Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpisy mojej Siostry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpisy mojej Siostry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2020

Rodzicielstwo w czasach pandemii

Któregoś popołudnia zajrzałam na ten blog i okazało się, że ostatni wpis mojego autorstwa został tu opublikowany tuż po urodzeniu mojej córki, czyli ponad rok temu! Spontanicznie siadam więc do komputera i piszę do Was o tym, jak sobie radzę z byciem mamą w tych trudnych czasach pandemii.
                                   
Zacznę od tego, że gdy moje młodsze dziecko skończyło rok, a tym samym dobiegł końca mój urlop macierzyński, podjęłam decyzję o pozostaniu z dziećmi w domu. Długo analizowałam plusy i minusy różnych wariantów, ale ostatecznie złe doświadczenia ze żłobkiem starszaka przeważyły szalę. Największym plusem podjętej decyzji było to, że kiedy jestem w domu, mój starszak nie musi chodzić do przedszkola. Od tej pory przedszkole stało się przywilejem, a nie obowiązkiem. Kiedy mieliśmy ochotę zostać w domu, zgłaszałam wychowawczyni wagary i po sprawie. Wychodzę z założenia, że jeszcze zdąży nachodzić się do szkoły, a skoro teraz chce być ze mną, to ja pragnę mu to dać. Zostałam więc w domu na bliżej nieokreśloną przyszłość, nie mając pojęcia, co ta przyszłość wkrótce przyniesie…

Kiedy ogłoszono zamknięcie placówek edukacyjnych w naszej gminie, a zaraz potem w całym kraju, poczułam ulgę. Teraz mogliśmy wagarować na legalu! Mieszkamy na wsi, posiadamy własne podwórko, możemy wybrać się na spacer do dwóch ulubionych kolegów syna – czego chcieć więcej? Musiałam szybko przeorganizować plan dnia, bo zazwyczaj gotowałam i sprzątałam podczas drzemki młodszej córki, a teraz te drzemki postanowiłam wykorzystać na edukację starszaka. Nasze przedszkole codziennie wysyła scenariusze zajęć i staramy się przynajmniej częściowo je realizować, ale działamy też we własnym zakresie, zagłębiając się w matematykę, czytanie sylabowe czy eksperymenty. Zaczęliśmy więcej tworzyć, więc szybko musiałam uzupełnić zapasy materiałów plastycznych. Grafomotoryka syna poprawiała się z tygodnia na tydzień, okazało się bowiem, że w pracy domowej jest on o wiele bardziej skupiony niż w przedszkolnym gwarze.

Wiem, że wiele osób mieszkających w miastach boryka się z brakiem możliwości aktywności ruchowych, a przynajmniej ich ograniczeniem. Codziennie dziękuję Bogu za mieszkanie na wsi w otoczeniu lasów, łąk i pól. Kiedy tylko pogoda dopisuje, wychodzimy na rowery i spacery. Mamy znacznie więcej czasu na uważne obserwowanie przyrody. Często usypiam córkę w wózku na świeżym powietrzu, a w tym czasie, siedząc ze starszakiem na huśtawce, czytamy książki lub wypełniamy jakieś karty pracy. Nie licząc kilku wyjątkowo deszczowych dni, kiedy rzeczywiście siedzieliśmy zamknięci w domu, zdecydowaną większość czasu spędzamy na dworze.

niedziela, 20 stycznia 2019

"Dziecko z baśni"



Ta książka trafiła do mnie zupełnie przypadkowo, kiedy facebook wyświetlił mi w proponowanych stronach fanpage Wydawnictwa Lucky, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Jako miłośniczka książka weszłam na tę stronę, a tam rzucił mi się w oczy post z propozycją zrecenzowania jednej z ich książek. Zgłosiłam się, książkę dostałam i kilka dni temu połknęłam ją w całości podczas leniwego poranka w łóżku (ach te wspaniałe przywileje ciężarnej kobiety ;-) ).

Przyznam szczerze, że pierwszy raz recenzuję Wam książkę dla dzieci, której nie przeczytałam mojemu synkowi. Franek ma obecnie ponad 3 lata, a „Dziecko z baśni” Marty Wiktorii Trojanowskiej jest przeznaczone dla sporo starszych dzieci. W zależności od indywidualnej wrażliwości dziecka stawiałabym na kategorię wiekową 7+.

