdanie.

Mieszkam od urodzenia na wsi, naturę pod wieloma postaciami mam na wyciągniecie ręki, do wszech obecnych "chwastów" typu pokrzywa czy oset jestem przyzwyczajona ale jest taki jeden dziadowski co mnie zawsze niemiłosiernie wkurzał.... Jaki? Łopian a raczej jego owoce czyli rzepy. Powiedzonko "przyczepił się jak rzep do psiego ogona" nie wzięło się znikąd a owe cosio lubi się przyczepiać nie tylko do futra ale np i do spodni. Pomyślicie - co ma jedno z drugim wspólnego tzn klocki do owoców łopianu ale zaraz przekonacie się, że bardzo dużo :).

Klocki rzepy... Dostępne na rynku od jakiegoś czasu pod nazwą Bunchems.
Tak - widziałam je już kilkukrotnie. Tak - miałam na nie chrapkę. Tak - wiedziałam, że spodobałyby się Dusi. Nie - nie kupiłam ich, bo jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę a jak szukaliśmy prezentów na różne okazję to Dziecko miewało inne propozycje. 
Ale... wczoraj nastał ten dzień w którym klocki rzepy w końcu pojawiły się w naszym domu. :)
Ok, nie są tymi oryginalnymi bo na pudełku nie ma nazwy Bunchems tylko Rzepy - czepy ale nam to ani trochę nie przeszkadza ;) a zakupione zostały w Biedronce za... uwaga... raptem 20zł.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Dzieciństwo kiedyś i dziś


Od czasu do czasu buszując po necie, natrafiam na wpisy lub posty na Facebooku mówiące o zabawach z dawnych lat. Zazwyczaj pojawiają się komentarze pełne sentymentów, wspomnień oraz ochów, że to były czasy może trudniejsze ale weselsze. Oczywiście nie brakuje również wypowiedzi typu "Teraz to Dzieciaki nie znają takich zabaw, tylko ekrany, siedzenie w domu itd." Ktoś nawet napisał, "że teraźniejsze Dzieci to biedne są i bez wyobraźni." I tak się nieraz zastanawiam, czy tak naprawdę jest? Czy tak musi być? Oczywiście, że nie. A wiecie co mnie natchnęło do napisania tego postu? Nasze wczorajsze wyjście na podwórko i wspólna zabawa, w trójkę, najpierw piłką w Głupiego Jasia a potem w chowanego zaklepanego :).
Powtórzę więc pytanie: Czy teraz Dzieci naprawdę nie mają/ nie mogą mieć podobnego dzieciństwa to tego naszego, dawniejszego? Mogą! Niektóre nawet mają, np. moja Dusia.

Wiem, że czasy są całkiem inne... Zabawek wszędzie pełno a do tego te laptopy, smartfony i kanały w tv gdzie 24h na dobe lecą bajki. Nie będę czarować, moja Pociecha też siedzi przed ekranami, też ma sporo "gadżetów" do zabawy ale wychodzę z założenia, że wszystko jest dobre lecz z umiarem. A czy Wy w dzieciństwie nie męczyliście Mario, nie strzelaliście do kaczek, nie kupowaliście dyskietek do Pegazusa, nie hodowaliście zwierzaczka w jajeczku Tamagoczi? Bo ja tak i nie jedną godzinę przy tym wszystkim spędziłam. Czy coś mi się przez to stało? Nie! Oczywiście ktoś może teraz napisać, że tamte gry to całkiem co innego a teraz to takie ogłupiające. Jednak z tym nie do końca się zgodzę. Owszem, bywa, że włos się na głowie jeży jak widzi się co można w necie znaleźć ale przecież od tego jesteśmy My-Rodzice, by kontrolować. Czasem trzeba powiedzieć wyraźnie "Kochanie, uważam, że to nie jest odpowiednie dla Ciebie. Jeśli dzieci w klasie w to grają/oglądają nie oznacza, że Ty też musisz". Potem bywa bunt, bo Ona chce ale rozumie, nie to nie i u nas nie działa to na zasadzie: zakazany owoc kusi. A co z czasem spędzonym przed ekranami? Umiar i jeszcze raz umiar. Dusia na tygodniu rzadko odpala laptopa ale w soboty przed południem, gdy nie mamy innych planów spędza przy nim trochę czasu (ale laptop to nie tylko gry... Dziecko me ogląda też filmiki typu zrób to sam albo np ostatnio tworzyło prezentacje o koniach) . Gorzej bywa z telefonem, bo tu czasem ciężko Ją oderwać lecz nie ma przebacz "Kochanie, wystarczy już tego klikania, teraz porób coś innego". I co się wtedy dzieje? Czy mojej Dziecko nagle zaczyna się nudzić i nie widzi innych alternatyw na spędzenie wolnego czasu? NIE!

sobota, 15 kwietnia 2017

Przygotowania do Wielkanocy + życzenia

Jutro już Wielkanoc... Choć chyba mimo wszystko Boże Narodzenie ma dla mnie więcej magii to nie da się ukryć, że i te Święta są fajne. Trochę inny klimat, nieco inne przygotowania ale z reguły jest miło i rodzinnie. Aura za oknem wprawdzie mogłaby być lepsza, bo wtedy i człowiek jakiś taki pełniejszy energii no ale cóż...
A wiecie nad czym niedawno myślałam? Ostatnimi latami mega modne stały się kalendarze Adwentowe... no wiecie, jakieś przygotowane zadanka, prezenciki dla Dzieci i codziennie odkrywanie... Nie to, żebym widziała w tym coś złego, bo i u nas pojawia się taki element ale czemu prawie nikt nie robi kalendarza Wielkopostnego? Tak naprawdę, chyba tylko na dwóch stronkach widziałam coś takiego. Sama zresztą obudziłam się za późno ale za rok muszę to naprawić. Może niekoniecznie będziemy odliczać już od Środy Popielcowej :P ale np ostatnie dwa tygodnie?
Tak czy siak i bez kalendarza różne działania u nas pojawiały się i dziś w ramach ostatniego postu przed Wielkanocną mały skrót :P. Odrazu jednak uprzedzam... jeśli chodzi o nasze przygotowania nie spodziewajcie się przepisów na babki i sałatki oraz złotych rad czym najlepiej umyć okna... pięknych zdjęć niczym z katalogów też nie ujrzycie :P Będzie zwyczajnie, po naszemu i o tym co z Dusią zaliczyłyśmy :)

Zacznę od tego, że w piątki chodziłyśmy do kościoła na Drogę Krzyżową dla Dzieci. Na ostatnią miałam chęć zabrać Dusię na taką która odbywa się na dworze ale niestety padało także pozostałyśmy przy modleniu się pod dachem. Za to wczoraj w planach była Liturgia Męki Pańskiej o 17 ale tak zajęłyśmy się zamiataniem i grabienie na dworze, że straciłyśmy rachubę czasu. W zamian wieczorem sięgnęłyśmy po książkę, jeszcze z po mnie "Dobra Nowina". Teoretycznie czytałyśmy ją już w marcu ale specjalnie opuściłyśmy część rozdziałów mówiących o: Ostatniej Wieczerzy, modlitwie w Ogrójcu, skazaniu Jezusa na śmierć, stacjach Drogi Krzyżowej i Zmartwychwstaniu.


Oczywiście w kościele byłyśmy również w Niedzielę Palmową a Dusia razem z innymi dziećmi brała udział w małej procesji.
Palemki same nie robiłyśmy ale udało nam się kupić naprawdę ładną :)

czwartek, 13 kwietnia 2017

Loteryjka Zwierzęta

W moim rodzinnym domu grało się w karty i planszówki. Uwielbiałam to jako dziecko, uwielbiam jako dorosła kobieta. Chyba nie muszę mówić, że moim hobby chciałabym też zarazić mojego syna? Nie powinno być to trudne, bo małżonek mój również lubi spędzać czas w ten sposób, więc czym skorupka za młodu nasiąknie… ;-)

Franek ma dopiero 19 miesięcy, ale niedawno kupiłam dla niego pierwszą grę typu memory, która od razu stała się u nas hitem, choć gramy jeszcze na uproszczonych zasadach. Potem zaplanowałam zakup gry typu lotto, ale Kapitan Nauka mnie uprzedził i przysłał nam do recenzji swoją najnowszą wersję gry „Loteryjka. Zwierzęta 2+”. Hura!


