Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imprezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imprezy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 maja 2017

Komunijnie

I pomyśleć, że minął już tydzień od tego ważnego dnia w naszym, a przede wszystkim w Dusi życiu... 1 Komunia Święta... coś co zdarza się tylko raz... na co się czeka, przygotowuje... Tymczasem trach i po wszystkim... ale było pięknie mimo, że pogoda nie za bardzo dopisała...


Powiem Wam szczerze, że chyba dopiero kilka dni przed, podczas pierwszej próby w kościele dotarło do mnie, że to już, że moje Dziecko idzie do Komunii ;) Wzruszyłam się wtedy ogromnie i poleciała łezka... Potem w sobotę gdy była spowiedź przeżywałam to nie mniej niż Dusia a w niedziele rano takiego miałam stresa, że trenowanego wcześniej warkocza nie mogłam upleść ;) Dalej był już taki spokój i radość pomieszane z kolejnymi małymi wzruszeniami. Dziecko me też obojętnie do tego wszystkiego nie podeszło choć chyba najbardziej denerwowała się pierwszymi "odwiedzinami" w konfesjonale. Szykowanie, oczekiwanie pod kościołem i msza nie robiła na niej aż tak wielkiego wrażenia i na luzaka, wesoło Jej to minęło. Tylko ten sam fakt, że pierwszy raz przyjmie Komunię i będzie mogła czynić to już zawsze ekscytował ją :)
Nasza Gwiazdka kochana... Tak ślicznie wyglądała... w zwykłym warkoczyku, w długiej prostej sukni, bez tiulu i falbanek, w delikatnym wianuszku...


niedziela, 5 czerwca 2016

Korzystamy i się bawimy.

Gdzieś tam pewnie nie raz już wspominałam, że mieszkamy na wsi koo małego miasteczka w woj. łódzkim. Pamiętam, że mając lat naście czasem myślałam, że fajnie byłoby wyrwać się gdzieś dalej, gdzieś gdzie dzieje się więcej... Wraz z wiekiem oczywiście mi to przeszło a od momentu jak urodziła się Dusia (miałam 20 lat) to już wyjścia nie kusiły tak bardzo... Aktualnie jakiś pup aby raz na pół roku wybrać się Grześkiem na piwko zawsze znajdzie się, kino mamy, czasem jakiś koncert... Wiadomo, bywają chwile, że wyszło by się z domu, chciało by się coś pobawić ale... Nie o tym dziś...
Od kilku lat ważniejsze jest dla mnie by me dziecko miało fajnie, żeby było wesoło. I tu powiedzieć Wam muszę, że z roku na rok coraz bardziej pozytywnie zdziwiona jestem, że w tym moim małym miasteczku coś dla najmłodszych dzieje się. Mamy basen, zimą lodowisko, latem po zalewie można popływać łódeczką... tylko wiadomo, że takowe atrakcje kosztują... Nie możemy sobie pozwolić by często z tego korzystać ale od czasu do czasu... Raz w roku oczywiście też większa impreza plenerowa czyli dni naszego miasta, co któryś rok dożynki a i dwa razy finał Milki (pochwale się, że moja Rawa raz zajęła 3 miejsce a potem 2 :d). Jest koncert, jest wesołe miasteczko... każda karuzela po kilka złoty, wokół pełno pierdółek kuszących dziecko no i wata cukrowa... Zazwyczaj bywamy i jest fajnie. Dusia wiadomo, że chciałaby wszędzie a i coś do domy też przynieść jednak nie zafundujemy każdej karuzeli i stu tysięcy baloników więc na wstępie jest umowa... 3 atrakcje i popcorn... a jak chce jednak na 4 to rezygnujemy z zakupu świecidełka... Oczywiście pojawiają się smuteczki i foszki gdy zabawa kończy się ale zawsze potem gdy wracamy już do domu to Dziecko Nasze stwierdza, że było super :).



środa, 25 maja 2016

8 urodzinki

Czas leci jak szalony... dni przelatują przez palce... Dzieci rosną a my matki starzejemy się... choć tym ostatnim zbytnio jeszcze się nie martwię, bo nadal zdarza się, że biorą mnie za starszą siostrę :P. Za to żal mi strasznie, że ma Pociecha coraz większa... Często "marze" sobie, żeby czas się zatrzymał, aby Dusia już zawsze była tą 5 latką, 6, 7... a tym czasem rok za rokiem mija i ma już 8 lat. Nim się obejrzę stanie się nastolatką i smuci mnie niekiedy ta myśl. Wiem, że jeszcze troszkę, że jeszcze jakiś dłuższy moment będą tą najważniejszą osobą w Jej życiu i choć zdarza mi się z niecierpliwością czekać na koniec dnia to chyba jednak częściej szkoda mi, że kolejny dobiegł końca... kolejne 24 godziny do dorosłości mego Dziecka. Nie pozostaje mi więc nic innego jak cieszyć się tym co jest teraz i delektować pewnymi momentami...

