Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 grudnia 2018

Karpacz i My

Od naszej małej wycieczki do Karpacza minęło już sporo czasu ale, że blogowo miałam przerwę to dopiero dziś wrzucam krótką relację. Wiem wprawdzie, że teraz to w internetach królują tematy około Świąteczne więc obiecuję, że następny post taki właśnie będzie ;)

Dlaczego akurat to miasto wybraliśmy? Bo leży blisko Wałbrzycha skąd pochodzi Grzesiek. Nie wiem tylko czemu wcześniej nie wpadliśmy na to, żeby przy okazji odwiedzin u Rodziny zajrzeć i tam. Liczy się jednak to, że w końcu Karpacz odwiedziliśmy i myślę, że jeszcze kiedyś tam choć na chwile wrócimy.

Wracając jednak do naszego wypadu to Karpacz niestety przywitał nas średnią pogodą dlatego na początek odwiedziliśmy pewne miejscówki pod dachem.

Prywatne Muzeum techniki i budowli z klocków Lego.

Dusia uwielbia owe klocki więc stwierdziliśmy , że spodoba się Jej. W kilku małych pomieszczeniach liczne makiety, wszystko oczywiście za szybami a przy niektórych ekspozycjach guziczki itd dzięki którym poszczególne elementy "ożywały". Ciekawe miejsce, chętnie przyglądaliśmy się, niekiedy zadziwieni, że z Lego tyle można i że tyle ich rodzai jest. Może nie było to jakieś wielkie wow, spędziliśmy tam raptem niecałe pół godziny ale nie żałujemy. W budynku znajduje się również Muzeum konsol i gier ale Dusia nie chciała tam zajrzeć.
W miejscu tym nie można niestety robić zdjęć więc odsyłam do STRONY... znajdziecie tam również cennik.
Dodam, że w tym samym budynku tylko tak jak jakby od tyłu jest super kawiarenka z mega dużymi i pysznymi naleśnikami ;).


Papugarnia

Po raz drugi odwiedziliśmy tego typu miejsce i ogólnie była radość jednak już nie taka wielka fascynacja jak poprzednio. Spore dwa pomieszczenia, nie było akurat tłumów, ptaszki liczne i barwne ale w porównaniu z tymi z Papugarni w Łodzi trochę mniej chciały współpracować no i tu mieliśmy ograniczony czas (godzinę) na odwiedziny. Grześka za to ucieszył fakt, że można było "łapać" Ary ;).
STRONA

wtorek, 5 września 2017

Podsumowanie wakacji :)

Dwa miesiące, nawet ciut więcej, to niby strasznie dużo czasu a jednak potrafią szybko zlecieć. Dopiero co Dusia żegnała szkołę a wczoraj znowu ją powitała. 4 klasa... nowy, wyższy, trudniejszy poziom... Nie wiem jak to będzie, bo rożnie z nauką u mego Dziecka bywało ale może da radę ;) wszystko okaże się bliżej półrocza. Narazie zresztą jakoś mocno nie myślimy o obowiązkach, bo wiadomo, że pierwszy tydzień to taki bardziej na poznanie i wprowadzenie. Lepiej póki co wspominać świeżo zakończone wakacje i dlatego dziś małe podsumowanie :).

W ubiegłym roku marzył mi się jakiś wypad nad morze... nie wyszło. W tym stwierdziłam, że zadowolimy się naszym zalewem ale za to chcieliśmy wybrać się na weekend do Wrocławia. Było bardzo blisko do realizacji owego planu ale ostatecznie nie dojechaliśmy. Wielka szkoda ale jak to się mówi co się odwlecze to nie uciecze. Dusi też było trochę smutno z tego powodu ale za to przeżyła inną super przygodę którą zapamięta chyba najbardziej z tych wakacji :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu ma fisia na punkcie koni i dlatego zdecydowaliśmy się zapisać Ją na półkolonie w pobliskiej Stajni Nowelina. 5 dni od 9 do 16 a koszt takiej atrakcji to 450zł. Niby sporo ale po pierwsze sama sobie za sponsorowała z Komunijnych pieniążków a po drugie, warto było, bo spędziła tam super czas. Prawie każdego dnia mieli jakieś zajęcia plastyczne ( np malowanie koszulek, lepienie z masy solnej, modelowanie balonów), bardzo dużo czasu bywali też na dworze, nawet po deszczu, bo zabierała ze sobą kalosze (podchody, zabawy ruchowe, wielkie bańki itd) no i to co najważniejsze czyli obcowanie z końmi. Zdobywała zarówno nową wiedzę o nich jak i codziennie po 15 minut jeździła pomalutku ucząc się podstaw. Za każdym razem odbierałam Ją mega zadowoloną i trochę zmęczoną ;). Dodam jeszcze, że nie musiałam martwić się o wyżywienie ponieważ drugie śniadanko, dwudaniowy obiad i woda były już w cenie.


środa, 7 września 2016

Zabawa na Farmie Iluzji

Wakacje rozpoczęliśmy małym wyjazdem w okolice Poznania do Rodzinki (pisałam o tej wycieczce TUTAJ) a zakończyliśmy wyprawą na Farmę Iluzji. Cieszę się, że udało nam się tam jechać tym bardziej, że i w tym roku nie mogliśmy zrealizować mojego małego marzenia jakim jest zabranie Dusi chociaż na kilka dni nad nasze polskie morze. No cóż... plany to jedno a rzeczywistość drugie... Może uda się w następne wakacje. Tak czy siak fajnie, że choć taką małą wycieczkę udało się zorganizować tym bardziej, że już w lipcu myśleliśmy nad odwiedzeniem owego miejsca. :)

Farma Iluzji znajduje się w gminie Trojanów a dokładniej znaleźć można ją pod adresem Mościska 9. Średnią mam orientację jeśli chodzi o mapę itp rzeczy ale Wujek Google podpowiada mi, że to jakieś 80 km od Warszawy i Lublina. My mamy ciut więcej i dojechanie zajęło nam 2,5 godziny.

Kolejna istotna rzecz która zazwyczaj każdego na wstępie interesuje to ceny biletu.
Bilet normalny - 29zł
Bilet ulgowy (do 12 lat) - 26zł
Bilet rodzinny (2+2) - 99zł.
Dziecko do 100cm - bezpłatnie

Pojawia się tu jednak małe ale... Niby większość rzeczy jest już w cenie biletu ale na Farmie jest też kilka osobno płatnych atrakcji. Powiem szczerze, że średnio sympatycznie do tego podchodzę, bo cena biletu może nie jest jakaś mega wygórowana ale najniższa również nie. Dlatego gdy pojedziecie tam to będąc przy kasie zerknijcie w ulotkę z dodatkowymi punktami i przemyślcie na co Wasze Pociechy ewentualnie chciałyby iść i czy nie warto zainwestować 35zł na złotą opaskę dzięki której Dziecko do woli może korzystać ze wszystkiego.
My, w związku z tym, że wejściówkę mieliśmy za free (wygrany bilet) to skusiliśmy się i zapłaciliśmy za opaskę. Choć gdy na końcu podliczyliśmy to w sumie niewiele zaoszczędziliśmy bo Dusia np nie skorzystała i tak z parku linowego, jazdy na SEGWAY'u oraz wejścia do grobowca faraona ale z drugiej strony "normalnie" darowalibyśmy sobie wejście np na pole mini golfa czy strzelnicy a takto skoro opaska była to zahaczyliśmy i o te miejsca na parę minut.
Lista dodatkowych atrakcji jest oczywiście dłuższa ale nie będę wszystkiego teraz wymieniać (coś tam jeszcze zobaczycie na zdjęciach).

Skupmy się więc już na tym co darmowe bo w gruncie rzeczy na Farmie jest tego sporo. Motywem przewodnim owego miejsca jak sama nazwa wskazuje jest oczywiście iluzja ale pojawia się tam również masa całkowicie innych rzeczy co tworzy pewnego rodzaju misz masz ;).


Lewitujący kran to pierwsze czary mary jakie zobaczyliśmy. Dusia była lekko zdziwiona jak ta woda tam leci i choć ja to wiem to nie zdradziłam jej tajemnicy ;)


Na Farmie znajduje się też sporo labiryntów. Najbardziej spodobał nam się ten wiklinowy ze zdjęć i z lustrami a reszta... malutkie i szału nie zrobiły ;)

piątek, 8 lipca 2016

Poznajemy Poznań

Wprawdzie od naszego małego wyjazdu lada moment miną 2 tygodnie ale to przecież nie stoi na przeszkodzie by pokazać Wam jakie miejsca w Poznaniu przy okazji odwiedziliśmy.
Czemu akurat Poznań? Ano od kilku lat blisko tego miasta mieszka moja Siostra ze Szwagrem i Małym Franusiem. Bywamy tam średnio raz w roku i przeważnie w okresie wakacyjnym (nie licząc ubiegłego roku, bo akurat odwiedziny wypadły w listopadzie). 

Zazwyczaj "obowiązkowy" jest spacerek po Rogalińskim Parku (tym razem jednak tam nie byliśmy) gdzie znajduje się piękny Pałac i ogród a wśród leśnych alejek spotkać można trzy bardzo stare dęby: Lecha, Czecha i Rusa. 


Równie tradycyjnie odwiedzamy Poznański Stary Rynek i zawsze w okolicach godzin 12, bowiem o tej porze wysoko na ratuszu wyłaniają się koziołki i na oczach gapiów trykają :P. Atrakcja w gruncie rzeczy może bez wielkiego wow ale ludzi z reguły dość sporo i jak widać My też po raz czwarty zjawiliśmy się tam (ale następnym razem to już sobie chyba darujemy).
Pozatym Rynek sam w sobie wygląda naprawdę uroczo i jeśli nie dla koziołków to dla samego relaksu warto się po nim przespacerować i zjeść chociażby w upalny dzień lody :P

wtorek, 10 maja 2016

Eksperymentarium w Łodzi

Opisując kilka dni temu naszą wizytę w Muzeum Animacji Se-ma-for w Łodzi wspomniałam, że odwiedziliśmy wtedy jeszcze jedno miejsce i dziś Wam w końcu zdradzam gdzie byliśmy.


Eksperymentarium

Myślę, że sama nazwa już wiele zdradza... Mi bynajmniej odrazu kojarzy się oczywiście z eksperymentami i zarazem z czymś ciekawym. O owym miejscu dowiedziałam się stosunkowo niedawno kiedy to właśnie planowałam wycieczkę do Łodzi. Ktoś napisał, że to takie małe Centrum Kopernika które znajduje się w Warszawie. Stolice wprawdzie odwiedziliśmy w ostatnie wakacje ale zabrakło czasu by zajrzeć i tam. No ale mimo to orientuje się co znajduje się w tym Centrum dlatego takowe porównanie bardzo mnie zachęciło.

Eksperymentarium mieści się w Manufakturze więc nie ma problemu aby tam trafić. Za bilet rodzinny (3 osobowy rzecz jasna) zapłaciliśmy 40zł czyli podobnie jak w Muzeum tyle, że tu nie było przewodnika ale szczerze mówiąc to żaden minus, wręcz przeciwnie. Mogliśmy sobie swobodnie chodzić, oglądać wszystko we własnym tempie, rozmawiać i fajnie się bawić. Trafiliśmy również na niewielki ruch także nic i nikt nam nie przeszkadzał ;)

Samo wejście do tego miejsca robi już wrażenie. Należy bowiem przejść przez kładkę w tunelu ale nie jest on taki zwykły... Nagle ściany (w sumie to wielka rura) pokryta kolorowymi gwiazdkami zaczyna się kręcić a człowiek odnosi wrażenie, że się przewraca i mocno trzyma poręczy. To oczywiście tylko złudzenie, bo tak naprawde kładka wcale się nie rusza. Powiem szczerze, że ja nie jestem odporna na tego typu rzeczy więc szybko miałam dość i wyszłam stamtąd. Za to Dusia była zachwycona i co chwilę tam właziła (Dzieci mają chyba jakiś inny błędnik).

(To zdjęcia zapożyczyłam z internetu)

czwartek, 5 maja 2016

Muzeum Se-ma-for

Przez kilka dni była tu cisza a to dlatego, że stwierdziłam, że życie realno-rodzinne ważniejsze. Zwłaszcza gdy do domu wraca Grzesiek a do tego trwa majówka. Niby większość czasu spędzaliśmy o tak zwyczajnie podwórkowo i domowo ale jakoś nie miałam weny na dłuższe posiedzenia przy laptopie. Było i leniuchowanie i zabawa i praca na świeżym powietrzu a gdzieś tam po drodze również małe ognisko. Jednak chyba najfajniej spędziliśmy środę, bo właśnie tego dnia wybraliśmy się na wycieczkę. Postanowiliśmy zawitać do miasta Łodzi, oddalonego od nas o jakieś 60km. Celem naszej podróży było odwiedzenie dwóch miejsc ale narazie tylko o jednym napiszę :)


Owe Muzeum mieści się na ul. Targowa 1/3 B. 24 aczkolwiek wejście jest od ul. Tuwima 54. Nie będę ukrywać, że gdy zobaczyliśmy budynek w którym znajduje się ono nie byliśmy zbyt oczarowani a po przekroczeniu drzwi wejściowych też początkowo mieliśmy obawy co do atrakcyjności tego miejsca. Jednak jak się potem okazało (nie pierwszy raz zresztą) nie warto oceniać książki po okładce. Na niewielkiej niby przestrzeni umieszczono naprawdę sporo wystawek a po godzinie wyszliśmy stamtąd naprawdę zadowoleni. No ale może wszystko poklei.

Koszt biletu dla naszej trzy osobowej rodzinki wyniósł 45zł. W tej cenie było już zwiedzanie wraz z przewodnikiem, krótki seans w małej salce kinowe a i kawę za free w między czasie Grzesiek wypił :P.
Powiem Wam, że od tak samemu nie ma co tam wchodzić, bo wtedy wizyta zapewne trwała był kilka minut. Natomiast gdy prowadzi nas przewodnik (bardzo sympatyczna młoda dziewczyna) to ma to wszystko sens. Na wstępie usłyszeliśmy krótką historię Se-ma-foru, poznaliśmy również trochę teorii np.o tym jak powstają lalki a podczas dalszego oglądania na jaw wyszło wiele ciekawostek i nie tylko :). 

środa, 6 stycznia 2016

Gościnnie w Wałbrzychu

Witam Was w nowym roku :D
Chwile musieliście poczekać na pojawienie się tu pierwszego wpisu z 2016 w dacie ale od dziś wracam znowu do blogowania :). Jednak póki co chciałam jeszcze cofnąć się w czasie... 
Jeśli zaglądacie do mnie na FB to wiecie, że w okresie Świątecznym nie było nas w domu. Tak wypadło, że w tym roku te dni spędzaliśmy u Rodziny mojego Grześka. Jego rodzinne miasto położone jest w całkiem innej części Polski, bo my mieszkamy bardziej w centrum (woj. łódzkie) a On dawniej na Dolnym Śląsku. Kawałek drogi jest ale do przeżycia - ciut ponad 4 godziny i byliśmy na miejscu. Nie planuje zanudzać Was szczegółowymi opowieściami jak tam było ale chciałabym pokazać Wam dwa miejsca które przy okazji postanowiliśmy odwiedzić, przedłużając tym nasz pobyt o jeden dzień ;).

