poniedziałek, 11 września 2017

Nie do jedzenia lecz do zniszczenia

To, że na rynku dostępne są książki, które należy zniszczyć zamiast przeczytać wcale nie jest dla mnie niczym nowym i szokującym. Kupiłam bowiem kiedyś Dusi "Zniszcz ten dziennik". Wiem, że niektórzy bardzo sceptycznie podchodzą do tematu, no bo jak to tak... książki przecież trzeba szanować itd. Osobiście mam takie samo zdanie ale biorę poprawkę na to, że w takich przypadkach są to pozycje z kategorii " z zadaniami". Ok, inna sprawa, pisać coś, uzupełniać a inna wyrywać kartki czy robić w nich np dziury. Dlatego tego typu książki nie każdemu przypadną do gustu a aby się w nią wyposażyć i pozwolić dziecku działać trzeba troszkę "wyluzować".

W wakacje w nasze ręce wpadła kolejna pozycja z gatunku tych do zniszczenia. Tym razem nosiła tytuł "Nie jedz tej książki" (autorzy Davida Sindena i Nikalasa Catlow) a wyfrunęła ona spod skrzydeł Wydawnictwa Jupi.


Jak widzicie okładka prezentuje się dynamicznie i kolorowo ale w środku znajduje się tylko czerń i biel. Oczywiście jest to celowe, ponieważ ubarwieniem stron musi zająć się właściciel... Będzie musiał zrobić to na wiele sposobów a czasem jakąś kartkę zmasakrować ;).

Odrazu rzetelnie uprzedzam, że mniej więcej połowa zadań jest dość dziwna, niekiedy lekko "ohydna" czy też ciut kontrowersyjna. Czasem chwile zastanawiałam się czy aby na pewno chce aby Dusia np udawała, że książka ją atakuje albo krzyczała "Kto ma czystą bieliznę, ręka do góry" ale na szczęście póki co takich poleceń nie ma ochoty wykonywać ;). Dziwne wydaje się też dezynfekowanie, nakładanie błotnej maseczki, rysowanie kupy potwora, malowanie ketchupem czy nosem, kolekcjonowanie okruchów albo jeżdżenie po stronach rowerem. Jednak w takich przypadka potrzebny jest wspomniany prze zemnie wcześniej luz. Poprostu należy czasem przymrużyć oko, to i owo potraktować za wygłupy i generalnie schować do kieszeni swe uprzedzenia ;).A jak już to zrobicie to nieco inaczej spojrzycie na tego typu wymysły i może nawet razem z Dzieckiem fajnie będziecie się bawić? :). Ja bynajmniej, mimo skrzywień w pewnych momentach nie raz się uśmiałam i np wspólnie z Dusią strzelałam gumkami albo wybierałam "Czy wolałabym mieć uszy z sera czy zawsze cuchnąć cebulą?"

 

Co by Was jednak lekko uspokoić napiszę, że druga połowa zadań jest już całkiem inna. Przy nich Dziecko będzie miało okazje podziałać kreatywnie, rozbudzić swą wyobraźnię, pobawić się zmysłami i generalnie bardziej twórczo podejść do tematu ;). Choć oczywiście tu też trafiają się "kwiatki" choć już nie tak kontrowersyjne. Tak czy siak napewno przydadzą się kredki, mazaki, farby, nożyczki i klej.
Więc jakie są jeszcze polecenia? Np należy zapaskować stronę, zaprojektować koszulkę czy tatuaż, zrobić wachlarz albo puzzle, narysować kilka swych portretów (jak byś wyglądał jako kwiatek, za 100 lat itp), namalować deszcz meteorytów.


Oprócz podstawowych rzeczy trzeba też czasem skorzystać z nieco innych materiałów przy bardziej oryginalnych poleceniach. Nastawcie się więc na to, że Dziecko będzie biegać po domu w poszukiwaniu kodów kreskowych albo starych gazet z który kilkukrotnie nakazane jest coś powycinać. 


Dzieje się w tej książce baaardzo dużo... bo oczywiście pokazane i wypisane prze ze mnie polecenia to tylko mała część. Dusia spędziła przy niej trochę czasu w wakacje i mimo to zostało jej jeszcze sporo do zrobienia na deszczowe, szare, jesienne popołudnia.

Zdecydowanie jest to pomysłowa, niebanalna pozycja i mimo, że nie każde zadanie przypadło mi do gustu to stwierdzić mogę zupełnie szczerze - nie zaszkodzi mieć ją w domu. Napewno sprawdzi się jako sposób na nudę, odpoczynek po szkolnej nauce czy odciągacz od ekranów. Jest to przede wszystkim fajna zabawa i duża dawka kreatywnego tworzenia. Oprócz tego przy niektórych zadania Dziecko zostaje również "wyciągnięte" na dwór a i nawet może poćwiczyć język przy powtarzaniu zdań typu "Pchła pchłę pchała, pchła płakała".
Nie wiem wprawdzie dla jakiego wieku konkretnie dedykowana jest ta książka ale tak po Dusi, mej własnej opinii i całokształcie myślę, że 7-11 lat to dobry przedział. Oczywiście część zadań spokojnie zrobią i młodsze Pociechy a natomiast inne spodobają się nastolatkom ale wypośrodkowałam to.

Za egzemplarz "Nie jedz tej książki" dziękujemy bardzo Wydawnictwu Galeria Książki a jeśli nie widzieliście recenzji nieco innej pozycji do zniszczenia to zerknijcie TUTAJ. Oj Artek jest poprostu czadowy i w sekrecie powiem Wam, że podobał się nam nawet ciut bardziej ;)

11 komentarzy:

  1. Możliwość bazgrania po ksiażce, klejenia w niej? Niby fajnie, ale kurcze...moja córka tak kocha książki, że nie wiem czy umiałaby w niej podziałać :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klejenie i bazgranie to i tak nie najgorsze co trzeba zrobić ;-)

      Usuń
  2. Smarować keczupem po książce? Ciekawa perspektywa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem, co o tym myśleć, ale jestem pewna, że mojemu synowi by się spodobało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dusia też bardziej entuzjastycznie do zadań podchodzi bo ja przy niektórych miałam pewne ale ;-)

      Usuń
  4. Dziwny pomysł ale z humorem i kreatywnie, a to zawsze jest na plus.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja miłość do książek nie pozwala na takie zabawy. Do tego jest makulatura lub płyta chodnika. Moje powieści są jak nowe, często z dedykacją od autora. Nie chciałabym uczyć syna takiego postępowania z jakakolwiek książką, nawet specjalnie do tego przeznaczoną. W jego głowie musi zawsze wyświetlać się komunikat książka = szacunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno ja jak i Dusia również szanujemy książki a to że pobawi się taką pozycją ani trochę tego nie zmienia :-) a na betonie czy innych materiałach również wyżywamy się artystycznie ;-)

      Usuń
  6. Przyznam, że nie jestem za takimi zabawami z książkami, obawiam się, czy nie przełoży się to na tradycyjne lektury. Kolorowanie, malowanie, szkicowanie, wypełnianie szlaczków, literek, cyferek, jak najbardziej tak, ale inne "niszczące" działalności niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś mnie też nie przekonują takie lekturyn jak najbardziej jestem jednak za krratywnymi zabawami dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń