sobota, 15 lipca 2017

Mała, ptasia lekcja przyrody

Dnia pewnego, w sumie tak całkiem przypadkiem odkryłam coś ciekawego. Otworzyłam okno w naszym pokoju aby cyknąć zdjęcie pięknemu zachodowi słońca a przy okazji zobaczyłam małe ptasie gniazdko... w środku były jajeczka.


Wokół naszego domu jest sporo drzew a w ich koronach sporo gniazd, nie raz z daleka widziałyśmy siedzącego w środku ptaszka, gdzieś tam kiedyś na spacerze wyczaiłyśmy i jajeczka ale nigdy wcześniej nie miałyśmy gniazdka pod samym nosem, w bliskim zasięgu wzroku, no dosłownie na wyciągnięcie ręki. Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, że tak pod samym oknem, bo przecież na parapecie ciągle siedzą koty i w ogóle ale widocznie jakiś skrzydlaty osobnik uznał nasz winogron i ścianę za dobre miejsce :).
Mijały dni, w sumie to nawet zapomniałam o gniazdku aż tak, mniej więcej po tygodniu od zobaczenia jajeczek, tchnęło mnie i znowu wyjrzałam. Co zobaczyłam? Pisklaczki...Takie tyci tyci, dopiero co wyklute :)

 

Szybko zawołałam Dusię i oznajmiłam co odkryłam... Jak się domyślacie była zaskoczona i zarazem podekscytowana. 
Postanowiłyśmy dyskretnie obserwować, bo w końcu nie zawsze zdarza się okazja by odbyć taką lekcję przyrody :).

Nasze maleństwa tak się zmieniły w ciągu 2 dni :)


Ale ale... pewnie nasuwa się Wam na myśl pytanie co to właściwie za ptaki? Przyznać się muszę, że słaby ze mnie ornitolog niestety. Sporo ich u nas fruwa, lubię na nie patrzeć i słuchać świergotów itp lecz z odróżnianiem miewam problem. Jednak same byłyśmy mega ciekawe co za gatunek na naszych oczach powiększa swą liczebność więc poczyniłyśmy jeszcze baczniejsze obserwacje. Odkrycie tajemnicy nie było takie proste, ponieważ matka szybciutko odlatywała, jak tylko uchylałyśmy okno i chowała się w rosnących obok świerkach ale w końcu zrobiła się odważniejsza i zaczynała pokazywać. Wspólnie z Dusią stwierdziłyśmy, że to ten sam gatunek co zimą jego przedstawiciele nawiedzały nasz ogródek i podjadały jabłka :)


Kwiczoł - gatunek niewielkiego ptaka wędrownego z rodziny drozdowatych. Ptak wielkości kosa, o nieco dłuższych skrzydłach. Obie płci ubarwione podobnie, samce jedynie nieco intensywniej.
W Polsce dawniej nieliczny, do końca XVIII w. gniazdował tylko na północnym wschodzie kraju, głównie na Mazurach. W XIX i XX wieku rozszerzał zasięg występowania i stale zwiększał swoją liczebność. Obecnie lęgowy w całym kraju i miejscami dość liczny. Podczas zimowych przelotów bywa bardzo liczny, co roku też pewna część osobników zimuje. 
Odżywia się drobnymi bezkręgowcami wyszukiwanymi w ziemi, głównie owadami i ich larwami oraz dżdżownicami, a także nasionami i owocami.
W ciągu roku wyprowadza jeden lub dwa lęgi, pierwszy w kwietniu, ewentualny drugi na przełomie maja i czerwca.


