niedziela, 10 grudnia 2017

Bożonarodzeniowa Zielona Sowa

Czas na kolejny przedświąteczny wpis :) Dziś będzie o książkach ale nie takich z rodzaju: opowiadanie o Bożym Narodzeniu lub Mikołaju i o małej nutce kreatywności połączonej z zabawą lecz nie pokażę również nic nowego, zrobionego przez nas ;). Więc konkretnie o czym? O ciekawych pozycjach, które mogą być fajnym czasoumilaczem podczas adwentu :).

Tak się złożyło, że będą to książeczki z jednego Wydawnictwa, dokładniej od Zielonej Sowy ale odrazu zaznaczyć bym chciała, że nie jest to wpis sponsorowany. Kupując je zarówno w tamtym roku jak i w tym nawet nie zwracałam uwagi na logo ;). Dopiero kilka dni temu uświadomiłam sobie, że wszystkie mają takie samo pochodzenie ;)

"Magiczne Święta w Polsce"


Na początek coś do poczytania ale tak jak wspominałam nie ma tu opowiadania, Można za to dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy np o pochodzeniu Bożego Narodzenia czy tradycjach, zobaczyć dawne ozdoby, krakowskie szopki, kolędników jak również znaleźć kilka kolęd a nawet i przepisów :) Czyli spora dawka informacji w jednym miejscu :)

środa, 6 grudnia 2017

Świąteczne kartki / obrazki

W ostatni weekend myśląc o zbliżających się Mikołajkach i mając chęci na kreatywne tworzenie zaproponowałam Dusi zrobienie jakiegoś Brodatego Pana... Pokiwała jednak głową i stwierdziła, że wolałaby np kartki. Pomyślałam więc, czemu nie, też fajnie, tym bardziej, że na Wielkanoc kupowałyśmy a i na ubiegłe Boże Narodzenie powstały niby 2 ale w sumie przez przypadek KLIK. Nie marnując więc czasu kułyśmy żelazo póki gorące ;)

Podstawą do zrobienia naszych kartek był kolorowy blok techniczny Bambino. Mocno korzystałyśmy również z kolorowego papieru, mazaków dwustronnych i kleju również z Bambino oraz różnych brokatów i innych małych ozdóbek. 
Wszystkie, jak zaraz zobaczycie, są banalnie proste i spokojnie można je przygotować zarówno z 9 latkom jak i z młodszymi Szkrabami z ciut większą Waszą pomocą :)


Jako pierwszą Dziecko me postanowiło zrobić taką kartkę jak niedawno w szkole na plastyce. Tutaj oprócz rzeczy z powyższej listy bardzo ważne były też płatki kosmetyczne :)
Na początku składała je na pół i sklejała (sztuk 7)...potem naklejała na blok tak by uzyskać coś na kształt choinki a na końcu było wielkie ozdabianie :) 
Tak Jej się podobają kartki z płatkową choineczką, że zrobiła dwie :). Na pierwszej poszalała z klejami brokatowymi a druga wyszła ciut skromniejsza :)

sobota, 2 grudnia 2017

Jesień 2017 w obiektywie

W kalendarzu kolejna kartka opadła... Znowu uświadomiłam sobie smutną rzecz a mianowicie, że czas tak szybko leci... tyle dni poprostu przeleciało przez palce i już mamy ostatni miesiąc roku. Grudzień jest niby pięknym miesiącem głównie ze względu na Boże Narodzenie ale żal trochę tego co już minęło. Pozostają tylko wspomnienia, myśli, że coś mogło być inaczej no i zdjęcia...

Wprawdzie jesień teoretycznie jeszcze się nie skończyła ale biorąc pod uwagę, że prawie wszędzie klimaty świąteczno - zimowe, tu też lada moment coś tematycznego pojawi się a dodatkowo na dworze w ostatnich dniach albo mrozek albo trochę śniegu to postanowiłam zrobić już jesienne foto podsumowanie :).

Zapraszam więc do czytania i przede wszystkim oglądania :)

Na początek aby lekko zatrzeć smuty ze wstępu wstawiam miks kolorowy, kwiatowy... Znalezione na polach i w ogródku mojej mamy :)

Jesień to też rozpoczęty nowy sezon szkolny... Dusia jest już w 4 klasie (i znowu ten czas) a to wyższy poziom nauczania. Powiem szczerze, że progres jest naprawdę spory i ilość nauki oraz prac domowych czasem przerasta nie tylko me Dziecko. Choć nie powiem, radzi sobie całkiem nieźle ale na tygodniu mało wolnego czasu... Zwłaszcza jak chodzi również w niektóre poniedziałki i piątki na siatkę.

środa, 29 listopada 2017

"Mysz jak nie mysz"

Znacie Wydawnictwo Mila? Ja odkryłam je stosunkowo niedawno a dokładnie 3 tygodnie temu ;). Z ciekawości przejrzałam ofertę i po krótkim czasie w naszym domu pojawiły się dwie Ich pozycje :). Wprawdzie ostatnio znacznie mniej czytam Dusi a jeśli chodzi o Jej samodzielne czynienie tego to dominują aktualnie lektury, gazetki i podręcznik z Minecrafta, to jednak nadal lubimy od czasu do czasu zatrzymać się na chwilę i poznać jakąś nową książkę :)... a przy okazji mogę i Wam pokazać ją :)

"Mysz jak nie mysz"


Mała (mniej więcej jak połowa zeszytu), niepozorna pozycja... Gdy ją ujrzałyśmy miałyśmy mieszane odczucia ale, że doskonale wiemy iż nie należy oceniać książki po okładce to nie odłożyłyśmy jej na półkę lecz odrazu przeczytałyśmy.

Głównym bohaterem historyjki jak się domyślacie jest Mysz... ale nie taka zwykła, szara myszka... bo to mysz jak nie mysz... mysz prawie odważna... mysz która marzy o fruwaniu... mysz, która komuś pomaga, bo dobre serduszko ma.

Wszystko zaczęło się od tego, że hulający nocą po sadzie Wiatr zaplątał się w konary starej jabłoni. Drzewo jednak nie było skłonne uwolnić "łobuza" więc Wiatr zaczął ciuchutko płakać. Takie prawie niesłyszalne dźwięki doleciały jedynie do myszki, naszej bohaterki. Tylko co takie malutkie stworzenie może zdziałać? Wybór był prosty: Myszka mogła poddać się na wstępie albo szukać pomocy u innych. No i pobiegła... do swoich sióstr i do wiatraka ale oni nie chcieli przyłączyć się do akcji ratunkowej ponieważ mówiąc wprost nie przepadali za Wiatrem... Ach i jeszcze ten kot, który za nią gonił...
Tu jednak mówię STOP, bo nie chce ujawniać zakończenia :). Dlatego jeśli jesteście ciekawi czy ktoś ostatecznie pomógł i czy Myszka spełniła swoje największe marzenie o fruwaniu to musicie przeczytać całość samemu ;)

piątek, 24 listopada 2017

Burgerowa knajpa

Chyba każdy z nas (ok, może prawie każdy) ma od czasu do czasu ochotę na zjedzenie czegoś niezdrowego i to jeszcze z grupy tak zwanych fast foodów. Odrazu mówię, że to nie miejsca i nie pora aby się rozwodzić nad składem itd owych potraw, tym bardziej, że osobiście uważam, że wszystko dobre lecz z umiarem ;). Więc tak tak, my też jadamy te "paskudztwa"... Ja najchętniej hod-dogi, Dusia frytki a Grzesiek hamburgery.
Wiadomo jak to działa: idziesz do odpowiedniego punktu gastronomicznego, zamawiasz, płacisz, czekasz, wcinasz... Upssst, chyba o czymś zapomniałam... przecież po drodze ktoś to jeszcze musi przygotować. A że ja kiedyś przez 3 lata pracowałam w pewnym barze to coś na ten temat wiem ;). Pomyślicie, hamburger? nic wielce skomplikowanego ale jak przychodzi głodna banda, każdy ma inne zachcianki, wszyscy chcą w minute otrzymać zamówienie to można się nieźle spocić.  Teraz to się zapewne zastanawiacie po kiego grzybka ja to wszystko pisze ale odpowiedź jest prosta... Tym oto wstępem chciałam zaprosić Was na recenzje gry serii Trefl Joker Line.