Jaka jest moja 8 latka? Oj napewno ciężki charakterek ma. Często z niej straszny nerwus i marudek, zdarza się też zamienić Jej w zazdrośnika i złośnika a z drugiej strony to też taka miła, kochana i w gruncie rzeczy grzeczna Dziewczynka. Ok, nie mówię tu o sytuacjach w których np trzeba jej 10 razy powtórzyć aby poszła myć już zęby ;) ale tak ogólnie... że tak powiem umie się zachować, są pewne granice które wie, że nie może przekraczać, w szkole na Jej zachowanie Pani się nie skarży. Może jeszcze ciut rozpuszczone to moje Dziecko (nie tylko przez nas) ale nie ma też tak, że w pokoju same najdroższe zabawki a w sklepie zawsze na wszystko naciągnie.
I co jeszcze? Napewno mądra z niej dziewczynka, może trochę leniwa do nauki ale w szkole radzi sobie super. Jest lubiana przez koleżanki a i kilku kolegów też szczególnie za nią przepada ;). Z każdym rokiem staje się również coraz mniej nieśmiała ale czasem nadal potrzebuje chwili by się rozkręcić.
No i wyobraźnia Dusi jest ogromna... oj jakbyście czasem ją posłuchali... Tylko w tym wady nie widzę, wręcz przeciwnie... Kreatywnością też nie grzeszy. bo choć ostatnimi czasami, co widać po blogu, mniej wspólnie tworzymy, tzn często coś robimy ale nie jest już tak, że ja coś obmyślę, zaproponuje i działały, o nie... Ona musi mieć, chęci, musi przypaść jej coś do gustu a najlepiej jak coś wyjdzie od niej samej. O tym jednak więcej napiszę w następnym poście ;).

Dodatkowo Dusia jest teraz w takim w sumie fajnym wieku. Z jednej strony już coraz bardziej samodzielna, mogę zostawić ją samą w domu i wyskoczyć na szybkie, 20 minutowe zakupy do najbliższego sklepu a z drugiej to jednak jeszcze opieka kogoś dorosłego potrzebna. Jak przyjdzie do niej koleżanka to mama jest zbędna ale poza tym to typowa Córusia mamusi. Lubi jeszcze poprzytulać się, powygłupiać a i jak Grzesiek jest w trasie to czasem przenosi się na weekendzie na noc do mnie. Potrafi niekiedy sama czymś się na dłużej zająć a innym razem słyszę tylko "nudzi mi się" i muszę jej nieustannie towarzyszyć. Raz chciała by być już dorosła i snuje plany... aktualnie twierdzi, że będzie projektowała i szyła ubrania w swej pracowni i sprzedawała we własnym butiku a jej mąż będzie pracował w biznesie :P a zaraz potem najchętniej zamieniłaby się w małą dzidzię.

niedziela, 24 maja 2015

Królewskie 7 urodziny

Hej. Nie wiem czy Ktoś zauważył ;), że od tygodnia nie pojawiło się tu nic nowego. Niestety nie było czasu na blogowanie, ponieważ remont a potem sprzątanie po nim pochłaniało sporo mojego czasu i energii. Dodatkowo w piątek Dusia miała urodzinki, więc też inne rzeczy miałam na głowie. A że urodziny ważna rzecz, to dziś taka mała relacja z owego dnia :).

Córcia wymyśliła sobie, że w swoje święto chce być Królową Dianą... imię to oczywiście nie jest przypadkowe, bowiem tak Dusia ma na drugie, a jak niedawno wspomniałam Jej, że kiedyś żyła sobie pewna Księżna Diana to odrazu podłapała i się na to uparła.

W zeszłym roku miałam ciut łatwiej, ponieważ chcąc naszykować jakąś małą dekoracje, zrobiłam poprostu napis, stworzyłam dwa obrazeczki i gotowe. Teraz musiało pojawić się coś o tematyce zamkowej. Ale czego nie zrobi się dla Dziecka ;). Zakupiłam więc 2 rolki papieru do pakowania, naszkicowałam budowle i z małą pomocą Jubilatki dekoracja powstała :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Weekendowy, mikołajkowy misz masz

Jak wszystkim wiadomo, dnia wczorajszego tzn 6 grudnia były Mikołajki. W związku z tym u nas przez weekend pojawiło się sporo rzeczy powiązanych z owym brodatym Panem.

Wszystko oczywiście zaczęło się w piątek od napisania/ narysowania przez Dusię listu...


Jak dobrze pójdzie pod choinką znajdzie się prawie wszystko co się na nim pojawiło...

Dusia już od dłuższego czasu ma fisia na punkcie kotów... oprócz tego, że twierdzi, że sama nim jest i wszystko wokół niej mogłoby być z motywem owego zwierzaka to również uwielbia naszego Szarusia i jak widać w liście, poprosiła nawet o jakiś przysmak dla niego... A na dodatek po drugiej stronie narysowała Kotkę Mikołajkę ;)


piątek, 23 maja 2014

Urodzinowo

Raczej nie będę oryginalna pisząc, że czas leci jak szalony... Dopiero co świętowaliśmy 1 urodziny a tu mamy za sobą już 6...
6 lat temu przyszła na świat malutka Istotka, która wprowadziła tyle nowego w moje życie... Ach... Nie będę się jednak teraz tutaj nad tym rozczulać, bo w planach jest relacja z urodziny ;)

Dusia od 2 tygodni codziennie pytała, ile jeszcze dni zostało do Jej Święta... aż w końcu doczekała się i pierwsze co powiedziała po obudzeniu to " Dzisiaj są moje urodziny?".
Do przedszkola tak jak zapowiedziała, koniecznie musiała założyć swoją spódniczkę tutu. Nieskromnie mówiąc, uważam że wyglądała przecudnie ;)


Zabrała ze sobą torebeczkę z cukiereczkami a z tego co opowiadała koledzy i koleżanki odśpiewali jest sto lat.
Ja natomiast specjalnie wzięłam sobie na ten dzień wolne i od rana najpierw sprzątałam, potem pojechałam na zakupy a na koniec udekorowałam pokój. Wprawdzie goście zapowiedzieli się dopiero na 17.30 ale chciałam żeby wszystko było gotowe jak Jubilatka wróci z przedszkola.
Wieczorami, pomalutku przygotowywałam też coś specjalnego :)


G. natomiast zadbał o balony i kwiaty dla naszej małej Kobietki :)


Czas pomiędzy powrotem Dusi do domu a przybyciem gości minął głównie na zabawie, przygotowaniu ostatnich rzeczy, rodzinnym krótkim spacerku i małej, łąkowej sesji zdjęciowej ;) Potem pozostałao tylko przebranie Jubilatki i oczekiwanie...



Imprezka sama w sobie była dosyć skromna (tak jak i w zeszłym roku) tzn kawka , herbatka trochę słodkości i osoby najbliższe dla Dusi czyli moja mama, babcia oraz byli teściowie ze szwagrem. 
(chciałabym któregoś roku urządzić jakieś huczniejsze urodzinki na których zjawią się jeszcze jakieś dzieciaczki ale zobaczymy kiedy się to uda).
Oczywiście nie mogło zabraknąć tortu, szampana...

wtorek, 20 maja 2014

Cyrk Juremix

Odwiedziliśmy dzisiaj z Dusią po raz drugi raz cyrk. Tym razem był to Juremix. Zacznę od cen biletów: normalny 15 zł, miejsce przy samej scenie 20zł, na ogół dostępne darmowe wejściówki dla dzieci.
Powiem szczerze, że gdy weszliśmy do namiotu poczułam wielkie rozczarowanie i spodziewałam się że będzie lipnie. Nie było wielkiej areny a wokół niej ławeczek tylko mała scena i plastikowe krzesełka. No ale jak już się zapłaciło za bilety to szkoda było by wyjść, więc z średnim nastawieniem czekaliśmy na rozpoczęcie występów. I... z przyjemnością stwierdziliśmy, że jest nieźle... ;)
Ekipa cyrkowa dosyć skromna ale za to jaka... Kolejny raz okazało się, że nie ilość tylko jakość się liczy.

Założycielami jest polsko-rosyjskie małżeństwo, na scenie występują też dwie ich Córki,  do tego jeden główny asystent/artysta i... półfinalista ostatniej edycji "Mam talent" czyli... Marek Born - -Chłopak z piłkami :D.  Jakby ktoś go nie kojarzył to proszę KLIK na jego występ :).
Co do samego spektaklu (użyłam takiego słowa ponieważ według mnie było to takie połączenie sztuki cyrkowej z teatrem) to obejrzeliśmy akrobacje w powietrzu, pokaz z hula hop, rzeczy typu tajemnicza skrzynia w której to znikała Pani podźgana najpierw sztyletami, kilka śmiesznych scenek, żonglerkę z piłkami, cyrkową wersję Kopciuszka w której to w "magiczny" sposób główna bohaterka kilkukrotnie na "naszych oczach" zmieniała sukienki itp. Nie było jakiś wielkich zwierząt ale za to pojawił się wesoły piesek i gołębie. O obecności stoiska z popcornem, wata, balonikami i rożnych świecącymi zabaweczkami chyba nie muszę wspominać ;). Dusia oczywiście też nas naciągnęła na małe co nieco ;)
Cały show trwał 2 godziny z jedną 15 minutową przerwą.

Czy wyszliśmy stamtąd usatysfakcjonowani i zadowolenie? Oj tak... Wbrew początkowej naszej reakcji, twierdzimy, że  było super. Dusia też zachwycona, prawie cały czas śledziła co się działo na scenie, ukradkiem widziałam, że pojawiały się uśmieszki na jej buzi i mina zdziwienia w pewnych momentach. 

wtorek, 7 stycznia 2014

Co się u nas dzieje?

W tytule bloga mam: "Małe co nieco z naszego życia i nie tylko..." w związku z tym wypadało by czasem napisać co u Nas słychać. Akurat Święta za nami i Sylwester i powrót do przedszkola więc trochę się tego nazbiera. Ci co śledzą Nas na FB o niektórych rzeczach już czytali więc w pewnych momentach mogę się powtarzać ;).

Zacząć muszę od tego, że Dusia kilka dni przed Świętami złapała ospę. Na szczęście przeszła to dosyć łagodnie, bez marudzenia że swędzi, bez drapania itd. Przy pierwszym smarowaniu Pudrodermem nie była zbytnio zadowolona ale określenia "panterka" i "muchomorek" poprawiło jej nastawienie. Krostki wyskakiwały 5 dni... większość strupków szybko odpadła. Teraz ma jeszcze kilka blizn na brzuszku ale mam nadzieję, że znikną.
Kolację Wigilijną zjedliśmy z moją Mamą i Dziadkami. Było całkiem miło. Dusi niestety i w tym roku nie udało się przyłapać Mikołaja ale ten pisk kiedy dopatrzyła pod choinką prezenty - bezcenny :). Brodaty Pan wprowadził małe zamieszanie i porozrzucał dary pod choinkami w różnych domach więc niektóre dotarły do Dusi już z rana, część wieczorem a inne dopiero po Świętach. Ostatecznie otrzymała wszystko co pojawiło się w Jej liście a nawet więcej (choć nie jestem przekonana, że zasłużyła na taką ilość prezentów ;) ).
2 dni Bożego Narodzenia minęły nudnie, ponieważ ze względu na Dusi chorobę (ja zresztą też byłam mega przeziębiona) siedzieliśmy sami w domku.

Za to okres Nowo Roczny był już ciekawszy. W poniedziałek wieczorkiem przyjechał do nas Wujek mojego G. oraz moja Siostra ze Szwagrem. Sylwester uważam za udany... były i tańce i śmiechy. Dusia siedziała z nami prawie do 5, choć zapowiadało się, że jeszcze przed północą odleci ponieważ coś Jej zaszkodziło (podejrzewam, że 2 lampki Picolo wypite dosyć szybko) i wymiotowała.
Następne dni były równie sympatyczne. W ciągu dnia siedziało się, gadało itd a wieczorami graliśmy w Eurobiznes, Aliasa i Kolejkę PRL (o dwóch ostatnich grach muszę kiedyś napisać, bo fajne są). Jeden Gość pojechał w piątek rano a pozostali w sobotę.

niedziela, 8 grudnia 2013

Mikołaj sunie saniami miasta ulicami

Dzisiaj popołudniu w miasteczko obok którego mieszkamy zorganizowana została świąteczna "imprezka" dla Dzieci przy Miejskim Domu Kultury.
Gwoździem programu była mała zagroda Świętego Mikołaja w której spacerowały 2 renifery i można było zrobić pamiątkowe zdjęcia. Trochę się naczekaliśmy i zmarzliśmy ale fotkę udało się cyknąć.


W między czasie można było napić się gorącej czekolady... Wprawdzie było w niej więcej wody niż czekolady ale po 20 minutach stania na zimnie była zbawienna. Były też uliczne jasełka ale widzieliśmy tylko fragmencik, gdyż woleliśmy wejść do budynku w którym było cieplutko a atrakcji tam również nie brakowało.
Pierwsze co, "zahaczyliśmy" o dużą dmuchaną kulę w której dzieci mogły pobawić się we fruwającym sztucznym śniegu ;). Wprawdzie Chłopak który tego pilnował nie dosypywał na bieżąco "śniegu" i z czasem było go coraz mniej ale Dusi i tak podobało się, bo potem na koniec była drugi raz.


Następnie pooglądaliśmy ręcznie robione bombki i kartki a potem Dusia miała okazję sama zrobić małe co nieco. 
Pomalowałyśmy 3 gipsowe figurki i ozdobiłyśmy 2 pierniczki, które na koniec zostały opakowane przez Panią Elfową i razem z nami powędrowały do domu. ;)