Główna bohaterka książki, Anetka, jest zwykłą dziewczynką chodzącą do szkoły, której dyrektorem jest jej tata. Wokół Anetki pojawiają się bardzo ciekawe postaci: wiecznie narzekająca szkolna sekretarka Łata, kujonica Renata dźwigająca najcięższy plecak, zarozumiała sportsmenka Gonia, wścibski pan Pietruszka będący sąsiadem babci Tereski.

czwartek, 22 listopada 2018

MILOWE

Cześć,
dawno się nie słyszeliśmy, prawda? Minęło już sporo czasu od mojej ostatniej recenzji. Proszę jednak o zrozumienie, bowiem nasze życie zmienia się po raz drugi – za kilka tygodni nasza rodzina przywita na świecie Mariankę, a Franek dojrzewa do roli starszego brata. :-)

Chciałam Wam dzisiaj napisać o czymś wyjątkowym. O czymś, do czego byłam przekonana na długo przed tym, jak trafiło to w moje ręce. O czymś, czego recenzję miałam gotową w głowie już po kilku minutach dotykania i oglądania. Nie ustaję w zachwycie i tym bardziej jest mi głupio, że ten wpis pojawia się z kilkumiesięcznym opóźnieniem, ale może to wcale nie jest taki zły termin – zbliżają się mikołajki i gwiazdka, więc jeśli ktoś szuka inspiracji na wyjątkowy upominek, to służę recenzją.


„To sposób na wspólne spędzanie wolnego czasu, budowanie rodzinnych relacji, rozwijanie u dzieci poczucia własnej wartości, uwalnianie inteligencji i kreatywności, rozwijanie kompetencji społecznych i emocjonalnych” - tak o MILOWYCH Kartach Rozwojowych dla dzieci piszą ich twórczynie. Czym są MILOWE? Jest to kompletna, gotowa do zastosowania metoda, na którą składają się:
-        42 karty z przepięknymi obrazkami (są to skany obrazów ręcznie malowanych suchymi pastelami, nie jest to grafika komputerowa!) + 3 puste karty do swobodnego wykorzystania,
-        poradniki dla rodziców i specjalistów wyjaśniające ideę metody oraz proponujące różnorodne gry i zabawy z wykorzystaniem kart,
-        warsztaty dla dzieci i rodziców oraz warsztaty i szkolenia dla specjalistów.

wtorek, 20 lutego 2018

Gry planszowe dla maluchów cz.1

Jedną z zalet posiadania dziecka jest to, że można z nim... pograć w planszówki. Kto wychował się na planszówkach, ten wie o czym mówię. A kto lubi pograć planszówki w dorosłym życiu - ten rozumie jeszcze lepiej. ;-) Ale w co grać z maluchem, który nie odróżnia jeszcze ilości oczek na kostce? Jak wkręcić dziecko w świat gier, aby nie zniechęciło się skomplikowanymi zasadami lub zbyt długą rozgrywką? Pokażę Wam, co sprawdziło się u nas. Zacznę od typowych gier (niekoniecznie stricte planszowych), a w kolejnych wpisach opowiem o grach zręcznościowych oraz edukacyjnych. Wszystko przetestowaliśmy na sobie, więc możemy polecać. :-)

- domino, memory, loteryjki


Te trzy typy gier są świetne na początek. My w loteryjki próbowaliśmy grać, gdy syn miał 1,5 roku. Banalne zasady, niskie ceny, wiele rodzajów do wyboru (można wybrać grę z ulubionym motywem dziecka). Można je wykorzystać na mnóstwo sposobów. Ćwiczą pamięć i spostrzegawczość, pomagają w nauce rozpoznawania zwierząt i pór roku (w przypadku naszych wariantów). Rozgrywka jest stosunkowo krótka, nawet mały gracz nie zdąży się znudzić. Można stopniować trudność, np. w memory za każdym razem wyciągamy więcej par do odnalezienia.

niedziela, 4 lutego 2018

Aktywne czytanie z dzieckiem

Cześć. Należę na fb do kilku ciekawych grup, z których czerpię wiele inspiracji oraz wiedzy. Jedną z nich jest grupa "Aktywne Czytanie - Książki dla dzieci". Prowadzi ją Anna Jankowska - pedagog, blogerka, ale również autorka książek dla rodziców. Zupełnie niedawno pojawiła się na rynku wydawniczym nowa książka dla dzieci jej autorstwa pt. "Ojej! Zmalowane". Chciałabym ją Wam dzisiaj zaprezentować.



Ta niepozorna pod względem gabarytów książka jest wspaniałym komiksem dla najmłodszych czytelników, której bohaterem jest żółty kot Czaruś. Zgadnijcie, kto pracował nad ilustracjami? Uwielbiany przez nas Adam Święcki, którego znamy z innych komiksów dla dzieci. Takie nazwisko gwarantuje, że historia stworzona przez autorkę będzie nie tylko interesująca, ale i wspaniale zobrazowana.

Czaruś jest bardzo rezolutnym kotkiem, który pod nieobecność swojej opiekunki Loli postanawia skorzystać z leżących w pokoju farb. Nie ma jednak pomysłu na żadne konkretne dzieło, tworzy więc abstrakcję, w której dostrzega las. Chciałby się pochwalić swoim dziełem przed przyjaciółką - lalką Zośką, więc woła ją i zachęca do podziwiania obrazu. I tu zaczynają się schody - Zośka nie widzi lasu. Zośka widzi wesołe miasteczko. Jak to możliwe?! Szybko wołają miśka Ryśka, aby rozwiązał ten problem. Czy się udało? Nie opowiem Wam więcej, przeczytajcie. :-)

sobota, 27 stycznia 2018

Świat malucha według Kapitana Nauki

Dzień dobry,
Przychodzę dziś do Was z recenzją fantastycznego produktu, który polubiliśmy od pierwszego wejrzenia. To, że uwielbiamy zabawy z Kapitanem Nauką, wiecie już od dawna. Na pewno i wśród Was jest wielu jego fanów. Dziś chciałabym Was zachęcić do przyjrzenia się dwóm zestawom z serii Świat Malucha - Emocje oraz Zwierzęta.


Każdy z tych zestawów zapakowany jest w estetyczne pudełeczko ze sznurkową rączką (czy Wasze maluchy też uwielbiają nosić wszelakie torebki i walizeczki?). W środku znajdziemy 16-stronicową książeczkę z zadaniami (łamigłówki, kolorowanki itd.), 15 kart obrazkowych oraz zestaw ponad 200 zagadek obrazkowych. Świat Malucha skierowany jest do dzieci w wieku 2-3 lata - mój niespełna 2,5-letni syn doskonale sobie z nimi radzi.

Z kartami obrazkowymi mamy do czynienia już od dawna - kiedy syn miał około roku, kupiliśmy mu kilka pierwszych zestawów od Kapitana. Uwielbiał i nadal uwielbia bawić się nimi. Te ze zwierzętami wykorzystujemy na kilka sposobów:
- rozkładam wszystkie karty i wymieniam nazwę jednego zwierzątka, a syn musi szybko je odnaleźć (on kocha wszelkie wyszukiwanki ćwiczące spostrzegawczość),
- naśladujemy odgłosy przedstawionych zwierząt, próbujemy poruszać się tak jak one,
- zastanawiamy się, gdzie mieszkają te zwierzęta i czym się żywią,
- wybieramy jedną kartę przedstawiającą jakiegoś zwierzaka i szukamy go w ulubionych książkach, opisując różnice między nimi.

piątek, 12 stycznia 2018

Co w 2018 roku czyta mój 2,5-latek?

Noworoczne dzień dobry!

Dawno się nie słyszeliśmy, prawda? Koniec roku to okres, kiedy skupiam się na przygotowaniach do świąt – i wcale nie mam na myśli tylko sprzątania, planowania menu i kupowania prezentów. To czas, kiedy próbuję zwolnić, zamknąć zaległe sprawy, nacieszyć się rodziną. W tym roku znów udało się zrealizować wszystkie te plany, więc w nowy rok wkroczyłam z nową energią, a dziś przychodzę do Was z nowym wpisem.
Chciałabym Wam opowiedzieć o tym, co obecnie najbardziej lubi czytać mój prawie 2,5-letni syn. Jestem szczęśliwa, że pokochał książki. Uwielbiam ten moment, kiedy niespodziewanie woła: „mama, baja!” – i wcale nie ma na myśli kreskówki z telewizji. ;-) Ale do brzegu!

Seria o Kastorze – autor: Lars Klinting
To nasze biblioteczne odkrycie, coś fantastycznego. Niech nie zwiodą Was duże ilustracje i mała ilość tekstów. W tych kilku wersach kryje się mnóstwo wiedzy dla małego człowieka! Z ulubionej części mojego syna „Kastor piecze” dowiadujemy się, czego potrzeba do upieczenia babki, jak ją wykonać krok po kroku, a na końcu książki znajdziemy recepturę na to przepyszne ciasto. Ja przy okazji tej książki omawiam z synem tematykę urodzin: opowiadamy sobie, że kiedy ktoś ma urodziny to idziemy do niego z życzeniami i prezentem, śpiewamy sto lat, a kiedy sami dostajemy prezent – to dziękujemy i zapraszamy gości na kawę. ;-)

W serii znajdziecie: Kastor piecze, Kastor majsterkuje, Kastor uprawia fasolkę, Kastor naprawia rower, Kastor szyje.

wtorek, 10 października 2017

Domowe zabawy plastyczne z 2 latkiem

Dużo Wam opowiadam o książkach, trochę o grach i puzzlach, a dzisiaj chciałabym się skupić na sztukach plastycznych. Brzmi poważnie i górnolotnie, a tak naprawdę różne badania wskazują na to, że nawet już maleńkie dzieci mają zmysł artystyczny i są zdolne do twórczości. Dlaczego Wam o tym piszę?

Często jesteśmy tak zabiegani, że nie mamy czasu na pewne zabawy z dzieckiem. Zazwyczaj nie mamy czasu na te zabawy, które wymagają przygotowań i po których trzeba posprzątać. Brzmi znajomo? Mimo wszystko warto wygospodarować trochę czasu, przestrzeni i rodzicielskiej cierpliwości, aby zaangażować dziecko w zupełnie nowe doznania.

Mój syn pierwszy raz dostał farby jeszcze przed ukończeniem pierwszego roku życia. Rozebrałam go do pieluchy, posadziłam na rozłożonym na podłodze dużym arkuszu szarego papieru i dałam mu farby do malowania palcami. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ mój maluch nie lubił się brudzić, denerwowały go ręce brudne od jedzenia albo od piasku. Natomiast kiedy zobaczył kolorowe kubełki pełne farby, z radością zaczął malować… swoje ciało. :) Bardzo go to otworzyło na inne doznania dotykowe. Nie jest łatwo znaleźć farby dla dzieci w wieku 1+. Można je zrobić samemu, np. z jogurtu i naturalnych barwników (sok z buraka, kurkuma itd.) i to pewnie byłoby najbardziej ekologiczne rozwiązanie. Ja jednak skorzystałam z farb do malowania palcami firmy Bambino, które co prawda znajdują się w kategorii wiekowej 3+, ale uznałam, że pod czujnym okiem rodzica będą bezpieczne. Ich dużą zaletą jest to, że są naprawdę łatwo spieralne, więc zarówno dziecko, jak i moje ubrania (a co, przecież ja też chciałam tworzyć!) udało się bezproblemowo doczyścić.


piątek, 4 sierpnia 2017

Puzzle Układam i opowiadam - Łódeczki

Dotarła do nas niedawno cudowna niespodzianka od Kapitana Nauki - zupełnie jakby czytał mi w myślach, bo właśnie ten produkt zamierzałam niedługo kupić mojemu dwulatkowi. :). Mam na myśli puzzle z serii "Układam i opowiadam" - ŁÓDECZKI.

 
Dlaczego chciałam kupić właśnie te puzzle? Mój synek nie ogarnia jeszcze wieloelementowych puzzli, a te dwuelementowe nie są już dla niego żadnym wyzwaniem. Pomyślałam więc, że puzzle złożone z większej ilości elementów, ale układane w bardzo prosty liniowy sposób, zainteresują go na dłużej. I nie myliłam się!