Big Fat Burger


To nie jest nasza pierwsza pozycja z tej serii ale ta jednak rożni się znacznie od poprzednich (pisałam o nich TUTAJ) nie tylko ze względu na pokaźniejsze pudełko. Rozkładając grę przenosimy się do prawdziwej burgerowni a sami wcielamy się w pracowników, którzy starają się jak najszybciej zrealizować zamówienia i zarobić jak najwięcej dolców.

Tytułowe burgery pojawiają się na 85 kartach a każdy z nich jest ciut inny. Koniecznie dodać muszę, że niektóre nazwy są poprostu rewelacyjne i chwytliwe więc gdyby była to prawdziwa knajpa to napewno zachęciłyby nie jednego klienta ;) Np. Dar rolnika, Wolne żarty, Serowy wyciek czy Ostra rywalizacja. 

niedziela, 19 listopada 2017

Jesienne zachody słońca

W internetach coraz więcej pomysłów na zimowe a i nawet Bożonarodzeniowe prace. Rozumiem, bo wiadomo, że fajnie wcześniej przygotować się czy chociaż obmyślić co i jak ale osobiście staram się tego typu tworzenie odwlec jeszcze ciut w czasie. Niby w niektórych częściach Polski pojawia się już śnieg, u nas nocami czuć w powietrzu mrozek, na drzewach nie ma praktycznie liści, wieczory są mega długie itd ale to jednak nadal jesień. A skoro na dworze mało już barw to fajnie chociaż w domu wykorzystać nazbierane wcześniej dary. Gorzej jak Ktoś (np my) wyjątkowo nie zrobił zapasów ale na to też są sposoby... z kartonu i farb również można wyczarować jesień - przykład TUTAJ.
Do tematu można podejść też całkiem inaczej, bo na tematycznych pracach nie muszą pojawiać się tylko listki, grzybki czy jeżyki. Wspomniałam wyżej o długich wieczorach co równoważne jest z tym, że słońce zachodzi bardzo wcześnie... Wcześnie i często w pięknej otoczce :)

 

Ok, zachody można podziwiać o każdej porze roku ale nic nie stoi na przeszkodzie, by tworząc je wmawiać sobie, że to konkretnie jesienne ;) My bynajmniej wczoraj tak uczyniłyśmy i to i owo zostało namalowane :)

niedziela, 12 listopada 2017

Ptasie cudaki - zbiór pomysłów :)



"Słowik, wróbel, kos, jaskółka, 
Kogut, dzięcioł, gil, kukułka, 
Szczygieł, sowa, kruk, czubatka, 
Drozd, sikora i dzierlatka, 
Kaczka, gąska, jemiołuszka, 
Dudek, trznadel, pośmieciuszka, 
Wilga, zięba, bocian, szpak 
Oraz każdy inny ptak."

Kojarzycie powyższy fragment? Pochodzi on oczywiście z wiersza Juliana Tuwima "Ptasie radio". Zastanawiacie się zapewne w jakim celu umieściłam go więc już wyjaśniam ;) Nie, nie będzie dziś o dźwiękach jakie wydają owe skrzydlate stworzenia ale o kreatywnych pomysłach na zrobienie różnorakich ptaszków...  a biorąc pod uwagę, że w zacytowanych wersach sporo ich zostało wymienionych to tak jakoś mi przypasował ten fragment do dzisiejszego postu :P. Natomiast pomysł na jego przygotowanie wpadł mi do głowy całkiem przypadkiem ;). Siedziałam sobie sama w domu (Dusia z Grześkiem była w tym czasie na basenie), trochę mi się nudziło (znaczy niby coś pożytecznego mogłam zrobić ale jutro też jest dzień) i przeglądałam sobie bloga. Okazało się, że pojawiło się tu całkiem sporo ptaków i pomyślałam, że fajnie będzie Wam je pokazać/przypomnieć :)

(Większość obrazków podlinkowałam więc wystarczy, że klikniecie na wybrany i automatycznie przeniesiecie się do pełnego wpisu o pracy)

W Polsce, ptaki które chyba najmocniej kojarzą się z wiosną to bociany. Po zimie powracają do nas z ciepłych krajów i choć dziwię się, że chce im się pokonywać setki kilometrów ;) to jednak ich widok zawsze mnie cieszy. Krążą nad domem, spacerują po okolicznych łąkach, "zakładają rodzinki" no i potem w gniazdach widać nowe, czerwone dzioby czekające na dostawę jedzonka :)

środa, 8 listopada 2017

Mozaika na 11 listopada

W ubiegłym roku na 11 listopada, czyli Święto Niepodległości, nie robiłyśmy nic plastycznego. Zamiast tego kupiłam Dusi książkę do uzupełniania pt "Klub małych podróżników w czasie" KLIK więc tak czy siak jakiś akcent pojawił się :). 
Aktualnie również nie planowałyśmy patriotycznego tworzenia ale dziś, korzystając z tego, że wyjątkowo nie było żadnej pracy domowej do zrobienia coś niespodziewanie powstało. Nie chciałyśmy jednak standardowego obrazka z orłem, flagą czy kotylionów, bo to już było nie raz (np TUTAJ) więc chwile główkowałyśmy nad pomysłem. Po paru minutach coś mi w głowie zaświtało... Dziecko me uwielbia MineCrafta... a tam wszystko z kwadratów... więc może kwadratowa mozaika? Bingo :)

Do wykonania pracy potrzebowałyśmy tylko 4 rzeczy:

- zeszyt papierów kolorowych (Bambino)
- kartka z bloku technicznego (my wybrałyśmy jasno fioletową)
- klej w sztyfcie (Bambino)
- nożyczki


Na początku w ruch poszły nożyczki... Ja cięłam papier w paseczki a Dusia paseczki w kwadraciki. ;) 
Nie skupiałyśmy się wprawdzie na idealnie równych bokach ale wszystkie mają mniej więcej 1cm na 1cm. 

poniedziałek, 30 października 2017

Tekturowa jesień

Zaglądam sobie w miarę regularnie na rożne blogi kreatywnych mam i zachwycam się... tyle tam pomysłowych i fajnych prac... a teraz jesienią to już w ogóle. Bo wiecie, jeśli chodzi o tematyczne tworzenie, to ja chyba najbardziej lubię to związane właśnie z jesienią... no i może jeszcze zimą. Wprawdzie to nie są moje ulubione pory roku, ale prace jakoś wydają mi się najbardziej klimatyczne.
Wraz z Dusią też co roku staramy się coś stworzyć (wszystko zobaczyć możecie TUTAJ)  lecz teraz jakoś październik dobiega końca a u nas nic się nie pojawiło. Powiem szczerze, że nawet mocno nie zbierałyśmy darów choć okazja na paru spacerach była. 
Na szczęście w ostatnią sobotę udało nam się lekko nadrobić braki w jesiennej twórczości, bo coś małego zrobiłyśmy :)

W związku, że ostatnimi czasami wystarczy dać mojemu Dziecko karton oraz parę laseczek kleju na gorąco aby miało zajęcie na godzinę to i przy tej pracy postanowiłyśmy skorzystać z tego materiału. 

Dusia na początku naszkicowała na kartonie potrzebne elementy tzn dwa drzewa, grzybki, grabie oraz jeżyka a potem wspólnie powycinałyśmy je (ja te mniejsza a ona resztę).


czwartek, 26 października 2017

Bystre główki

Pamięć – zdolność do rejestrowania i ponownego przywoływania wrażeń zmysłowych, skojarzeń, informacji, występująca u ludzi, niektórych zwierząt i w komputerach. W każdym z tych przypadków proces zapamiętywania ma całkowicie inne podłoże fizyczne oraz podlega badaniom naukowym w oparciu o różne zestawy pojęć.

