niedziela, 6 listopada 2016

Czasem eksperymentujemy

Nie ma co ukrywać, że eksperymenty nie wiodą prymu jeśli chodzi o podejmowane prze zemnie i Dusię działania. Owszem lubimy je, czasem robimy ale musimy mieć poprostu wenę... jak do wszystkiego zresztą :P. No i trzeba też odkryć coś fajnego co uznam, że godne uwagi jest i warte zrobienia. Pozatym bywa i tak, że jakiś eksperyment na szybko przeprowadzimy (np wbijanie ołówków w woreczek z wodą czy odstraszanie pieprzu zamoczonym w płynie do naczyń paluchem) tylko nie zostaje to poprostu uwiecznione i na blogu opisane. Dziś jednak pojawi się coś właśnie z tej dziedziny. Dwa proste eksperymenty, które chodziły mi po głowie już od jakiegoś czasu ale dopiero w sobotę doczekały się realizacji w domu naszym.


Na początku eksperyment mega szybki, do zrobienia którego potrzebowałyśmy zaledwie: talerza, małej świeczki (podgrzewacza), szklanki i odrobiny wody (zabarwiłyśmy ją różową bibułą bo uznałam, że tak będzie fajniej).

Wystarczy wlać do talerzyka niewielką ilość wody, na jej powierzchni położyć zapaloną świeczkę a następnie przykryć ją szklanką...



Co się dalej zadzieje? Dusia odrazu krzyknęła, że wie i świeczka poprostu zgaśnie... Miała oczywiście rację ale nie spodziewała się, że przy okazji woda zostanie "wchłonięta" do wnętrza szklanki... A stało się tak ponieważ płomień świecy pali się dzięki tlenowi, gdy tlenu pod szklanką zabraknie, płomień zgaśnie. Powietrze, które zostanie w szklance, oziębi się i skurczy. Dzięki temu powstanie miejsce dla wody, która zostanie wessana do szklanki.


I jeszcze filmik :)



Szczerze mówiąc obawiałam się, że Dziecko me jakoś szczególnie nie zachwyci się tym eksperymentem, bo szybko, prosto i bez większych efektów ale jednak byłam w błędzie. Zaskoczył ją bardzo fakt, że oprócz tego, że świeczka zgaśnie zostanie również wessana woda. Tak jej się spodobało, że chciała go powtórzyć ale z dwoma podgrzewaczami i szklankami ;).



A teraz czas na drugi nasz sobotni eksperyment. :)
Kolejność przeprowadzonych doświadczeń była celowo tak ustawiona ponieważ po 1: musiałyśmy najpierw jechać zakupić potrzebne rzeczy a wizytę w mieście miałyśmy zaplanowaną na po obiedzie, po 2: wiedziałam, że ten eksperyment będzie trwać dłużej i skończy się ciapcianiem po którym Dusia pewnie nie miała by już chęci na dalsze działania ;). 

Tym razem potrzebowałyśmy: talerzyki, cytryny, sodę, wykałaczkę oraz różne kolory bibuły do pofarbowania wody (tu oczywiście super sprawdziłyby się również barwniki spożywcze)

Na początku przy dwóch cytrynkach odcięłam "dupki" co by ładnie stały oraz wydrążyłam od góry małe dziury. Dalej działała Dusia... Ponakłuwała owoce wykałaczką aby więcej soku pościły a następnie polała je odrobiną zabarwionej wody i posypała sodą... 


Nie trzeba było długo czekać aby zobaczyć jak kwaśny sok zmiesza się z sodą w efekcie czego powstanie musująca, kolorowa pianka...


Nic już się nie dzieje?


To nic... wystarczy ponownie przy użyciu wykałaczki wydobyć porcje soku, dolać barwnika, dosypać sody i znowu zacznie się pienić ;)


W związku z tym, że nie jest to pierwszy wybuchowy eksperyment który przeprowadzałyśmy (w wakacje robiłyśmy podobny tylko w szklankach z octem KLIK) to gdzieś ten efekt wow uciekł ale dobrze przewidziałam, że mimo wszystko Dusi spodoba się i zakupiłam więcej cytryn ;)
Przy następnej porcji nie bawiłam się już jednak w wydrążanie dziur ale przekroiłam owoce poprostu na pół.


Po zakończeniu "oficjalnej" eksperymentalnej części przyszła pora na zabawę... czytaj ciapcianie...


Dusia nakłuwała, ściskała, dolewała, dosypywała, mieszała...
Mówiąc krótko: zmaltretowała cytryny na maksa :P



Zabawa była bardzo fajna i obydwa eksperymenty przypadły memu Dziecku do gustu.
Teraz muszę wyszukać kolejne, ciekawe doświadczenia które za jakiś czas przeprowadzimy ;)

19 komentarzy:

  1. A ja mam wrażenie, że u Was to eksperymenty bardzo często :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio to jakoś na koniec wakacji eksperymentowałyśmy więc trochę już mineło ;-)

      Usuń
  2. Ten ze świeczkami i szklanką robilismy i do zrobienia ,,wiecznego wulkanu" był naszym ulubionym eksperymentem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczny wulkan... Hmmm... Muszę przejrzeć Twój blog bo nie kojarze ;-)

      Usuń
  3. Podoba mi się eksperyment z cytryną, ale świeczkowy tańszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam... Raz można poświęcić pare złoty na cytrynki i sodę ;-)

      Usuń
  4. fantastyczne eksperymenty. Ile to człowiek się może nauczyć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć człowiek uczy się przez całe życie ;-)

      Usuń
  5. Cytryna często u nas wybucha, a do eksperymentu ze świecką zbieramy się już jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak my do wybuchowych cytryn ;-)

      Usuń
  6. świetnie,cytrynka bardzo fajnie wygląda :0trzeba spróbowac:) Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż znane to z cytrynkami jeszcze nie robiliśmy, a mamy ochotę ;) teraz jeszcze większą!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Też musimy się znowu zabrać za eksperymenty, podglądniemy Wasze :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oba mi sie podobają ale ten ze swieczka najlepszy. Zrobię jutro synkowi;) pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  10. Eksperymenty są niezwykle ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń