Powiem Wam, że lubię sobie czasem w coś pograć... Nie mamy wprawdzie w domu mega dużo gier a wśród tych obecnych dominują bardziej dziecięcej no ale ogólnie mi to nie przeszkadza, bo w końcu głównie z Dusią grywam. Tyle, że dla niej to nie jest ulubiona forma spędzania wspólnego czasu... m.in dlatego nie szalejemy z zakupem nowych pozycji. Tak czy siak bywają jednak dni w których ma Pociecha skusi się i jakieś pudełko z szafki wyciągnie. Aktualnie na topie jest: Zgadnij Kto to, Uno oraz Carcassonne.
Ale to, że grywać średnio lubi nie przeszkadza Jej w tym, żeby czasem w przypływie weny samemu jakąś grę stworzyć. Powstała już np Jej własna wersja (inspirowana oryginałem oczywiście): Dobble, Monopoly i nasza wspólna 5 sekund oraz pojawiło się też kilka na szybko zrobionych zwykłych planszówek.
Nawiązując do tego co powyżej napisałam, wczoraj miała miejsce taka sytuacja.
Po godzinnej, wspólnej zabawie lego, zaproponowałam Dusi, że może teraz w coś zagramy. Zgodziła się, lecz chęci miała tylko na Uno. Stwierdziłam, że ok, lepszy rydz niż nic, jednak przy 20 rundzie miałam już dosyć ;). Wyszłam więc z kolejnym pomysłem i rzuciłam hasło: to może zrobimy jakąś własną grę, bo dawno tego nie czyniłyśmy? No i padła pozytywna odpowiedź. :)
Temat przewodni ustaliłyśmy w sumie odrazu... Biorąc pod uwagę, że zima już się kończy, co nie cieszy me Dziecko, a dodatkowo w lutowych Zwierzakach Cudakach pojawił się m.in pingwinek to fajnie wszystko połączyłyśmy w całość :)
Wyciągnęłyśmy więc biały brystol który zamienił się w pokrytą śniegiem Antarktydę i zaczęłyśmy pomału rozplanowywać, rysować i ustalać zasady...