Znacie takie powiedzonko "skleroza nie boli" albo "dobra pamięć ale krótka"? No właśnie... różnie z tym zapamiętywaniem bywa i chyba każdemu zdarza się czasem wypowiedzieć słowo "zapomniałam/em". Nasza Trójka wcale nie jest lepsza... Dusia zazwyczaj zapomina jak każe Jej coś zrobić albo nie pamięta co Pani w szkole mówiła, ja natomiast mam w głowie wiele nawet małych szczegółów z dawniej ale też czasem coś mi umyka, za to Grzesiek jest mistrzem w zapominaniu :P.
A jakby tak trochę poćwiczyć tą całą pamięć? Na przykład podczas grania? Czemu nie ;)

"Bystre główki" z serii Trefl Joker Line


Zacznę od tego, że owa gra przeznaczona jest dla 2-6 osób w wieku od 6 lat, ale według mnie i 5 latek może spokojnie spróbować swych sił w zapamiętywaniu tym bardziej, że zasady są mega proste. O nich jednak za momencik, bo najpierw szybka prezentacja zawartości stosunkowo niedużego pudełka :)

piątek, 20 października 2017

Drzewo genealogiczne

Niektórzy z Was, gdzieś tam z notek czy wpisów na Fb, wyłapali może, że Dusia nie jest biologiczną córką Grześka -mojego narzeczonego. To akurat nie ma większego znaczenia ale... Mój były mąż a "prawdziwy ojciec" prawie nie utrzymuje kontaktu za to z jego Rodzicami, czyli Dusi Dziadkami cały czas go mamy. Z racji rozwodu i nowego związku, Dziecko me ma również dodatkowych dziadków (rodziców G.) no i pradziadków. Dusia wszystkich ich uznaje i na co dzień nie ma problemu (na Jej Komunii byli zarówno rodzice mojego byłego męża jak i rodzice Grześka, no i oczywiście jeszcze moja mama) lecz czasem pojawia się pewien dylemat. Kiedy i jaki? Na przykład wtedy gdy trzeba zrobić drzewo genealogiczne... No bo wiecie, ja nie chce wywierać żadnej presji a 9 latka też ma już swój rozumek więc decyzje Kogo chce umieścić, bo nie da się np Grześka jako tatę a rodziców byłego jako dziadków, musi podjąć samemu.

Trochę to wszystko skomplikowane ale czasem tak się w życiu układa. Jednak wystarczy tej prywaty, bo tak naprawdę w tym wpisie nie jest najistotniejsze to Kto się na drzewie znalazł a w jaki sposób zostało one wykonane :).

Zacznę od tego, że Dusia musiała zrobić je jako pracę domową na historię a sposób wykonania był dowolny. Pomysłów było kilka a i formatowo zastanawiałyśmy się zarówno nad A3 jak i nad brystolem. Ostatecznie wybrałyśmy tą drugą opcję i postawiłyśmy na kolor błękitny. 
Jeśli chodzi o wykonanie pewne było (choć wiem, że nie wszyscy tak robią), że pradziadkowie umieszczeni zostaną w korzeniach, dziadkowie na pniu a reszta w koronie. Wprawdzie tej "reszty"nie ma zbyt wiele ponieważ ja mam tylko jedną siostrę, Grzesiek jest jedynakiem a Dusia również bez rodzeństwa ale jakoś udało się to zgrabnie rozmieścić, żeby nie było zbyt pusto.

Na początku wspólnie robiłyśmy szkice na kartce a następnie ja na brystolu narysowałam odpowiedni kształt drzewa a Dusia zajęła się jego wypełnianiem (w końcu to jej praca domowa). 
Korzenie i pień pomalowane zostały pastelami olejnymi (choć potem ani zwykły klej ani magic ani taśma nie chciały się na tym trzymać, dopiero klej na gorąco podołał) a korona wyklejona kawałkami bibuły (brane pod uwagę były też listki ale przegrały).


 

niedziela, 15 października 2017

Oglądaliśmy

Niedzielne leniwe popołudnie gdy wracamy z rodzinnego spacerku nieco już zmęczeni ale nadal chętni na spędzenie wspólnie czasu... Sobotni wieczór gdy Dusia wygania Grześka z naszego łóżka i urządzamy sobie babski wieczór... Wolny dzień na tygodniu gdy jest czas ale brakuje chęci i weny... To są idealne momenty na to by odpalić laptopa i coś sobie pooglądać. Oczywiście można by uskuteczniać inne czynności ale czyż nie fajnie czasem też poprostu pogapić się w ten szklany ekran, zwłaszcza razem? Świat się nie zawali jak czasami i tak pospędza się czas ;).
Dlatego dziś przyszedł mi do głowy pomysł na taki wpis.
Wspólnie z Dusią pogrzebałyśmy w otchłaniach naszych pamięci, podyskutowałyśmy i wybrałyśmy tytuły które najbardziej zapadły nam w pamięć co oznacza również, że najbardziej nam się podobały. Są zarówno pozycje które niedawno pojawiały się w kinach jak i takie nieco starsze... My generalnie oglądaliśmy je w przeciągu mniej więcej ostatnich 2 lat :)

Na pierwszy ogień idą filmy nakręcone na podstawie książek. 
I tu napisać Wam muszę, że osobiście preferuje kolejność - najpierw czytanie potem oglądanie.

"Dzieci z Bullerbyn"

Lisa, Lasse, Bosse, Olleg, Anna i Britta... Pamiętacie tą gromadkę? Ja przyznaje, że już niewiele kojarzyłam ale miałam okazję na nowo zapoznać się z ich przygodami. Dla mnie to był w pewnym sensie powrót do dzieciństwa a dla Dusi dawka tego jak dawniej Dzieci żyły i bawiły się. Po przeczytaniu książki nie miała dość, wręcz przeciwnie i z ogromną radością obejrzała też film... i to nawet 2 cześci. Nie przeszkadzała Jej nawet słabawa jakość.


wtorek, 10 października 2017

Domowe zabawy plastyczne z 2 latkiem

Dużo Wam opowiadam o książkach, trochę o grach i puzzlach, a dzisiaj chciałabym się skupić na sztukach plastycznych. Brzmi poważnie i górnolotnie, a tak naprawdę różne badania wskazują na to, że nawet już maleńkie dzieci mają zmysł artystyczny i są zdolne do twórczości. Dlaczego Wam o tym piszę?

Często jesteśmy tak zabiegani, że nie mamy czasu na pewne zabawy z dzieckiem. Zazwyczaj nie mamy czasu na te zabawy, które wymagają przygotowań i po których trzeba posprzątać. Brzmi znajomo? Mimo wszystko warto wygospodarować trochę czasu, przestrzeni i rodzicielskiej cierpliwości, aby zaangażować dziecko w zupełnie nowe doznania.