„Loteryjka” składa się z 6 plansz i 36 żetonów wykonanych z dobrej jakości grubej tektury, zapakowanych w estetyczne i wygodne w transporcie pudełko. Na każdej planszy przedstawiono po 6 zwierząt. Plansze są podzielone tematycznie, spotykamy więc zwierzęta leśne, wiejskie, domowe, łąkowe, afrykańskie i arktyczne. Każdy z graczy otrzymuje po jednej planszy, a jego zadaniem jest jak najszybsze zebranie żetonów odpowiadających rysunkom z jego planszy. Jak zebrać żetony? W dołączonej do gry instrukcji podano cztery warianty rozgrywki, przeznaczonych zarówno dla początkujących graczy pełzaczy, jak i zaawansowanych graczy rozrabiaczy.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Obrazek w klimatach Wielkanocnych :)

Tak sobie wczoraj pomyślałam, że przy niedzieli z brzydka pogodą w tle, może coś z Dusią stworzymy... Chodziły mi po głowie kurczaczki i baranki... Dziecko me, może nie oszalało z radości ale jako takie chęci wykazywało więc zaczęłyśmy myśleć na pomysłami, przeglądać w necie inspiracje i... no właśnie nic... Albo nie miałyśmy czegoś co by się przydało albo Dusi się nie podobało więc ostatecznie po 30 minutach obydwie straciłyśmy zapał. Cóż... nic na siłę... może jutro, może pojutrze a może za rok ;). Ja wróciłam do swoich zajęć a  Pociecha ma zamknęłam się w swoim pokoju. Po jakimś niedługim czasie zaciekawiona co Ona tam robi zajrzałam i lekko  przeraziłam się: całe biurko zastawione różnymi rzeczami, na podłodze porozwalane pianki, bloki itd. Generalnie nie było by w tym nic szokującego, bo to częsty widok ale akurat dzień wcześniej wysprzątałam jej pokój na błysk plus poukładałam w szafkach ;). Na szczęście miała coś na swoją obronę, bo pokazała mi kilka rzeczy które zrobiła a mnie owy artystyczny nieład też lekko natchnął. Przecież nie trzeba robić jakiś ozdób z konkretnym z góry narzuconym motywem (przynajmniej nie zawsze) a forma dowolna nie raz już się u nas sprawdziła. 

I tak oto ostatecznie coś jednak powstało... 
Nie jest to wprawdzie coś o czym pierwotnie myślałam (choć pojawia się kurczaczek i baranek), nie posłuży raczej za inspirację dla Was, bo to typ pracy takiej domowej idealnej do schowania na pamiątkę do teczki ,ale zostało zrobione samodzielnie (no tak w 90%) przez Dusię i jest poprostu urocze więc żal nie pokazać :)

Na wstępie z kolorowego bloku przygotowała główne elementy obrazka :)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Pentos - czyli karciane czarowanie

W naszym domu dość mocno rozgościły się gry karciane. Może liczebnością nie przeganiają jeszcze planszówek i innych pozycji ale kilka sztuk już posiadamy. Nie ma też co ukrywać, że gdy nadchodzi moment w którym będziemy sobie wspólnie, rodzinnie grać to od jakiegoś czasu Dusia najczęściej wybiera własnie jakieś  pudełeczko z kartami w środku. A w co konkretnie grywamy? Począwszy od Biedronkowych Świeżaków, po Uno a skończywszy na pozycjach z serii Trefl Joker Line.

Niedawno pisałam Wam o Kieszonkowym Bystrzaku KLIK czyli karcianej wersji gry Państwa - Miasta a dziś chciałam zaprezentować coś całkiem innego.

