środa, 21 września 2016

Pieski małe dwa

Połowa września zleciała i tak sobie w ostatni weekend pomyślałam, że wypadało by zabrać się w końcu za jakiegoś zwierzaka. Przecież głupio byłoby gdym po wymyśleniu Projektu sama czegoś nie zaprezentowała. Na szczęście Dusia ostatnio nawet ma trochę chęci na wspólne tworzenie także poszło gładko ;).
Pierwotnie myślałyśmy o zrobieniu jakiś pszczółek ale nie ma co ukrywać, że póki co w ramach projektu pojawiło się ich najwięcej. Każda inna i cudna ale ciężko wymyślić coś czego jeszcze nie było. Dlatego narazie postawiłyśmy jednak na pieski. :)

Przypomniało mi się odrazu jak kiedyś (nie pamiętam jednak gdzie) widziałam psiaki zrobione z drewnianych klamerek. Fajnie się złożyło, bo akurat niedawno zakupiłam takowe. Wtedy jednak nie myślałam o tym, że przydadzą nam się do czegoś kreatywnego ;)


Owe klamerki Dusia pomalowała farbami... 


niedziela, 18 września 2016

Moc czarnego bzu

Kiedy żyła jeszcze moja Babcia ciągle coś robiła... Począwszy od corocznego sadzenia warzyw choć zawsze na jasieni mówiła, że więcej już nie będzie, bo nie ma siły, po pranie we frani bo nigdy nie dała się przekonać do zakupu automatu a skończywszy na uzupełnianiu piwnicy w słoikowe zapasy. Jeśli chodzi o to ostanie to w pewnym momencie rozszalała się na maksa... choć tak naprawdę widziałam, że czasem ma już dość ale cóż... dziadek jako osoba niewidoma, siedząca głównie w domu i słuchająca przez wiele godzin radia ciągle coś wymyślał... a raczej co wysłuchał to odrazu kazał babci robić. I nie mówię tu tylko o dżemach czy rożnych wersjach ogórków ale również o bardziej tajemniczych, cudownych miksturach typu chrzan w denaturacie czy napar z pokrzywy czymś tam jeszcze ;). 
Osobiście czasem pomogłam przy produkcji ale dość sceptycznie do owych eliksirów podchodziłam. Raz dałam się namówić i posmarowałam sobie nogę jak mi spuchła no i ok szybko zeszło ale smrodku nie mogłam się cały dzień pozbyć ;). Jedyne co akceptowałam to fakt, że Dusia czasem gdy była pod opieką Babci piła sok z czarnego bzu. Były to jednak czasy w których moje Dziecko chorowało prawie cały czas więc żadne wspomagacze zarówno te naturalne jak i apteczne nie pomagały no ale zaszkodzić też nie mogło. Sytuacja zmieniła się jednak ciut w ubiegłym roku... Stał się cud... Dusia przestała ciągle odwiedzać pediatrę i brać w kółko antybiotyki. Przeziębienia zdarzały się oczywiście ale zawsze wtedy Dziadek mówił: choć weź buteleczkę soku i dodawaj Jej do herbaty. No więc szłam... wprawdzie babcia już nie żyła ale jakieś zapasy w piwnicy zostały. Nie wiem na ile mikstura z owoców bzu przyczyniała się do tego ale z reguły z dodatkiem herbatki z miodem i cytryną i ewentualnym jakimś leciutkim aptecznym syropkiem wszystkie przeziębienia udawało się likwidować i nic poważniejszego nie wykluwało się. 
A teraz... Sezon wakacyjny był zdrowiutki ale wraz z rozpoczęciem szkoły pojawił się i katarek. Tylko cudownego soku nie ma od kogo wziąć ponieważ dziadek nie mieszka już koło nas. Postanowiłam więc, że w tym roku zrobię go sama. Nie mam pewności, czy rzeczywiście to właśnie on pomagał ale jeśli nawet nie, to i tak sam w sobie ma tyle wartościowych rzeczy, że picie go czasami jest jak najbardziej wskazane :)


środa, 14 września 2016

Makijażystka

Może nie wszystkie ale chyba spora cześć małych Dziewczynek miewa chwile w których marzy o tym by być już dorosłą. Lubią czasem założyć mamine obcasy i pokracznie z uśmiechem na twarzy pospacerować w nich po domu, cieszą się jak założą fajną kiecuszkę a jak paznokietki zmienią kolor to już w ogóle bomba. No i jeszcze o dorwaniu się do kosmetyczki nie wspomniałam. ;). 
Dusia niezbyt często ale też tak miewa. Ostatnio np miała fazę na babskie wieczory na których to smarowałyśmy sobie kremem stopy i malowałyśmy paznokcie u rąk. Dla niej to była taka forma zabawy i fajnie spędzony czas z mamą. Ja też nie miałam nic przeciwko, bo czy w wakacje 8 latka nie może mieć przez kilka dni kolorowych paznokci? Zresztą nie chce tu teraz pisać o wychowywaniu i podejściu do rożnych rzeczy a o tym co ostatnio dla Dusi wymyśliłam. 

Czasem zdarza się, że przychodzi do łazienki gdy maluje się i zadaje pytania typu: A do czego to jest?  To do malowania rzęs? Musisz to używać? Cierpliwe odpowiadam i tłumaczę i w duchu cieszę się, że tak naprawdę nie posiadam zbyt wielu kosmetyków i na co dzień ograniczam się do minimum jeśli chodzi o nakładaną na twarz tapetę ;). Dusi "pomalować" się pozwoliłam tylko raz i wyglądała oczywiście dość komicznie. Jednak co by na przyszłość miała wprawę ;) a i mnie tak bardzo nie męczyła wyciągnęłam jeden ze szkicowników które posiada, naszykowałam kilka "upiększaczy" i powiedziałam działaj :) 


Zdziwiła się i w pierwszym momencie nie wiedziała co ma właściwie robić ale gdy jej wyjaśniłam, że musi zamienić się w makijażystkę i ozdobić narysowane Panie, tyle, że tym razem nie kredkami a moim kosmetykami, zaświeciły jej się oczka.