Mój syn pierwszy raz dostał farby jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia. Rozebrałam go do pieluchy, posadziłam na rozłożonym na podłodze dużym arkuszu szarego papieru i dałam mu farby do malowania palcami. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ mój maluch nie lubił się brudzić, denerwowały go ręce brudne od jedzenia albo od piasku. Natomiast kiedy zobaczył kolorowe kubełki pełne farby, z radością zaczął malować… swoje ciało. :) Bardzo go to otworzyło na inne doznania dotykowe. Nie jest łatwo znaleźć farby dla dzieci w wieku 1+. Można je zrobić samemu, np. z jogurtu i naturalnych barwników (sok z buraka, kurkuma itd.) i to pewnie byłoby najbardziej ekologiczne rozwiązanie. Ja jednak skorzystałam z farb do malowania palcami firmy Bambino, które co prawda znajdują się w kategorii wiekowej 3+, ale uznałam, że pod czujnym okiem rodzica będą bezpieczne. Ich dużą zaletą jest to, że są naprawdę łatwo spieralne, więc zarówno dziecko, jak i moje ubrania (a co, przecież ja też chciałam tworzyć!) udało się bezproblemowo doczyścić.


poniedziałek, 2 października 2017

Kolorowo na czarnym

Nie wiem jak Wy ale my lubimy czasem stworzyć prace plastyczną na ciemnych kartach z bloku... najlepiej na czarnych ale i fioletowe bywają używane... No bo wiecie taki zimowy krajobraz KLIK i KLIK, czy fajerwerki nocą KLIK najlepiej wyglądają właśnie na ciemnych tłach. Pozatym np na czarnych kartach poszaleć można z białą kredką która przeważnie idzie w odstawkę a i inne barwy ciekawie prezentują się. Pamiętacie kolorowankę? Aa... i nie można zapomnieć o lubianych przez nas wydrapywankach KLIK które wprawdzie podstawę mają białą ale w końcu obrazek powstaje po usunięciu ciemnej farby.
Zresztą czarne kartki przydają się nie tylko aby na nich prace tworzyć ale również czasem trzeba coś wyciąć itp. 
Wiecie jaki problem przeważnie miałyśmy? Kupiłam blok, tam oczywiście tylko jedna sztuka w owym kolorze więc szybko znikała a jak znowu była potrzeba to musiałam kupić cały kolejny aby ją mieć. Ewentualnie zaopatrywałam się czasem w brystol który wystarczał na dłużej.
Na szczęście Firma St. Majewscy (to ta która produkuje również artykuły z serii Bambino) ma w swoje ofercie bloki z... uwaga... samymi czarnymi kartkami. Cudownie :D


I tak nas ostatnio naszło by sobie na nich potworzyć... W sumie propozycja była moja ale działała oczywiście Dusia :P W związku z czym wyciągnęłyśmy owy blok oraz pastele olejne Bambino i prace ruszyły.

Na początek Dziecko me, które akurat wcześniej oglądało bajkę "Czarodziejki z księżyca" (jedna z ulubionych z mego dzieciństwa) wyczarowało kotka Lunę :)

środa, 27 września 2017

Biblia dla Dzieci w innej formie

Jeden z tematów którego nie lubię poruszać w internecie jest... religia. Uważam, że to sprawa osobista czy ktoś chodzi czy wierzy itd. U mnie wprawdzie średnio z tym wszystkim (lecz rozpisywać się nie będę) ale jak wiecie Dusia w maju przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej i nie, nie tylko dlatego, że każdy szedł więc wypada aby i ona to uczyniła. Dziecko me ma chęci, interesuje się, nadal z własnej woli w klasie 4 uczęszcza na ten przedmiot (2 osoby np zrezygnowały) więc ja jako matka muszę/chce na ile umiem wspierać Ją. Najważniejsze oczywiście są rozmowy a potem np przypomnienie czasem, że może się o coś pomodlić, obejrzenie jakieś bajki czy przeczytanie książki tematycznej. Jeśli chodzi o to ostatnie to chyba podstawą jest Biblia... i to właśnie m.in ją postanowiliśmy Dusi sprezentować z okazji Komunii. Wybór był trudny, bo wiele Wydawnictw ma w ofercie wersje dla Dzieci ale w końcu znalazłam taką która pasowała mi zarówno wizualnie jak i pod względem treści. Natomiast jakieś dwa tygodnie później odkryłam, że z logo znanego Wam zapewne Kapitana Nauki również wyszła Biblia... lecz nie w formie księgi. No i ostatecznie w wakacje Dusia wzbogaciła się i w tą pozycje :)


W małym tekturowym pudełeczku znajdują się złapane bindą 54 karty. Taka forma wydania jest nam doskonale znana ponieważ mamy już w swoich zbiorach np rożne Quizy KLIK i nadal uważam, że jest to bardzo wygodne. Bez problemu można przeglądać daną pozycje zarówno w domowym zaciszu jak i np w podroży oraz nie zajmuje ona zbyt wiele miejsca w szafce/w torebce.

czwartek, 21 września 2017

Twórczość własna Dziecka mego cz.6

Kiepsko idzie mi ostatnio blogowanie... W sumie to już tak od początku lipca ;)... średnio jeden post na tydzień... ech, słabo. Obiecuje sobie, staram się zmobilizować no ale zobaczymy. Z kreatywnymi, wspólnymi działaniami wcale nie lepiej... wiek Dusi, wakacyjna laba a teraz szkolne obowiązki robią swoje. Jednak tak jak już kiedyś pisałam, to, że my razem znaczniej rzadziej coś robimy nie oznacza, że moje Dziecko w ogóle nie działa plastyczno-technicznie. 
Dawno nie pokazywałam Wam Jej własnej twórczości stąd też dzisiaj taki wpis :).

Ostatnimi czasami najwięcej siedzieć potrafi przy... kartonie... :). Pudełka do butów też są mile widziane a do tego obowiązkowo pistolet z klejem na gorąco. Powiem Wam zupełnie szczerze, że podziwiam Dusię za pomysłowość, kreatywność i cierpliwość oraz precyzje do łączenie ze sobą czasem naprawdę malutkich kawałków. Dobrze, że zawsze mamy jakieś kartony w garażu ;) a jak już się za nie weźmie to pół dnia nie wychodzi z pokoju.
Powstało już wiele rzeczy... niektóre stoją tygodniami, inne po krótkim czasie ulegają zniszczeniu albo poprostu następuje wymiana na coś nowego. Czasem coś pełni pożyteczną funkcję, czasem służy do zabawy ale zdarza się również, że poprostu zajmuje tylko powierzchnie użytkową ;).

Poniżej część kartonowej twórczości mojego dziecka :)
Oryginalna patera na słodkości i owoce :)


Stojaczek na biżuterię

niedziela, 17 września 2017

Tajemnicze kapsułki

Całkiem niedawno na blogu który czasem odwiedzam - Ina i Sewa - zobaczyłam coś fajnego... magiczne kapsułki. Tak mi się spodobały, że również postanowiłam zakupić dla Dusi. Pojawiło się jednak pytanie gdzie? Autorka owej strony poinformowała, że zdobyła je w sklepie Mrówka ale niestety z naszej akurat "wyszły". Poszperałam więc na Allegro i nawet znalazłam tyle, że 3,30 produkt a 7zł wysyłka czyli trochę słabo... Skłonna jednak byłam zamówić ale dostałam cynk, że ponoć pojawiają się też w tzw sklepach chińskich. No i bingo... tam ostatecznie kupiłam. Miałam do wyboru 3 zestawy: dinozaury, ocean i zoo. Zdecydowałam się na 2 ostatnie. Cena jednego - 4,50.


 Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział o co chodzi z tymi tajemniczymi kapsułkami to szybciutko tłumaczę :)
Aby dokonały się czary mary wystarczy przygotować naczynie z ciepłą wodą a potem włożyć do niej kapsułki.


poniedziałek, 11 września 2017

Nie do jedzenia lecz do zniszczenia

To, że na rynku dostępne są książki, które należy zniszczyć zamiast przeczytać wcale nie jest dla mnie niczym nowym i szokującym. Kupiłam bowiem kiedyś Dusi "Zniszcz ten dziennik". Wiem, że niektórzy bardzo sceptycznie podchodzą do tematu, no bo jak to tak... książki przecież trzeba szanować itd. Osobiście mam takie samo zdanie ale biorę poprawkę na to, że w takich przypadkach są to pozycje z kategorii " z zadaniami". Ok, inna sprawa, pisać coś, uzupełniać a inna wyrywać kartki czy robić w nich np dziury. Dlatego tego typu książki nie każdemu przypadną do gustu a aby się w nią wyposażyć i pozwolić dziecku działać trzeba troszkę "wyluzować".

W wakacje w nasze ręce wpadła kolejna pozycja z gatunku tych do zniszczenia. Tym razem nosiła tytuł "Nie jedz tej książki" (autorzy Davida Sindena i Nikalasa Catlow) a wyfrunęła ona spod skrzydeł Wydawnictwa Jupi.


Jak widzicie okładka prezentuje się dynamicznie i kolorowo ale w środku znajduje się tylko czerń i biel. Oczywiście jest to celowe, ponieważ ubarwieniem stron musi zająć się właściciel... Będzie musiał zrobić to na wiele sposobów a czasem jakąś kartkę zmasakrować ;).

wtorek, 5 września 2017

Podsumowanie wakacji :)

Dwa miesiące, nawet ciut więcej, to niby strasznie dużo czasu a jednak potrafią szybko zlecieć. Dopiero co Dusia żegnała szkołę a wczoraj znowu ją powitała. 4 klasa... nowy, wyższy, trudniejszy poziom... Nie wiem jak to będzie, bo rożnie z nauką u mego Dziecka bywało ale może da radę ;) wszystko okaże się bliżej półrocza. Narazie zresztą jakoś mocno nie myślimy o obowiązkach, bo wiadomo, że pierwszy tydzień to taki bardziej na poznanie i wprowadzenie. Lepiej póki co wspominać świeżo zakończone wakacje i dlatego dziś małe podsumowanie :).

W ubiegłym roku marzył mi się jakiś wypad nad morze... nie wyszło. W tym stwierdziłam, że zadowolimy się naszym zalewem ale za to chcieliśmy wybrać się na weekend do Wrocławia. Było bardzo blisko do realizacji owego planu ale ostatecznie nie dojechaliśmy. Wielka szkoda ale jak to się mówi co się odwlecze to nie uciecze. Dusi też było trochę smutno z tego powodu ale za to przeżyła inną super przygodę którą zapamięta chyba najbardziej z tych wakacji :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu ma fisia na punkcie koni i dlatego zdecydowaliśmy się zapisać Ją na półkolonie w pobliskiej Stajni Nowelina. 5 dni od 9 do 16 a koszt takiej atrakcji to 450zł. Niby sporo ale po pierwsze sama sobie za sponsorowała z Komunijnych pieniążków a po drugie, warto było, bo spędziła tam super czas. Prawie każdego dnia mieli jakieś zajęcia plastyczne ( np malowanie koszulek, lepienie z masy solnej, modelowanie balonów), bardzo dużo czasu bywali też na dworze, nawet po deszczu, bo zabierała ze sobą kalosze (podchody, zabawy ruchowe, wielkie bańki itd) no i to co najważniejsze czyli obcowanie z końmi. Zdobywała zarówno nową wiedzę o nich jak i codziennie po 15 minut jeździła pomalutku ucząc się podstaw. Za każdym razem odbierałam Ją mega zadowoloną i trochę zmęczoną ;). Dodam jeszcze, że nie musiałam martwić się o wyżywienie ponieważ drugie śniadanko, dwudaniowy obiad i woda były już w cenie.


wtorek, 29 sierpnia 2017

(Nie)zwykłe karty

Mam wiele wspomnień związanych z moim Tatą a jednym z nich bez wątpienia jest to jak uczył mnie i moją Siostrę grać w karty... Tak tak, dobrze czytacie... Oczko, Tysiąc i takie tam :P. Pamiętam też rożne rodzinne spotkania gdzie dorośli wraz z nami dzieciakami łoili w Pana... Oni kombinowali i mieli strategie a my głównie liczyliśmy na dobry układ kart... i standardowy tekst mojego Wujka "Walkiem go" :P. No i jeszcze te dwa tygodnie gdy miałam nogę w gipsie i nie chodziłam do szkoły... wtedy męczyłam Dziadka graniem w Świnkę. Za to z rówieśnikami czasem zasiadaliśmy np do Kuku :D.
Teraz wydaje mi się, że te wszystkie gry zwykłymi kartami stają się już lekko zapomniane... przynajmniej u nas... Czemu tak się stało? Może przez to, że rzadziej od tak siedzi się z rodzinną i  ma się czas oraz chęci na tego typu formę spędzania czasu (my zazwyczaj tylko z Dusią gramy)...? Może dlatego, że obecnie na rynku jest cała masa innych "nowoczesnych" gier (gdy spotykamy się z moją Siostrą i Szwagrem wyciągamy raczej planszówki a nie karty)? 

Wracając jednak do wspomnień to mam jeszcze jedno związane z tym o czym powyżej pisałam. Jeśli chodzi o karty to jako dziecko zawsze lubiłam te z damą, królem i waletem. Czemu? Bo były najbarwniejsze i posiadały obrazek. Nie jedna talia u nas w domu przez lata przewinęła się ale wszystkie wyglądały praktycznie tak samo... zazwyczaj różnice widoczne były tylko na rewersach. Ale to było dawno... teraz przyszedł czas na całkiem inne wydania :).

Fabryka Kart Trefl-Kraków ma w swej ofercie całkiem sporo różnych talii kart, począwszy od takich bardziej tradycyjnych po inne nieco bardziej oryginalniejsze i ciekawsze a skończywszy na tych z pięknymi obrazkami.

Jakiś czas temu pojawiły się u nas 4 opakowania należące do tej ostatniej wymienionej prze zemnie grupy.


środa, 23 sierpnia 2017

Obraz

Mam w domu pewną szuflade w której upchnięte są... śmieci... :P Tak tak, dobrze czytacie, trzymam w szufladzie śmieci :P. Dokładniej to są tam rzeczy typu: rolki po papierze, jakaś plastikowa butelka, kilka korków, stara drewniana łyżka, kawałki materiałów, mały zgrabny słoiczek, styropianowe tacki po kupnych pierogach, pudełeczka po zapałkach itp. 
Jedni pomyślą: " po cholercie jej to, tylko miejsce zajmuje" a drudzy doskonale zrozumieją ;).
Bo widzicie moi Drodzy... niektórym "śmieciom" można nadać drugie życie... z reguły, w prosty i kreatywny sposób. Chcecie przykłady? To zerknijcie TUTAJ, TUTAJ i TU no i może jeszcze TU.
Większe gabarytowo rzeczy też czasem przechowuje... Np z takich pudełek po butach można zrobić domeczki dla małych figurek albo tak jak Dusia ostatnio stajnie dla swych koników i kucyków. 
Natomiast kilka dni temu kurier przywiózł dla Dziecka mego nowy, duży zestaw klocków lego (odrazu mówię, że chińską wersję a o tym czy są ok napisze może innym razem). Klocuszki oczywiście umieszczone były w opakowaniu ale wewnątrz oprócz nich znajdowało się też takie pudełko. 


Gdy na nie spojrzałam odrazu wiedziałam, że nie dam wyrzucić... przecież może powstać z tego piękna rama a w środku obraz :D.
Dusia podzieliła mój entuzjazm i dziś zabrała się za przemianę :)

Pierwotnie rama miała być brązowa ale plany jednak zostały zmienione. Mała Artystka ostatecznie zdecydowała się na użycie brokatowych farb od Bambino w kolorach: fioletowy, niebieski oraz różowy.


niedziela, 20 sierpnia 2017

To już jest koniec... Zwierzaków Cudaków

Wiecie jakie to jest fajne... jak człowiek podczas mycia podłogi wpadnie sobie na coś, wprowadzi to w życie i z czasem okazuje się, że był to ekstra pomysł? Bo ja wiem :P. Tak właśnie było z Projektem Zwierzaki Cudaki... W trakcie sprzątania wymyśliłam, ogłosiłam i pomału się rozkręcało. W pierwszej edycji była tylko garstka Uczestników ale i tak się cieszyłam... Druga to był już dla mnie szok, że tyle Osób chce się bawić (podsumowanie TUTAJ)... A trzecia? znowu wielkie wow :D

Dla tych którzy nie brali udziału krótkie streszczenie zasad :) Co miesiąc zapodawałam 4 zwierzaki a chętni wraz ze swoimi pociechami musieli w dowolny, kreatywny, plastyczno-techniczny sposób stworzyć chociaż jednego.
Pierwotnie zabawa miała trwać 3 miesiące ale oczywiście została ciut przedłużona, w sumie na prośbę Uczestniczek, choć nie ukrywam, że wielką radością było dla mnie czytanie wszystkich zaangażowanych "apeli" i z miłą chęcią dalej organizowałam :)

Jak już o Uczestniczkach wspomniałam to koniecznie napisać muszę, że były nimi cudowne i pomysłowe Dziewczyny, zarówno blogerki jak i Osoby nie posiadające swoich stron. 