środa, 17 maja 2017

Na dobranoc

Czołem! Dziś chciałabym Wam pokazać naszą małą kolekcję książek-usypianek. Mam tu myśli książki, które pomagają budować rytuał snu, wyciszają dziecko i/lub rozwiązują jakieś nocne problemy. Większość z tych książek trafiła do nas przypadkiem, dopiero niedawno zauważyłam, że ta część biblioteczki szybko się nam rozrasta. Uczciwie dodam, że w naszym przypadku tylko jedna z nich naprawdę się sprawdza – która? Zapraszam do lektury. :)


„Kołysanki – utulanki” – Magda Umer, Grzegorz Turnau
To bardzo popularna książka, kupowałam ją w prezencie dla znajomych, którym rodziły się dzieci, a w końcu i w naszej biblioteczce zawitała, gdy okazało się, że jestem w ciąży. Ta książka to zbiór wspaniale ilustrowanych najpopularniejszych polskich kołysanek. Można je śpiewać bądź recytować, na co tylko możliwości wokalne pozwalają. Można zagrać każdy z utworów, bo książka zawiera ich zapisy nutowe. Jeśli całkowicie komuś brak talentu – można włączyć płytę z nagraniami wszystkich kołysanek. Wspaniałe, wyciszające, znane nam z dzieciństwa piosenki, które doskonale wyciszają. Uwielbiam i polecam!

środa, 3 maja 2017

Pan Elegant Lis

„Pan Elegant Lis” to kolejna niespodzianka od Wydawnictwa TADAM, która niezapowiedzianie trafiła w nasze ręce. Jest to trzeci komiks dla najmłodszych z serii „Trochę hałasu z głębi lasu”, w której znajdziecie również „Panią Detektyw Sowę” (tej części nie znamy, musimy ją w końcu kupić) oraz „Pana Łasucha Misia” (o którym pisałam Wam tutaj).


Adam Święcki, który stworzył tę serię komiksów, kolejny raz zaskakuje i bawi. Tym razem stworzył dla czytelników postać Lisa Eleganta, który stawia sobie za cel zadbać o wizerunek swoich leśnych przyjaciół. Jako wielki artysta i wybitny znawca mody proponuje Wiewiórce fantastyczny pióropusz, a Misiowi - ostatni krzyk mody, czyli parasolkę z piór.

Nagle Lis spotyka w lesie… Pingwina! Co robi Pingwin w lesie? Jak pomóc mu wrócić do domu? Czy Elegancki Lis wymyśli jakiś sposób na ratunek nowego znajomego, czy też piórka całkiem uderzyły mu do głowy? Musicie przeczytać sami, a ja gwarantuję Wam, że gdy tylko dobrniecie do ostatniej strony, uśmiejecie się do łez!

czwartek, 13 kwietnia 2017

Loteryjka Zwierzęta

W moim rodzinnym domu grało się w karty i planszówki. Uwielbiałam to jako dziecko, uwielbiam jako dorosła kobieta. Chyba nie muszę mówić, że moim hobby chciałabym też zarazić mojego syna? Nie powinno być to trudne, bo małżonek mój również lubi spędzać czas w ten sposób, więc czym skorupka za młodu nasiąknie… ;-)

Franek ma dopiero 19 miesięcy, ale niedawno kupiłam dla niego pierwszą grę typu memory, która od razu stała się u nas hitem, choć gramy jeszcze na uproszczonych zasadach. Potem zaplanowałam zakup gry typu lotto, ale Kapitan Nauka mnie uprzedził i przysłał nam do recenzji swoją najnowszą wersję gry „Loteryjka. Zwierzęta 2+”. Hura!


„Loteryjka” składa się z 6 plansz i 36 żetonów wykonanych z dobrej jakości grubej tektury, zapakowanych w estetyczne i wygodne w transporcie pudełko. Na każdej planszy przedstawiono po 6 zwierząt. Plansze są podzielone tematycznie, spotykamy więc zwierzęta leśne, wiejskie, domowe, łąkowe, afrykańskie i arktyczne. Każdy z graczy otrzymuje po jednej planszy, a jego zadaniem jest jak najszybsze zebranie żetonów odpowiadających rysunkom z jego planszy. Jak zebrać żetony? W dołączonej do gry instrukcji podano cztery warianty rozgrywki, przeznaczonych zarówno dla początkujących graczy pełzaczy, jak i zaawansowanych graczy rozrabiaczy.

środa, 29 marca 2017

Bajka trochę naukowa

W miniony weekend na poznańskich Targach Książki dla Dzieci miałam okazję przeglądać książki m.in. Wydawnictwa TADAM. Zamieniłam kilka słów z obecnymi tam przedstawicielami wydawnictwa, którzy zachęcali mnie do zakupu książek, na co ja z szelmowskim uśmiechem odpowiedziałam, że większość już posiadam. ;-) Ba, posiadam od dawna już nawet tę książkę, o której chcę Wam dzisiaj napisać, a której premiera miała miejsce 15 marca tego roku.