Pentos 
czyli karciane czarowanie, mieszanie w kotłach, tworzenie mikstur, tajemnicze szkarady i całkiem fajna zabawa :)


Zawartość:

-45 kart składników - z czarnym rewersem - karty od 1 do 9, w 5 różnych kolorach
-10 kart specjalnych - szary rewers - różne zaklęcia i karty Joker , która zastępuje każdą inną potrzebną kartę
-instrukcja


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Wielkanocny koszyczek

Wiem, że Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryje ale napisać to muszę: ach, jak ten czas zapitala...No bo jak to tak...dopiero co Boże Narodzenie, Sylwester, ferie zimowe a teraz, już niedługo Wielkanoc... serio?! Ok, Ktoś może napisze, że to jeszcze prawie 2 tygodnie ale tak naprawdę z tego "jeszcze" w oka mgnieniu zrobi się "już". W związku z tym trzeba zabrać się za robotę tzn za mycie okien i takie tam. 
Z Dusią też fajnie byłoby coś klimatycznego potworzyć a z tym to już nie takie hop siup. Pomijając chęci a dokładniej ich ewentualny brak, pojawia się też kwestia czasu... W ciągu tygodnia krucho z nim: szkoła, prace domowe, dodatkowe zajęcia (poniedziałek basen i w środę czasem siatka), wizyty u lekarza (dziś laryngolog, w czwartek śmigamy na bilans a za tydzień w środę ortodonta) a na deser piątkowa Droga Krzyżowa. Niby gdzieś tam pomiędzy wolne chwile są ale wychodzę z założenia, że Dziecko potrzebuje też odetchnąć, porobić to co samemu chce albo poprostu, zwyczajnie w świecie nic konkretnego nie działać tylko polenić się. Na szczęście są weekendy... gorzej jak w ich trakcie jest taka cudna pogoda jak teraz przez ostatnie 3 dni... to znaczy nie zrozumcie mnie źle... mega cieszę się ze słoneczka itd tylko wtedy pojawia się dylemat: spędzić czas na dworze czy zaszyć się w domu i tworzyć? Ale dobra, nie ma co narzekać, bo dla chcącego ponoć nic trudnego... na upartego można np tak jak uczyniłyśmy w sobotę wygospodarować pół godzinki pomiędzy zabawą na podwórku a odpaleniem ogniska i raz dwa coś wyczarować.
A co w końcu zrobiłyśmy? Już zdradzam :)
Na tapetę poszły koszyczki... lecz nie takie na święconkę, a zwykłe papierowe służące za dekorację :) Choć pisanki w jednym z nich pojawiły się... :)

Kolorowe jajeczka oczywiście nie były prawdziwe tylko styropianowe i zostały przez Dusię pomalowane farbami a potem obsypane cukrem (bardzo fajnie z tym dodatkiem prezentują się więc polecamy taką metodę) :)

środa, 29 marca 2017

Bajka trochę naukowa

W miniony weekend na poznańskich Targach Książki dla Dzieci miałam okazję przeglądać książki m.in. Wydawnictwa TADAM. Zamieniłam kilka słów z obecnymi tam przedstawicielami wydawnictwa, którzy zachęcali mnie do zakupu książek, na co ja z szelmowskim uśmiechem odpowiedziałam, że większość już posiadam. ;-) Ba, posiadam od dawna już nawet tę książkę, o której chcę Wam dzisiaj napisać, a której premiera miała miejsce 15 marca tego roku.

„Marcelinka rusza w kosmos. Bajka trochę naukowa”


Ta książka autorstwa Janusza Leona Wiśniewskiego przeznaczona jest dla dzieci znacznie starszych niż mój syn – w mojej opinii będzie odpowiednia dla kategorii wiekowej 7+. Przyznam, że przeczytałam ją z wielką przyjemnością i dałam się wkręcić fabule, mimo, że nie jestem docelowym czytelnikiem. Poczułam nieco klimat „Małego Księcia”, którego uwielbiam (i do którego nawiązania pojawiają się w „Marcelince”), ale przede wszystkim dałam się ponieść fali rozważań, które swoimi niesamowitymi dziecięcymi pytaniami zainicjowała Marcelinka. Kim jest ta dziewczynka?

niedziela, 26 marca 2017

Panda Maryśka

Projekt Zwierzaki Cudaki trwa sobie w najlepsze, Uczestników przybywa, zwierzaki "rozmnażają się", jest wesoło i kolorowo. Choć w zasadach jest, że wystarczy zrobić tylko jednego to jednak sporo Osób wykonuje wszystkie 4 za co podziwiam :). Ja akurat założyłam sobie że będziemy wyczarowywać chociaż dwa i póki co udaje nam się trzymać planu co mnie bardzo cieszy. 
W marcu powstały u nas już boćki z towarzystwie innych ptaków KLIK a co dalej? Wybór kolejnego zwierzaka należał oczywiście do Dusi...