- Lucyna Kozłowska
- Monika Flok
- Monika Wyczołek
- Paulina Załęska

środa, 16 sierpnia 2017

Jak zmierzyć promieniowanie UV

Dusia jest już dużą dziewczynką i generalnie wie, że trzeba uważać na słońce, bo choć czasem fajnie się wygrzać to jednak może to szkodzić itd. Jednak czy duże czy małe to jednak jeszcze tylko dziecko i czasem się buntuje... No bo po co ta czapka z daszkiem jak głowa się poci a smarowanie, zwłaszcza późniejsze odczekiwanie, to strata czasu bo ona chce do basenu teraz już... albo przecież wcale nie jest aż tak gorąco i wieje wiaterek to spokojnie można wyjść, co z tego, że słońce tak czy siak świeci i tylko odczuwalna temperatura jest niższa. Niby słyszała o czymś takim jak promieniowanie UV ale chyba nie do końca w nie wierzy skoro go nie widać ;) Na szczęście na rynku dostępny jest bardzo fajny zestawik z mini eksperymentem, który może ułatwić zrozumienie owego zjawiska a przede wszystkim daje możliwość zmierzenia mocy promieniowania w danej chwili i miejscu. 
Nie wierzycie? To sami zobaczcie :)

FUN beads to jeden z produktów firmy Funiversity
Ich eksperymenty nie są nam obce ponieważ kilka gościło już w naszym domu a poczytać o nich możecie TUTAJ. Dodatkowo dodam, że według Dusi ten zestaw jest jednym z najfajniejszych ;)


środa, 9 sierpnia 2017

Mussssujący lód

Była już u nas Inwazja kolorowej piany KLIK oraz Wybuchowe cytryny KLIK a teraz przyszła pora na coś niby podobne ale jednak ciut innego. Dodatkowo ta wersja idealna jest na ciepły, wakacyjny dzień ponieważ w roli głównej występuje lód :).
Jednak wszystko po kolei... 
Najpierw musiałam przygotować podkład do zabawy/eksperymentu, czyli w 3 pojemniczkach zmieszałam wodę z sodą i barwnikami. Potem jeszcze tylko na trochę do zamrażalnika i można działać. :)

 

Dusia otrzymała bojowe zadanie polegające na rozpuszczeniu kolorowego, sodowego lodu... Do dyspozycji miała tylko łyżeczkę i miseczkę z octem ;).

piątek, 4 sierpnia 2017

Puzzle Układam i opowiadam - Łódeczki

Dotarła do nas niedawno cudowna niespodzianka od Kapitana Nauki - zupełnie jakby czytał mi w myślach, bo właśnie ten produkt zamierzałam niedługo kupić mojemu dwulatkowi. :). Mam na myśli puzzle z serii "Układam i opowiadam" - ŁÓDECZKI.

 
Dlaczego chciałam kupić właśnie te puzzle? Mój synek nie ogarnia jeszcze wieloelementowych puzzli, a te dwuelementowe nie są już dla niego żadnym wyzwaniem. Pomyślałam więc, że puzzle złożone z większej ilości elementów, ale układane w bardzo prosty liniowy sposób, zainteresują go na dłużej. I nie myliłam się!

poniedziałek, 31 lipca 2017

Plastelinowe salamandry

Dusia w swej domowej biblioteczce nie posiada zbyt dużo książek z gatunku tych kreatywnych z masą pomysłów na zrobienie czegoś, ale coś tam jednak na półce stoi. W sumie bardzo rzadko z nich korzystamy co nie oznacza, że nie są w jakimś stopniu fajne. Czasem jednak nastaje dzień w którym me Dziecko wyciąga je i przegląda w poszukiwaniu inspiracji. I tak było np 2 dni temu. Ciekawa byłam co wpadnie Jej w oko... trochę to trwało... aż w końcu zdecydowała się na salamandry z książki "Wszystko co zrobić z modeliny, plasteliny, koralików" od Wydawnictwa Zielona Sowa.


Trochę żałowałyśmy, że akurat nie mamy modeliny, bo jednak fajniej jak potem zrobiona rzecz staje się twarda i trwalsza ale cóż... Dusia w ciągu ostatniego miesiąca wylepiła 3 duże opakowania i nie uzupełniłam zapasów :P. Na szczęście w szafce czekała nowiutka plastelina z Bambino więc skorzystałyśmy z niej :).

Ulepienie salamander tak naprawdę jest mega proste. Należy zacząć od uwałkowania tułowia... z jednej strony grubsze, z drugiej cieńsze...
Jaki kolor i wzór będzie miała płaz zależy od tego co wybierzemy. 
Można np zrolować dwa kawałki plasteliny i będzie wyglądać to mniej więcej tak:

czwartek, 27 lipca 2017

Czym sprząta nieperfekcyjna Pani Domu

Przyznam się bez bicia, że perfekcyjną Panią Domu nie jestem... ba... nawet strasznie daleko mi do niej. Powiedzmy, że staram się mieć jako taki ład w domu, co by jak Ktoś niezapowiedziany przyjdzie nie przestraszył się, ale zdarzają się też dni w których są paprochy na panelach i kurz zalega na szafkach. Może to lenistwo, bo przecież aktualnie nie pracuje, a może szkoda mi życia na ciągłe sprzątanie.. ;).  Czy mi z tym źle? Czasem tak ale nie można być idealnym :P. Pozatym czy Wy też odnosicie wrażenie, że wszelaki bród pojawia się w tempie błyskawicznym? Co z tego, że poodkurzałam wczoraj i pomyłam naczynia jak dziś już znowu trzeba było to zrobić... Żeby jednak nie było, czasem grubsze sprzątanie urządzam ale muszę czuć jakiś "przymus" lub mieć poprostu wenę na to... a wtedy jak już się wezmę za robotę to umyję okna i zmienie firanki i łazienkę od a do z wypucuje itd.:)

Kolejna rzecz przez którą stwierdzam, że nie jestem perfekcyjną Panią Domu to to, że nie znam tych wszystkich magicznych trików... No wiecie, że można domowymi sposobami, korzystając z czegoś co ma się np w szafce kuchennej coś innego wyczyścić itd. Generalnie to tylko czasem ocet biorę w obroty a poza tym to stawiam na kupne, chemiczne środki. Tu napisać Wam muszę, że tylko przy 2, 3 produktach zazwyczaj jestem wierna jakieś marce a w innych przypadkach skacze z kwiatka na kwiatek ;).
Ostatnio jednak w moim domu pojawiły się produkty, ułatwiające sprzątanie, z którymi chyba zaprzyjaźnię się ciut mocniej... Przynajmniej z dwoma :). Tak czy siak, wszystkie posiadają logo Meglio a ich dystrybutorem jest Firma Womax.

(Gapa jestem i nie cykłam zdjęcia odrazu zanim zaczęłam używać, ale spokojnie, wszystko było zamknięte i pełne)

piątek, 21 lipca 2017

Wydrapywanki

Coś mi ostatnio średnio idzie pisanie. Niby o czym to jest ale z weną średnio. Marudzić jednak dalej nie zamierzam i biorę się do działania ;).
Dziś coś bardziej plastycznego co zapewne spora część z Was doskonale zna a i u nas w domu już się pojawiało. Jednak jest na tyle fajne, że warto powtórzyć od czasu do czasu. A mowa bowiem o wydrapywankach :)


Gdyby jednak Ktoś nie wiedział jak takie dzieła zrobić to już szybciutko tłumacze :)
Na początku należy wyciągnąć białe kartki z bloku, najlepiej techniczne, a potem naszykować pastele olejne (od biedy, mogą być też zwykłe świecówki). My używałyśmy tych z Bambino.
Ta część jest chyba najbardziej żmudna ale cóż, trzeba pomęczyć łapki i ubarwić wszystko. Czym więcej kolorów tym lepiej :)


sobota, 15 lipca 2017

Mała, ptasia lekcja przyrody

Dnia pewnego, w sumie tak całkiem przypadkiem odkryłam coś ciekawego. Otworzyłam okno w naszym pokoju aby cyknąć zdjęcie pięknemu zachodowi słońca a przy okazji zobaczyłam małe ptasie gniazdko... w środku były jajeczka.


Wokół naszego domu jest sporo drzew a w ich koronach sporo gniazd, nie raz z daleka widziałyśmy siedzącego w środku ptaszka, gdzieś tam kiedyś na spacerze wyczaiłyśmy i jajeczka ale nigdy wcześniej nie miałyśmy gniazdka pod samym nosem, w bliskim zasięgu wzroku, no dosłownie na wyciągnięcie ręki. Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, że tak pod samym oknem, bo przecież na parapecie ciągle siedzą koty i w ogóle ale widocznie jakiś skrzydlaty osobnik uznał nasz winogron i ścianę za dobre miejsce :).
Mijały dni, w sumie to nawet zapomniałam o gniazdku aż tak, mniej więcej po tygodniu od zobaczenia jajeczek, tchnęło mnie i znowu wyjrzałam. Co zobaczyłam? Pisklaczki...Takie tyci tyci, dopiero co wyklute :)

 

wtorek, 11 lipca 2017

Może trochę pomnożymy...?

Są rzeczy, czy może bardziej umiejętności, które musi posiąść każde Dziecko już na samym początku nauki w szkole. Bez nich ani rusz w kolejnych, wyższych klasach a i tak ogólnie w życiu byłoby bardzo ciężko. Na języku polskim to oczywiście czytanie i pisanie a na matmie... liczenie. Dodawanie i odejmowanie oraz chyba trudniejsze: dzielenie i mnożenie.

Dusia po wakacjach zaczyna 4 klasę (czas za szybko leci) także sporo ma już opanowane... no ale oczywiście wszystkiego tak samo musiała się nauczyć. Z mnożeniem nie było jakiś mega problemów, przynajmniej w zakresie do 50 :P. Potem troszkę więcej czasu trzeba było poświęcić ale wolałam nie stosować metody: wykucia tabliczki na pamięć. Zdecydowanie lepszym pomysłem były różne zabawy a gdy doszły w działaniach dwucyfrowe liczby dodatkowe zadania i poprostu trenowanie.  Pojawiła się u nas również fajna gra od firmy Alexander Toys - "Może pomnożę" z serii Sowa Mądra Głowa.


Nie będę Wam tu ściemniać i pisać, że to ulubiona gra Dusi, bo tak nie jest ale to tylko dlatego, że me dziecko poprostu nie pała miłością do pozycji czysto edukacyjnych. Choć uważam, że najlepsza nauka to ta poprzez zabawę to nie ma nic na siłę. Udało się jednak namówić Ją 2 razy jeszcze w roku szkolnym (raz w ramach powtórki przed kartkówką) i w ostatni weekend (co by przez wakacje wszystkiego nie zapomniała) na małe partyjki. Może nie skakała z radość przy liczeniu kolejnych działań z mnożenia ale pomijając ten element (mimo, że najważniejszy) to ocenia grę dobrze :). Biorąc pod uwagę powyższe, znamy ją już na tyle dobrze, że przyszedł czas i na małą recenzję.

niedziela, 9 lipca 2017

Wyniki konkursu na 4 urodziny bloga

4 urodziny bloga były i minęły... Taka to w sumie żadna znowu wielka data... ale konkurs postanowiłam zorganizować ;). 

Najpierw szukanie sponsorów... i tu chyba należą się największe podziękowania, zarówno dla tych którzy zgodzili się odrazu jak i dla Osób które już po zakończeniu sami postanowili coś dorzucić. To dzięki nim było o co walczyć a tak szczerze mówiąc to naprawdę fajne nagrody pojawiły się :).

Potem zebranie wszystkiego w całość.

Kolejny etap, jakże ważny, to czekanie i oglądanie zgłoszeń. Konkurs rozkręcał się pomalutku i dzień przed zakończeniem było mniej chętnych niż fantów. Ale tu się okazało, że szanowny facebook coś info ukrywał więc przedłużyłam go o 2 dni i się zaczęło dziać :) Super, że ostatecznie pojawiło się tylu chętnych na zabawę - jesteście świetni i pomysłowi :)

Na koniec wyniki. Najgorsza część dla organizatora, serio. Nie chodzi nawet o czas jaki trzeba poświęcić ale o wybór tych naj życzeń... 34 zgłoszenia a tylko (albo aż, zależy jak na to spojrzeć) 19 nagród. Przeglądałam setki razy, kilku faworytów odrazu wytypowałam a reszta... tutaj fajny pomysł, tam sporo pracy włożone a jeszcze gdzie indziej kilka chwytliwych zdań. Musiałam wezwać posiłki... Ostatecznie wspólnie z Dusią, po burzliwych obradach wyłoniłyśmy zwycięzców. 

Dziękuję każdemu kto postanowił złożyć życzenia :)
Gratuluję tym którzy coś zgarną... resztę przeprasza, ale to w końcu konkurs. Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi :)

I na koniec bardzo ważna wiadomość. 
Osoby które wygrały proszone są o kontakt ze mną! Wystarczy wiadomość: hej to ja, zgłaszam się, a potem dam info czy należy przekazać swoje dane bezpośrednio sponsorowi czy ja to muszę załatwić. Czemu tak? Bo kilku prosiło abym to ja przesłała a nie zwycięzca a w 3 innych przypadkach jak napiszecie sami na facebooku to Osoba która się nim zajmuje nie będzie wiedziała o co chodzi ponieważ ja z kimś innym ustalałam sprawę mejlowo.


A teraz to co Was najbardziej interesuje, czyli wyniki :)

czwartek, 6 lipca 2017

Wodne królestwo meduz

Pamiętacie podsufitową, wiosenno - ptasią dekorację w Dusi pokoju?


Ostatnio leżałyśmy sobie, w nie wiadomo jakim celu, na dywanie, patrzyłyśmy na nią i stwierdziłyśmy zgodnie, że wisi już dość długo... może nawet za długo? Niby fajne te ptaszorki i lubimy je ale lekko podkurzone się zrobiły i takie jakieś obyte. Więc rzuciłam hasłem "Stworzymy coś nowego? Dziecko me odpowiedziało: "Czy ja wiem? Może tak, ale co?". Hmmm... Myślimy... Mamy już lato, wakacje... wprawdzie słońca mało ale jakoś tak wodę ma się przed oczami... No i coś tam w głowach nam zaświtało. 