Kwiczoły dodatkowo są towarzyskie, hałaśliwe i bronią swoich młodych. Oj tak, z tym to się zgadzamy. Dźwięk wydawany przez nie jest nam dobrze znany na codzień a w momencie gdy otwierałyśmy okno i np cykałyśmy zdjęcie to kwiczały i skrzeczały jeszcze głośniej. 
Mamy nawet filmik. Obraz słaby ale ważniejsze, że coś słychać ;)


Wróćmy jednak do pisklaczków, które z dnia na dzień stawały się coraz większe i bardziej opierzone :)



Generalnie nie chciałyśmy ani ich ani ptasich rodziców zbyt mocno denerwować dlatego zaglądałyśmy do nich tylko raz dziennie. Czasem dosłownie na sekundkę by zerknąć a czasem na chwilkę dłużej co by się lepiej przyjrzeć i cyknąć zdjęcia. Tylko w sumie o ile ja mogłam swobodnie oglądać to Dusia jako mniejszy osobnik miała trudniejsze zadanie ponieważ musiała się mocno wychylać. Dlatego raz uległam i choć nie byłam pewna czy to dobry pomysł wyjęłam jednego ptaszka by Jej pokazać.


Nie wiem czy zwróciliście uwagę ale w gniazdku były 4 ptaszorki. Niestety z czasem zaczęło się robić coraz ciaśniej i chyba dlatego niestety jeden wypadł i nie przeżył upadku :(.


Dni mijały, małe kwiczoły miały już pełne opierzenie a my wyczytałyśmy, że pisklaki po około 2 tygodniach opuszczają gniazdko. Nie umieją jeszcze wtedy fruwać ale pod okiem rodziców spacerują po bliskiej okolicy. Trochę smutno nam się zrobiło, że lada chwila będziemy musiały zakończyć obserwacje ale cóż... taka koleje losu.

Najpierw z bezpiecznego gniazdka zniknął jeden ptaszek... Potem kolejne... Ale udało nam się je jeszcze wyśledzić w ogródku :)


Nie wiem która z nas była bardziej tym wszystkim "podjarana" (chyba jednak ja) ale ogólnie obydwie miałyśmy sporo radochy z tej obserwacji... z tej małej lekcji przyrody. To naprawdę fascynujące, móc tak na bieżąco, na żywo widzieć jak dorastają ptaszki. :)

PS. Wpis powstał w celach pamiątkowych, chęci podzielenia się z Wami naszymi pięknymi obserwacjami oraz w ramach udziału w Projekcie Mały Przyrodnik. :)




10 komentarzy:

  1. Super macie - smyki byłyby zachwycone mając takie widoki ---> ciekawa lekcja przyrody dla każdego (y)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa i na swój sposób piękna lekcja :-)

      Usuń
  2. Niesamowita lekcja przyrody. Nie dziwię się, że byłaś tak podekscytowana, sama bym była. A z tym wyciąganiem z gniazda, to chyba nie był dobry pomysł, choć wiem, że chciałaś pokazać Córce takiego cudnego ptaszorka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam spore obawy przed wyciągnięciem i raz gdy były mniejsze odmówiłam ale za kilka dni dałam się namówić. Mam nadzieje że mocno nie zaszkodziłam.

      Usuń
  3. Ale numer! Ekstra lekcja przyrody :) My takie atrakcje z racji mieszkania na wsi też miewamy ale nie nudzą nam się nigdy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas obecność ptaszków itd to też codzienność ale takie obserwacje pierwszy raz miałyśmy okazje poczynić.

      Usuń
  4. Wspaniałe odkrycie i świetna przyrodnicza przygoda!
    Zazdrościmy, ale nie próżnujemy w temacie i też coraz częściej podglądamy ptaki. Może kiedyś też więcej napiszę...
    Niebieskie jajka natychmiast nasunęły pierwsze skojarzenie, że drozd - szkoda, że "krzykacz", a nie śpiewak ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. My mamy gniazdo pod dachem na tarasie i dziś córka znalazła martwego pisklaka, który najwyraźniej stamtąd wypadł :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybrałabym się na taką lekcję ! cudowne zdjęcia i pomysł, ażżal,że jest tak malo taego rodzaju lekcji w szkołach.. ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowna lekcja pokazowa. Mój syn byłby zachwycony. Ostatnio na wsi z utęsknieniem czekał na młode świnki i pojawiły się akurat jak nas nie było. Ale radość na ich widok ogromna.

    OdpowiedzUsuń