... i zdecydowała się na pandę :)

Myślę, że nie ma co kombinować i opisywać krok po kroku ponieważ wszystko widać na zdjęciach poza tym oglądam właśnie mecz i choć ogólnie podzielną uwagę mam to jednak jakoś teraz skupić nie mogę się ;) 

Do wykonania pracy wystarczyło tylko kilka rzeczy: blok w różnych kolorach, nożyczki, klej i korektor (Dziecko me ostatnio gdy trzeba na czarnym namalować coś białego odrazu leci po korektor). 

Pandę w 100% wykonała samodzielnie Dusia :) Pomysł aby dodać jakieś roślinki też wypłynął od niej a ja tak naprawdę powycinałam tylko listki.

czwartek, 23 marca 2017

Żelki do kąpieli

Nie wiem czy Wasze Pociechy też tak mają ale Dusia uwielbia wodę... i nie chodzi mi tu o taką do picia (choć smakowej albo zwykłej niegazowanej nie jeden litr w siebie wlała) lecz o wodę w której można się pomoczyć. Zalew, basen kryty tudzież wakacyjny na podwórku, wanna, prysznic, miska, podziurawiony wąż ogrodowy... Forma obojętna... najważniejsze by być mokrym i nie kończyć chlapania dopóki nie stanie się pomarszczonym ;). Jak tak sięgnę pamięcią to chyba nawet nigdy nie miałam problemów z kąpielami Dusi jak była malutka. Wystarczyło kilka zabaweczek i mogła siedzieć i siedzieć w wanience. Potem gdy podrosła trochę a my akurat musieliśmy zmienić prysznic specjalnie zakupiliśmy taki z głębokim brodzikiem. Teraz wprawdzie Dziecko me (z racji coraz większych gabarytów) częściej już korzysta z funkcji prysznica i myje się na stojąco ale od czasu do czasu zdarza Jej się jeszcze zatkać korek i posiedzieć. A jak może zejść piętro niżej do łazienki mamy gdzie jest wanna to oczywiście prawie raj ;). 

Jak wiadomo do kąpieli oprócz miejsca potrzebne są też inne rzeczy... no wiecie gąbka/myjka, jakiś żel i oczywiście w przypadku dzieci inne gadżety, umilające mycie ;). Ja osobiście wielkich sum nie przeznaczyłam nigdy na bajeranckie zabawki ale za to wszelakie piankotwory, farbki, musujące tabletki itp itd to standard na liście zakupowej. W związku tym już nie raz myślałam o tym by samemu z Dusią zrobić mydełka czy rozpuszczalne kule ale zawsze było jakieś ale np brak chęci czy składników. Kilka dni temu znalazłam jednak  TUTAJ przepis na szybkie żelki do kąpieli do wykonania których potrzeba niewiele. Wszystko w domu akurat miałyśmy więc nie odwlekając odrazu zabrałyśmy się za produkcje. :)

Potrzebowałyśmy do tego:
- 100 ml wody
-100 ml mydła w płynie
- żelatyny (ok. 20g)
- miseczkę, łyżkę i foremki

Wykonanie jest mega proste :). Wystarczy rozpuścić żelatynę w ciepłej wodzie a następnie dodać mydło, delikatnie mieszając tak aby nie powstała piana.

poniedziałek, 20 marca 2017

Kieszonkowy bystrzak

Jestem prawie pewna, że każdy Was doskonale zna grę w Państwa- miasta. No wiecie, na kartkach rysuje się tabelki a potem na daną literę trzeba wypisać np miasta, rośliny, zwierzęta itd. Ja bynajmniej w dzieciństwie bawiłam się tak setki razy a nawet i w ostatnie Święta wraz z Grześkiem, moją Siostrą i Szwagrem graliśmy sobie :). Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że w naszym domu pojawiła się niedawno pewna gra firmy Trefl z serii Joke Line, która w dużym stopniu przypomina lubianą prze zemnie zabawę :).

Kieszonkowy bystrzak


Jest to mała gra (słowo "kieszonkowy" w tytule nie wzięło się znikąd) składająca się z 55 kart zapakowanych w kartonowe pudełeczko. Dodatkowo oczywiście dorzucona jest zwięzła instrukcja.


czwartek, 16 marca 2017

Twórczość własna dziecka mego cz.5

 W ubiegłym tygodniu szukałam na blogu pewnego wpisu w związku z czym zmuszona byłam przejrzeć ciut archiwum... i jak tak grzebałam to przy okazji olśniło mnie, że straaaasznie dawno nie pokazywałam Wam co Dusia (czasem oficjalnie, czasem za zamkniętymi drzwiami) tworzy sobie. No bo wiecie, to, że my wspólnie coraz rzadziej działamy plastyczno- technicznie nie oznacza, że małe łapki nie pracują.  Me Dziecko nie zapomina co to kredki, klej, nożyczki :P

Dlatego, dziś na szybko taki wpis. 
Pozbierałam zdjęcia zapisane na dysku, coś jeszcze docykałam, wybrałam kilka i prezentuje je :)
Wszystkie, widoczne poniżej prace zostały wymyślone i od A do Z zrobione samodzielnie przez Dusię :)


Macie w domu Fanki Kucyków? Ciągle gadają o bohaterach a Wy nie możecie zapamiętać tych wszystkich nazw? Napewno przyda Wam się taka ściąga ;)


Pani w szkole kazała zakupić Dzieciakom po opakowaniu gliny ponieważ będzie potrzebna na zajęciach, więc popędziłyśmy do sklepu i zaopatrzyłyśmy się w nią. 
Mogłam jednak domyślić się i poprosić odrazu o dwie sztuki, bo przecież oczywiste było, że Dusia po powrocie do domu będzie chciała sobie polepić :P

wtorek, 14 marca 2017

Wiosenne ptaki

Bocian to jest taki ptak
co nie lubi zimy
późnym latem odlatuje
w cieplejsze krainy.
Tam wśród małp i krokodyli
nabiera kondycji
aby zdrowy, najedzony
odbył lot tradycji.
A tradycja ta wymaga
by już wczesną wiosną
wszystkie boćki powróciły
do swych gniazd z radością

Joanna Nowakowska

Wprawdzie w tym roku póki co w naszej okolicy nie widziałyśmy jeszcze bocianów (podejrzewam że dopiero są w drodze) ale normalnie ich widok nie jest dla nas obcy... Obserwujemy je często latające nad domem albo spacerujące po łąkach. Tak czy siak ptaki te, to chyba najbardziej popularny zwiastun wiosny.
A wiecie, że bociany obecne są też w mitach, wierzeniach i przysłowiach?

"Wśród mitów związanych z bocianem najważniejszy dotyczy jego pochodzenia. Zarówno w Polsce jak i w wielu innych krajach Europy wierzono, że bocian powstał z człowieka. Gdy płazy i gady nadmiernie się rozmnożyły na świecie Bóg zebrał je do worka, zawołał człowieka, kazał mu worek zanieść nad morze i zawartość wsypać do wody. Człowiek jednak nie potrafił opanować ciekawości, worek rozwiązał, a wtedy płazy i gady rozpełzły się po ziemi, zaś Bóg za karę zamienił nieposłusznego wysłannika w bociana, aby świat sprzątał."

