Dnia pewnego, w sumie tak całkiem przypadkiem odkryłam coś ciekawego. Otworzyłam okno w naszym pokoju aby cyknąć zdjęcie pięknemu zachodowi słońca a przy okazji zobaczyłam małe ptasie gniazdko... w środku były jajeczka.
Wokół naszego domu jest sporo drzew a w ich koronach sporo gniazd, nie raz z daleka widziałyśmy siedzącego w środku ptaszka, gdzieś tam kiedyś na spacerze wyczaiłyśmy i jajeczka ale nigdy wcześniej nie miałyśmy gniazdka pod samym nosem, w bliskim zasięgu wzroku, no dosłownie na wyciągnięcie ręki. Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, że tak pod samym oknem, bo przecież na parapecie ciągle siedzą koty i w ogóle ale widocznie jakiś skrzydlaty osobnik uznał nasz winogron i ścianę za dobre miejsce :).
Mijały dni, w sumie to nawet zapomniałam o gniazdku aż tak, mniej więcej po tygodniu od zobaczenia jajeczek, tchnęło mnie i znowu wyjrzałam. Co zobaczyłam? Pisklaczki...Takie tyci tyci, dopiero co wyklute :)





