piątek, 24 lutego 2017

Mała planeta mojego synka – Trefl, seria Little Planet

Dzień dobry! Jak się czujecie po Tłustym Czwartku? Przyznajcie się, ile pączków zjedliście? Ja się nie przyznam… Powiem tylko, że wieczorem odbyłam wyjątkowo intensywny trening na orbitreku. ;-)

Do tej pory pisałam Wam o książkach, a dzisiaj będzie o zabawkach. Wszak nie samymi książkami człowiek żyje (choć z ręką na sercu przyznam, że u nas jednak przeważa czas spędzony nad książkami). Czy Wasze dzieci również mają tak, że potrzebują czasu na oswojenie się z nową zabawką? U nas prawie każda nowość musi swoje odleżeć, zanim wzbudzi zainteresowanie synka. Ale tym razem było zupełnie inaczej – ta seria od razu przyciągnęła uwagę mojego dziecka!

Trefl wypuścił na rynek wspaniałą serię Little Planet. Poznałam ją, kiedy moja przyjaciółka podarowała Frankowi na jego pierwsze urodziny fantastyczne pudełka Baby Cubes „Na Wsi”. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Ciągle i ciągle musiałam układać wieżę z tych pudełek (a wieża ma aż 86 cm wysokości, czyli była wyższa niż Franek na tym etapie, co było dla niego podwójnie fascynujące), a synek chodził dookoła niej, nazywał zwierzęta wydając odpowiednie odgłosy, na końcu robiąc spektakularne „baaam!”. Nie musiałam obawiać się, że zrobi sobie krzywdę, bo pudełka są wykonane z kartonu, przez co są lekkie. Zapewniam jednak, że są bardzo trwałe, bo Franek próbował po nich chodzić. ;-)


Później pudełka posłużyły za bębenki, okazało się bowiem, że możemy na nich wygrywać rytm do śpiewanych przeze mnie piosenek. Muzykowaliśmy więc sobie rodzinnie, bo pudełek w zestawie jest aż 10. Do czego jeszcze wykorzystujemy pudełka? Poza standardowym budowaniem wieży, pudełka służą też za tymczasowe garaże dla autek, a czasem stają się skrytką na jakieś skarby. Natomiast oryginalny karton, w który zabawka była zapakowana, wykorzystujemy do przechowywania różnych kart obrazkowych. Zabawka jest przeznaczona dla dzieci w wieku 1+ i uważam, że faktycznie dla tej grupy wiekowej sprawdzi się najlepiej.

niedziela, 19 lutego 2017

Pingwiniasta gra rodzinna

Powiem Wam, że lubię sobie czasem w coś pograć... Nie mamy wprawdzie w domu mega dużo gier a wśród tych obecnych dominują bardziej dziecięcej no ale ogólnie mi to nie przeszkadza, bo w końcu głównie z Dusią grywam. Tyle, że dla niej to nie jest ulubiona forma spędzania wspólnego czasu... m.in dlatego nie szalejemy z zakupem nowych pozycji. Tak czy siak bywają jednak dni w których ma Pociecha skusi się i jakieś pudełko z szafki wyciągnie. Aktualnie na topie jest: Zgadnij Kto to, Uno oraz Carcassonne. 
Ale to, że grywać średnio lubi nie przeszkadza Jej w tym, żeby czasem w przypływie weny samemu jakąś grę stworzyć. Powstała już np Jej własna wersja (inspirowana oryginałem oczywiście): Dobble, Monopoly i nasza wspólna 5 sekund oraz pojawiło się też kilka na szybko zrobionych zwykłych planszówek.

Nawiązując do tego co powyżej napisałam, wczoraj miała miejsce taka sytuacja. 
Po godzinnej, wspólnej zabawie lego, zaproponowałam Dusi, że może teraz w coś zagramy. Zgodziła się, lecz chęci miała tylko na Uno. Stwierdziłam, że ok, lepszy rydz niż nic, jednak przy 20 rundzie miałam już dosyć ;). Wyszłam więc z kolejnym pomysłem i rzuciłam hasło: to może zrobimy jakąś własną grę, bo dawno tego nie czyniłyśmy? No i padła pozytywna odpowiedź. :)

Temat przewodni ustaliłyśmy w sumie odrazu... Biorąc pod uwagę, że zima już się kończy, co nie cieszy me Dziecko, a dodatkowo w lutowych Zwierzakach Cudakach pojawił się m.in pingwinek to fajnie wszystko połączyłyśmy w całość :)

Wyciągnęłyśmy więc biały brystol który zamienił się w pokrytą śniegiem Antarktydę i zaczęłyśmy pomału rozplanowywać, rysować i ustalać zasady...

piątek, 17 lutego 2017

Dzień kota

Dusia jak to dziecko, lubi rożne rzeczy oraz ma swoje większe i mniejsze pasje/hobby ale często gęsto to wszystko co jest naj zmienia się szybciej niż pory roku. Ma Pociecha ma jednak dwie  wielkie miłości które mimo upływu czasu nie maleją: kucyki no i koty. Śmiało mogę nawet stwierdzić, że ta druga jest ciut większa. Zresztą ogólnie Dusia kocha zwierzaki ale gdyby musiała wybrać tylko jeden rodzaj to bez wahania postawiłaby właśnie na koty. 
Tak wielka miłość do sierściuchów pojawiła się chyba z momentem w którym sprowadziliśmy do domu pierwszego miauczka czyli jakieś 3 lata temu i tak sobie trwa i trwa...
A wiecie jakie jest dziś "święto"? Jeśli nie to już Wam zdradzam... Mianowicie 17 luty to dzień kota. :D
W związku z tym, grzechem w naszym przypadku było by nie uczcić jakoś tejże okazji. Wprawdzie kotkowe wpisy już tu bywały np TUTAJ i TUTAJ ale czemu by nie popełnić kolejnego. Jednak tym razem nie będzie to ani żaden warsztat ani kreatywna twórczość lecz odrobina literatury i zdjęć :)

Tak się fajnie złożyło, że Dusia w poniedziałek przyniosła ze szkolnej biblioteki książkę "Magiczny kotek. Letni czar" od Wydawnictwa Hachette Polska (choć widzę, że i Wyd. Wilga jakieś wydaje). 


Dzięki tej pozycji pomału mogłyśmy wprowadzić się w dzisiejszy kotkowy nastrój ;)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Eksperymenty Funiversity - kolejna odsłona

O tym, że eksperymenty to fajna rzecz pisałam nie raz...
O tym, że czasem wraz z Dusią przeprowadzamy je w domu też wiecie...
A, że czasem korzystamy z mini zestawów od Funiversity widzieć mogliście np całkiem niedawno TUTAJ. Na końcu tamtego postu wspominałam Wam również, że to nie ostatnie nasze zabawy z eksperymentami z serii FUN więc dzisiaj prezentuje kolejną odsłonę :)

Jak i poprzednio w ruch poszły dwa zestawy:
1.  FUN bow Wprawdzie dawno temu pojawił się on już u nas, ale mimo to Dusia chętnie przeprowadziła go ponownie.

Zawartość:
 -hydrożel w proszku
- barwniki spożywcze 
-próbówka 
-instrukcja