Najpierw powstały kolorowe meduzy... głównie z bloku i bibuły...

wtorek, 4 lipca 2017

Kreatywna sztuka z Artkiem

Gdy Dusia była mniejsza, miała tak 4-5 lat, bardzo lubiła wszelakie książeczki z zadaniami. Rozwiązywała ich dziesiątki lecz pod koniec przedszkola ciut zmieniła ilość i swe preferencje co do rodzaju łamigłówek choć nadal dość często spędzała w taki sposób czas. No i oczywiście na topie były kolorowanki :). Och, ile ja tego nakupowałam, ile razy obiecywałam sobie, że nie skuszę się na nową pozycję dopóki nie skończy któreś z tych 5 co ma już w domu :P. Potem jednak nastąpił początek szkoły a wraz z nim małe książeczkowe kryzysy. Choć w sumie to wcale się nie dziwię, bo przecież na lekcjach były zadania i ćwiczenia a potem w domu jeszcze prace domowe. Wprawdzie trening czyni mistrza ale nie ma nic na siłę. Oczywiście nie oznacza to, że w ogóle przestałam wyposażać me Dziecko w nowe książeczki tylko poprostu ograniczyłam pozycje bardziej edukacyjne. Z kolorowankami też już nie szaleje, bo wiem, że nie będzie tak jak dawniej siedzieć przy nich godzinami. Tylko problem polega na tym, że Dusia to taka typowa sroczka a do tego rozpuszczona ciut, w związku czym często podczas odwiedzin w sklepie woła: zobacz jaka fajna ta książeczka, kupisz mi?" A ja cóż... dokonuje szybkiego przeglądu i czasem odmawiam a czasem "daje się naciągnąć". No i pośród tych naciągniętych pozycji trafiają się zarówno takie co to są na topie tylko przez pół godziny po powrocie domu i takie które może niekoniecznie w jeden dzień zostają zrobione, ale często idą w ruch. Mówiąc, krótko, dana książeczka musi mieć w sobie to coś co sprawi, że me Dziecko nie zapomni o niej lecz z przyjemnością będzie sobie w danych chwilach spędzać przy niej czas. Czy jest jakiś złoty klucz? Nie. Może to być fajnie wydany szkicownik do projektowania ubrań albo coś o kotach i psach, czasem decydująca jest ilość zawartych naklejek albo poprostu pomysł na ciekawe i nietypowe zadania.

Dziś właśnie chciałam pokazać Wam jedną z pozycji, która niedawno pojawiła się w naszym domu i bardzo spodobała się zarówno Dusi jak i mi. Mogę chyba nawet stwierdzić, że takiej książeczki jeszcze u nas nie było.

"Sztuka, że szok"
Autorzy: Nikolas Catlow, David Sinden
Wyd. JUPI


Co jest takiego niezwykłego w tej pozycji?
Bez wątpienia główny bohater - Artek, który zaprasza i zachęca Dziecko do wspólnego tworzenia.

piątek, 30 czerwca 2017

Kocie cudaki

Już dziś kończy się czerwiec a u nas nie było jeszcze ani jednego wpisu na Projekt Zwierzaki Cudaki. Burzowa pogoda miewa jednak swoje plusy np takie, że me Dziecko pomimo kilku godzin spędzonych np na lepieniu z modeliny, kolorowaniu czy uzupełnianiu książeczek, miało jeszcze trochę chęci i na inne tworzenie.
W tym miesiącu do wyboru miałyśmy następujące okazy: kot, tukan, kangur oraz ośmiornica


Nikogo chyba nie zdziwi, że Dusia zdecydowała się na milutkie sierściuchy ;)
O kotach już tu co nie co było (posty spod tej etykietki znajdziecie TUTAJ) więc zależało mi aby nic nie powtarzać. Wstępnie szukałyśmy inspiracji w necie ale me Dziecko nagle oświeciło i przypomniało sobie, że w jednej z ostatnio kupionych gazetek, umieszczona była instrukcja jak zrobić z kartki głowę kotka :).

Pierwszy egzemplarz złożyłam ja a potem próbowała Dusia. Radość gdy wyszło była ogromna :)


Kotek pozyskał oczywiście oczka, nosek, wąsiki i łatki.

wtorek, 27 czerwca 2017

SuperQuizy pełne ciekawostek

Jak wiecie, Dusia uwielbia zwierzęta... najbardziej rzecz jasna te bardziej domowe ale nie tylko. Kiedyś ciekawiły ją np dzikie koty a aktualnie konie (post o tym był TUTAJ). Użyć słowa "pasja" nie mogę, bo to zbyt wiele ale jakaś fascynacja napewno. Oczywiście nie ma szału pod tytułem: muszę nagle mieć wszystko z końmi i o nich no ale jak już się coś pojawi to uśmiech na buźce pojawia się. Udało się nawet spełnić troszkę marzenie Dusi i już za dwa tygodnie odbędzie 5 dniową półkolonie w małej Stajni :). Codziennie mają być zajęcia w siodle a oprócz tego pomaganie przy pielęgnacji owych zwierząt, dowiadywanie się na ich temat różnych rzeczy oraz jakieś ogólne warsztaty i zabawy. W związku z tym moje Dziecko postanowiło się ciut dokształcić, bo a nóż zdobyta przez nią samodzielnie wiedza przyda się ;). Tu z pomocą przyszedł m.in, napewno znany Wam, Kapitan Nauka i jedna z jego pozycji :)

SuperQuiz Konie - ciekawostki + zagadki


Kiedy zaczęto oswajać konie? Czym charakteryzują się kuce? Jak należy zachowywać się przy koniach? Co lubią jeść? Wiecie? Bo Dusia już tak :D. Odpowiedzi na te pytania wyczytała w owym Quzie choć tak naprawdę to tylko malutka część informacji w nim zawartych. Dowiedziała się np też troszkę o rasach, częściach ciała, o tym jak konie pokazują swoje humorki oraz że są delikatne i chorowite. Nie zabrakło również wiadomości ściślej związanych z jazdą i sportem: stroje, rodzaje zawodów czy siodeł itd.

piątek, 23 czerwca 2017

Medal dla Taty

Jaki dziś jest dzień chyba każdy wie... W sumie to takie 3 w 1 mamy: zakończenie roku szkolnego (w przypadku Dusi koniec 3 klasy), imieniny Jana (mój Dziadek takowe imię nosi i jedziemy w gości w niedziele) czyli święcenie wody itp oraz Dzień Taty. Skupić bym się jednak chciała na tej ostatniej okazji.
Z moim Tatą mam wiele wspomnień... różne one są ale jeśli chodzi o dzieciństwo to zdecydowanie pozytywne... Mimo pracy i innych obowiązków, potrafił chodzić z nami do lasu, biegać po podwórku i bawić się w wojnę, uczyć grac w karty... Nie jedną dłuższą chwilę siedziałam z nim w garażu gdy np spawał drzwi do lasu  (tata był typem majsterkowicza i zazwyczaj gdy pytałam co aktualnie robi to odpowiadał, że drzwi do lasu) i uczył mnie wtedy jakie są klucze albo piosenek typu "Jedzie Janek jedzie mija mój domeczek czy ci się nie widzi u mnie porządeczek...". Co do piosenek to jest jeszcze jedna która zawsze będzie mi się z nim kojarzyć - "Wielka Miłość" Seweryna Krajewskiego. Tata zawsze mówił, że to jego "piosenka do trumny"... i choć nie była zagrana na pogrzebie to zawsze gdy ją słyszę, myślę o nim. Tak, tak, mój tata zmarł 5 lat temu... Mimo, że miał pewne swoje wady to ciężko było się z tym pogodzić... Zresztą, nie ma co ukrywać, że niby czas leci dalej, człowiek żyje ale... nie raz i nie dwa łzę uronił i tęsknotę poczuł.
A jak z Tatą Dusi sprawy się mają? Hmmm... Ona ma 9 lat a Grzesiek jest z nami od 5 (paradoksalnie, pierwszy raz realnie spotkaliśmy się w dniu śmierci mojego Taty). Także ten tego, wywnioskować szybko możecie, że nie jest Jej biologicznym ojcem. Ale czy to takie istotne? Oczywiście, że nie. Bo można nie być dawcą plemnika a prawdziwym Tatą tak.Wprawdzie praca (wcześniej kierowca a teraz spedytor) mocno ogranicza czas spędzany razem i do tego Dusia jest typową Córusią mamusi to jednak niewątpliwie łączy ich silna więź. Dlatego bez większych namów zrobiła na szybciutko (przed kolejną procesją) mały, symboliczny prezencik.
Złoty medal (niby mówiła, że srebrny się należy ale jednak pojawiło się 1 miejsce).

Wykonanie medalu było mega proste.
Wystarczyło wyciąć kółko z tekturki oraz jeszcze 2 tej samej wielkości z żółtego kartonu...