"Wróżba na podstawie obserwacji bociana jest nadal powszechna, nawet wśród "mieszczuchów". Jeżeli pierwszego ptaka spostrzeżemy w powietrzu, to pewne, że tego roku w pracy będzie się nam wiodło i przyleci do nas szczęście, jeżeli będzie stał, na gnieździe lub łące, wtedy i pomyślność gdzieś się zatrzyma i do nas nie dotrze. Analogicznie dotyczy to młodych ludzi, po zobaczeniu lecącego ptaka panna wyleci z domu w tym roku lub kawaler przyleci, jeżeli ptak stał to kandydat na męża nie przyjdzie.
Innym powszechnym wierzeniem jest pewność, że tam gdzie się gnieździ bocian będzie się szczęśliwie działo, a w innej wersji jest to przekonanie, że bociany zakładają gniazda w gospodarstwach dobrych, uczciwych i porządnych ludzi. Oddaje to dobrze przysłowie „Szczęśliwy dom, gdzie boćki są”. Dodatkowo ptaki te ponoć zakładały gniazda tylko w tych miejscach, gdzie nigdy nie biją pioruny, tak więc był to dowód bezpieczeństwa rodzinnej zagrody."


piątek, 10 marca 2017

Tadam – i znowu zaskoczenie!

Na pewno wiecie jak to jest, kiedy człowieka dopada niefart i zaczyna mu się wydawać, że świat się na niego uwziął. Otóż ostatnio też miałam takie dni. Albo wręcz tygodnie. Jak już udało mi się popchnąć do przodu jakąś zawaloną sprawę, to na jej miejsce pojawiały się dwie kolejne. Znacie to…

I tak któregoś poniedziałku, który był dniem żywcem wyjętym z filmu „Nie lubię poniedziałków”, przyjechał do mnie kurier. Niczego nie zamawiałam, więc niczego się nie spodziewałam. Szybko otworzyłam paczkę, a tam… kolejna niespodzianka od Wydawnictwa TADAM! Chyba nie muszę mówić, jak bardzo poprawiło mi to nastrój? J Nie będę przedłużać i od razu Wam opowiem, co takiego znajdowało się w paczce.

„Smoczek Loczek na ratunek księżniczce” i „Smoczek Loczek bardzo straszna czkawka”


Te dwa tytuły to wspaniałe komiksy dla najmłodszych autorstwa Macieja Jasińskiego i Piotra Nowackiego. Muszę przyznać, że Smoczek Loczek to nasz domowy bohater. Od kiedy przeczytaliśmy o tym, że Smoczek Loczek dostał strasznej czkawki, bo nie posłuchał mamy, która zakazała mu skakać po jedzeniu, mój synek zawzięcie pokazuje palcem „nu nu”, kiedy robi coś zakazanego. Kiedy pytam „Franiu, nie wchodź na stół. Pamiętasz, co mówiła mama Smoczka Loczka?”, to synek z poważną miną demonstruje „nu nu”. Ubaw po pachy!

wtorek, 7 marca 2017

Gigi bloks czyli wielkie budowanie :)

Wszystkie klocki jakie do tej pory pokazywałam Wam pochodziły od różnych producentów, miały różne kształty i różnie z nich się budowało... Jedyną wspólną cechą był ich niewielki rozmiar. Oczywiście to żadna wada, przynajmniej dla nas, bo wiadomo, że np w przypadku maluszków wielkość może mieć znaczenie. A czy pamiętacie nasze ogromne kartonowe klocki DIY? Jeśli nie to zerknijcie TUTAJ. Jak się okazuje, nie tylko my wpadłyśmy na pomysł by zrobić tego typu zabawkę ze zwykłego kartonu... Choć powinnam chyba napisać niezwykłego bo tak naprawdę z owego surowca stworzyć można prawdziwe, kreatywne cuda. Wróćmy jednak do klocków... Te które zaraz zobaczycie oczywiście są mniejsze od naszych posklejanych kartonów ale nadal na tyle duże aby budować z nich wielkogabarytowe konstrukcje :).

Gigi Blocks


Gdy kurier dostarczył nam powyższe pudło byłyśmy ciut zdezorientowane... no bo jak to, na obrazku jakieś kwadratowe spore klocki, sztuk ma być niby 100, więc jak to upchnęli ;)?
Zagadka jednak szybko została rozwiązania... Po otwarciu paki, naszym oczom ukazały się owszem klocki ale "rozpłaszczone".