Zamek Książ

Wiecie, że jest to 3 co do wielkości zamek w Polsce? Powiem Wam szczerze, że robi wrażenie... Chyba nie będę opisywać Wam historii tego miejsca (a jest ona naprawdę długa i mega burzliwa), bo pewnie połowa i tak nie przeczyta a Ci co ciekawi mogą poprostu zapytać wujka Google ;) albo dla ułatwienie kliknąć odrazu TUTAJ

Tak prezentuje się owy zamek. Zdjęcie zostało zrobione z dość dużej odległości z tarasu widokowego więc zanim dotarliśmy do niego zaliczyliśmy mały spacerek po Książańskim Parku Krajobrazowym. Może nie było jakoś super ciepło jednak całkiem przyjemnie. :)


niedziela, 19 lipca 2015

W stolicy

Jest jak jest... Choć byśmy bardzo chcieli nie możemy sobie pozwolić na większy wakacyjny wyjazd... Troszkę smuteczek jest ale cóż... może za rok... Postanowiliśmy jednak, że zorganizujemy dla Dusi chociaż jakąś małą wycieczkę... jakąś atrakcję...
To co jest w naszej najbliższej okolicy już odwiedzaliśmy w ubiegłych latach (Arboretum, Dinopark, Mikrokosmos) więc teraz trzeba było ruszyć się gdzieś dalej. Przyszło nam do głowy ZOO... niby Dziecko me było już dwa razy w takim miejscu (w Łodzi i w Poznaniu) ale strasznie dawno i niewiele z tego pamięta... więc pomysł ogólnie fajny. Tym razem postawiliśmy więc na Warszawę. Pożyczyliśmy auto (nasze jest w opłakanym stanie) i pojechaliśmy. Daleko w sumie nie mamy, bo jakieś 90-100 km. Pogoda nam dopisała i to nawet za bardzo... Jak na spacer po Zoo było zdecydowanie za gorąco. W połowie zwiedzania dopadało nas już zmęczenie ale jakoś daliśmy radę zobaczyć wszystkie zwierzaki którym temperatura też chyba dawała się we znaki, bo były dość leniwe ;).
Jeśli chodzi o Dusię to ciężko mi stwierdzić na ile była zadowolona z wycieczki do Ogrodu Zoologicznego. Były momenty w których z entuzjazmem oglądała, rozmawiała ale również sporo chwil w których Jej mina oznaczała że jest tam z przymusu a w głowie ma tylko szalenie na placu zabaw ;).
Co do ceny biletu to zapłaciliśmy za naszą Trójkę 50zł. Do tego oczywiście jeszcze jakaś pamiątka, lody, mały obiadek i hektolitry picia ;)
No ale wystarczy narazie pisania. Pora na trochę zdjęć. :)

wtorek, 29 lipca 2014

Mikrokosmos w Ujeździe

W niedziele postanowiliśmy wybrać się na małą wycieczkę w miejsce o którego istnieniu dowiedziałam się stosunkowo niedawno mimo, że znajduje się ono raptem 40 km od nas. Mowa bowiem o Mikrokosmosie - Paku Edukacyjno rozywkowym w Ujeździe (woj. łódzkie)
Gdy zajechaliśmy na miejsce powiem szczerze, że trochę się przeraziłam. Wśród pól ogrodzono jakiś mały, zarośnięty teren słabej jakości siatką i nie wyglądało to zbyt zachęcająco. No ale skoro już przyjechaliśmy to szkoda było nie wejść. Na szczęście po przekroczeniu bramy okazało się, że nie jest tak tragicznie ;). Dosyć sprytnie pokierowano ścieżki i umieszczono całkiem sporą ilość sztucznych owadów gigantów. Przy każdym z nich stała oczywiście tabliczka z dosyć ciekawymi informacjami o danym osobniku. 
Na terenie parku obowiązywał niby zakaz zbaczania z wyznaczonych ścieżek ale generalnie mieliśmy to w nosie (zresztą nie tylko my) i do każdego osobnika podchodziliśmy sobie bliżej ;)