„Marcelinka rusza w kosmos. Bajka trochę naukowa”


Ta książka autorstwa Janusza Leona Wiśniewskiego przeznaczona jest dla dzieci znacznie starszych niż mój syn – w mojej opinii będzie odpowiednia dla kategorii wiekowej 7+. Przyznam, że przeczytałam ją z wielką przyjemnością i dałam się wkręcić fabule, mimo, że nie jestem docelowym czytelnikiem. Poczułam nieco klimat „Małego Księcia”, którego uwielbiam (i do którego nawiązania pojawiają się w „Marcelince”), ale przede wszystkim dałam się ponieść fali rozważań, które swoimi niesamowitymi dziecięcymi pytaniami zainicjowała Marcelinka. Kim jest ta dziewczynka?

piątek, 10 marca 2017

Tadam – i znowu zaskoczenie!

Na pewno wiecie jak to jest, kiedy człowieka dopada niefart i zaczyna mu się wydawać, że świat się na niego uwziął. Otóż ostatnio też miałam takie dni. Albo wręcz tygodnie. Jak już udało mi się popchnąć do przodu jakąś zawaloną sprawę, to na jej miejsce pojawiały się dwie kolejne. Znacie to…

I tak któregoś poniedziałku, który był dniem żywcem wyjętym z filmu „Nie lubię poniedziałków”, przyjechał do mnie kurier. Niczego nie zamawiałam, więc niczego się nie spodziewałam. Szybko otworzyłam paczkę, a tam… kolejna niespodzianka od Wydawnictwa TADAM! Chyba nie muszę mówić, jak bardzo poprawiło mi to nastrój? J Nie będę przedłużać i od razu Wam opowiem, co takiego znajdowało się w paczce.

„Smoczek Loczek na ratunek księżniczce” i „Smoczek Loczek bardzo straszna czkawka”


Te dwa tytuły to wspaniałe komiksy dla najmłodszych autorstwa Macieja Jasińskiego i Piotra Nowackiego. Muszę przyznać, że Smoczek Loczek to nasz domowy bohater. Od kiedy przeczytaliśmy o tym, że Smoczek Loczek dostał strasznej czkawki, bo nie posłuchał mamy, która zakazała mu skakać po jedzeniu, mój synek zawzięcie pokazuje palcem „nu nu”, kiedy robi coś zakazanego. Kiedy pytam „Franiu, nie wchodź na stół. Pamiętasz, co mówiła mama Smoczka Loczka?”, to synek z poważną miną demonstruje „nu nu”. Ubaw po pachy!

piątek, 24 lutego 2017

Mała planeta mojego synka – Trefl, seria Little Planet

Dzień dobry! Jak się czujecie po Tłustym Czwartku? Przyznajcie się, ile pączków zjedliście? Ja się nie przyznam… Powiem tylko, że wieczorem odbyłam wyjątkowo intensywny trening na orbitreku. ;-)

Do tej pory pisałam Wam o książkach, a dzisiaj będzie o zabawkach. Wszak nie samymi książkami człowiek żyje (choć z ręką na sercu przyznam, że u nas jednak przeważa czas spędzony nad książkami). Czy Wasze dzieci również mają tak, że potrzebują czasu na oswojenie się z nową zabawką? U nas prawie każda nowość musi swoje odleżeć, zanim wzbudzi zainteresowanie synka. Ale tym razem było zupełnie inaczej – ta seria od razu przyciągnęła uwagę mojego dziecka!

Trefl wypuścił na rynek wspaniałą serię Little Planet. Poznałam ją, kiedy moja przyjaciółka podarowała Frankowi na jego pierwsze urodziny fantastyczne pudełka Baby Cubes „Na Wsi”. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Ciągle i ciągle musiałam układać wieżę z tych pudełek (a wieża ma aż 86 cm wysokości, czyli była wyższa niż Franek na tym etapie, co było dla niego podwójnie fascynujące), a synek chodził dookoła niej, nazywał zwierzęta wydając odpowiednie odgłosy, na końcu robiąc spektakularne „baaam!”. Nie musiałam obawiać się, że zrobi sobie krzywdę, bo pudełka są wykonane z kartonu, przez co są lekkie. Zapewniam jednak, że są bardzo trwałe, bo Franek próbował po nich chodzić. ;-)


Później pudełka posłużyły za bębenki, okazało się bowiem, że możemy na nich wygrywać rytm do śpiewanych przeze mnie piosenek. Muzykowaliśmy więc sobie rodzinnie, bo pudełek w zestawie jest aż 10. Do czego jeszcze wykorzystujemy pudełka? Poza standardowym budowaniem wieży, pudełka służą też za tymczasowe garaże dla autek, a czasem stają się skrytką na jakieś skarby. Natomiast oryginalny karton, w który zabawka była zapakowana, wykorzystujemy do przechowywania różnych kart obrazkowych. Zabawka jest przeznaczona dla dzieci w wieku 1+ i uważam, że faktycznie dla tej grupy wiekowej sprawdzi się najlepiej.

czwartek, 2 lutego 2017

Komiksy dla maluchów – luka na rynku czytelniczym wypełniona!

Jak już dobrze wiecie, jestem molem książkowym i moją miłością do książek próbuję zarazić również mojego niespełna półtorarocznego synka. Z wielką pasją więc czytam o książkach dla dzieci, kupuję je, a potem długo testuję wraz z moim małym czytelnikiem, aby na końcu o naszych ulubionych pozycjach Wam opowiedzieć. Posiadamy półkę pełną prozy, drugą wypełnioną wierszami, kolejna z kartonówkami, jeszcze jedna z książkami obrazkowymi. Czegoś mi tam brakowało. No jasne, komiksów! Czemu nikt nie wpadł na pomysł, żeby stworzyć komiksy dla najmłodszych czytelników?

A jednak ktoś wyprzedził moje myśli i wydał na rynek dokładnie to, czego poszukiwałam.
Wydawnictwo TADAM zaskoczyło mnie swoją ofertą komiksów dla czytelników z kategorii
wiekowej 1+. W tej chwili w księgarniach znajdziecie po dwa tytuły z trzech różnych serii, co
daje w sumie sześć fantastycznych pozycji!


Dzięki uprzejmości Wydawnictwa TADAM w nasze ręce trafiły dwa tytuły: „Mały, Duży i czary” Agaty Matraś oraz „Pan Łasuch Miś” Adama Świeckiego. Wierzcie lub nie, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia, a dokładnie od momentu rozerwania koperty dostarczonej przez kuriera.


Co sprawiło, że zakochaliśmy się w tych komiksach?

piątek, 6 stycznia 2017

Nasze ulubione małe kartonówki

Franko posiada w swojej biblioteczce całkiem pokaźną kolekcję kartonówek. Sporo z nich otrzymał w prezencie, a wiele kupiłam sama w odpowiedzi na potrzeby małych rączek niewprawnych w przewracaniu zwykłych miękkich stron. Dzisiaj szybki przegląd jego ulubionych małych kartonówek, które obecnie święcą tryumfy na liście czytelniczej mojego synka.


Seria "Mały chłopiec" - prawdę mówiąc nie jestem fanką tych książeczek i z lekkim rozczarowaniem musiałam przyjąć do wiadomości, że mój synek je uwielbia. Nie wiem, co on w nich widzi, bo i tekst trochę marny, i ilustracje pozostawiają sporo do życzenia. A jednak Franko codziennie z niesłabnącym zainteresowaniem ogląda te książeczki i przynosi je do przeczytania. Pozostaje mi więc cieszyć się z jego zamiłowania i uzupełniać niewielką jak dotąd kolekcję.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Coraz bliżej Święta...

Jak do tej pory pokazywałam Wam małe co nieco, świątecznego robionego prze zemnie wspólnie z Dusią :) Może nie są to jakieś cuda ale staramy się :P Coś tam jeszcze mam do zaprezentowania i myślę, że wyrobię się do świąt ;) ale póki co będziecie mogli zobaczyć piękne ozdoby przygotowane przez moją Siostrę... wprawdzie Ona twierdzi, że to nic takiego, takie tam zwykłości robione na szybko z tego co było pod ręką jednak ja uważam inaczej :).
No a teraz nie przedłużam i oddaje głos Ani :)


Kochani, czujecie już w powietrzu Święta? Adwent i Boże Narodzenie to mój ulubiony okres w roku, na który zawsze wyczekuję z tak samo dużą radością. Niby mam już prawie 30 lat, stałą pracę i kredyt na głowie, ale w kwestii Świąt ciągle jestem jak dziecko – podekscytowana, niecierpliwa, ciesząca się z drobiazgów. A odkąd sama mam dziecko, to ten wspaniały zimowy czas jest dla mnie jeszcze większą radością.

W tym roku kolejny raz udało mi się zakończyć przedświąteczne obowiązki jeszcze w listopadzie, dzięki czemu Adwent upływał nam w atmosferze duchowych przygotowań. Nie zapomniałam jednak o dekoracjach domu. Uważam, że na ważne wydarzenia należy się dobrze przygotować, więc i nowo narodzonego Jezusa staram się podjąć godnie w każdym aspekcie. W myśl tej idei przygotowałam w tym roku kilka dekoracji.


Dekoracje z mchu – wianek oraz kula. Styropianowe formy o odpowiednich kształtach
pokryłam mchem przyniesionym z ogródka, który mocowałam za pomocą ciemnozielonej
nici. Delikatne dodatki wystarczyły.

czwartek, 1 grudnia 2016

Franko uczy się mówić – czyli o dźwiękonaśladowczych zabawach

Gdzieś w okolicach roczku mój synek zaczął interesować się dźwiękami. A konkretnie – wyrazami dźwiękonaśladowczymi. Zdaje się, że jest to jeden z pierwszych etapów nauki mówienia. Z wielką radością zaczął obserwować, jak rodzice wygłupiają się, wydając z siebie jakieś dziwne dźwięki. Matka postanowiła więc wkroczyć z całym arsenałem naukowym, jaki przyszedł jej do głowy.


Zaczęliśmy od kultowej „Księgi dźwięków”. W internetach chwalą i polecają, więc zamówiłam w ulubionej taniej księgarni. Usiadłam z synkiem pełna zapału, bo ponoć dzieci godzinami przeglądają tę książkę i błagalnym wzrokiem wymuszają na rodzicach wydawanie kolejnych dźwięków. Ale nie u nas. U nas książka poszła w odstawkę. Nie mam pojęcia, co jest z nią nie tak. Akurat mi nie podoba się w niej szata graficzna, ale mojemu dziecku podobają się tak dziwne rzeczy, że w tym nie szukam przyczyny. Po kilku tygodniach synek zaczął samodzielnie przeglądać tę książkę, ale ewidentnie nie był zainteresowany zabawą w wydawanie i powtarzanie dźwięków. Obecnie więc „Księga dźwięków” służy głównie do wyszukiwania w niej ulubionych zwierząt gospodarskich.

środa, 23 listopada 2016

Książki obrazkowe – czytanie bez słów

Dawno nie napisałam żadnej recenzji. Nie, to nie znaczy, że przestaliśmy z synkiem interesować się książkami. Wręcz przeciwnie, nasza biblioteczka regularnie się powiększa, a ja nadal uwielbiam spędzać wolny czas na zapoznawaniu się z wydawniczymi nowościami. Mój powrót do pracy i początek przygody synka ze żłobkiem na trochę wyłączył mnie z wirtualnego życia, ale powoli wracam. ;-)


Dziś będzie kilka słów o książkach obrazkowych, czyli takich pozbawionych słów bądź z ograniczoną ilością słów. Książki obrazkowe dają nieskończone możliwości narracji, zarówno ze strony dziecka, jak i rodzica. Dodatkowo, jeżeli jest to pozycja typu „1001 szczegółów”, można za jej pomocą ćwiczyć spostrzegawczość. Jeżeli Wasze dzieci to takie niecierpliwie typy jak mój synek, któremu trudno usiedzieć nad tradycyjną książką z tekstem, polecam nasze zestawienie.



„Ulica Czereśniowa” – pisali o niej w Internetach same pozytywy. I słusznie pisali! Te książki mogłyby zastąpić nam pół biblioteczki, a może i całą. Są tam piękne ilustracje, mnóstwo szczegółów do wyszukiwania, dowcipne i zaskakujące scenki. Na Czereśniowej można nie tylko dobrze się bawić, ale również obserwować życie społeczne oraz zmiany w przyrodzie. Niesamowite, że przy tak dobrej zabawie można też tak wiele się nauczyć. U nas „Czereśniowa” to niekwestionowana królowa od samego początku. :)