piątek, 25 marca 2016

To wszystko mija...

Mijają godziny... dni... miesiące... lata... Chyba każda mama czasem zastanawia się czemu ten czas tak pędzi? Dlaczego Dzieci muszą tak szybko rosnąc? A po drodze różne wychowacze kryzysy, setki przemyśleń, miliony wzruszeń. Coś o tym wiem bo w końcu jestem mamą prawie od 8 lat. Jednak tym razem nie ja chce napisać słów kilka o tym więc i o Dusi nic nie będzie. Pałeczkę przekazuje mojej Siostrze którą poznaliście przy recenzji książeczek kontrastowych :-).

"Kiedy urodziłam synka, czułam się naładowana energią. Poporodowa adrenalina sprawiała, że nie potrzebowałam snu i ciągle mnie nosiło. Jednak te zapasy mocy dość szybko się wyczerpały i okazało się, że bycie matką nie oznacza bycia supermenem i że jednak nadal jestem tylko człowiekiem potrzebującym choć chwili odpoczynku. Przyszły kolki, potem zaczęło się ząbkowanie, a ja zamieniłam się w tykającą bombę. Każdego wieczoru zagłuszanego przez ryk cierpiącego dziecka (tak, ryk, a nie płacz - płacz to jest na głód ewentualnie tęsknotę, a na kolkę jest ryk) i każdej nocy przespacerowanej z popłakującym synkiem na rękach bałam się, że w końcu wybuchnę. Ze zmęczenia, z niewyspania, z braku pomysłu na to, jak ulżyć własnemu dziecku.


Któregoś dnia doznałam olśnienia - przecież TO WSZYSTKO MINIE! Minie kolka, minie ząbkowanie, miną skoki rozwojowe. Miną nieprzespane noce, wiszenie na piersi, brak możliwości zniknięcia z pola widzenia dziecka. Ale dzisiaj, właśnie DZISIAJ jestem potrzebna temu maleństwu, które nie rozumie, dlaczego brzuszek boli, dlaczego dziąsła swędzą, dlaczego sen nie przychodzi mimo zmęczenia. To magiczne zaklęcie "wszystko minie" dodawało mi cierpliwości, choć jeszcze przed sekundą wydawało mi się, że zużyłam wszystkie jej zapasy. W tych trudnych chwilach oddaję się cała mojemu dziecku, odrzucając domowe obowiązki, rezygnując z własnych przyjemności, przesuwając w czasie poczynione wcześniej plany.



Ale dziś nad ranem, kiedy mój synek kolejny raz obudził mnie popłakiwaniem (taaak, spodziewamy się na Wielkanoc drugiego ząbka), a ja tuliłam go w ramionach, choć marzyłam o wizycie w toalecie, doszłam do wniosku, że... cholera, to naprawdę mija! To tak BARDZO SZYBKO MIJA! Przecież on nie dalej jak przedwczoraj ledwie otwierał oczy, a wczoraj nie potrafił obrócić się z brzuszka na plecy. A dzisiaj? Dzisiaj turla się po podłodze, śmieje się w głos, próbuje zjeść swoje stopy, rozpoznaje twarze bliskich. Jeśli akurat zęby nie dokuczają, to budzi mnie pociąganiem za moją koszulę albo dotykaniem mojej twarzy.


Kiedy minął ten czas?


Dzieci rozwijają się w tak szybkim tempie, że naprawdę łatwo przegapić ten moment. Bo niemowlęctwo to tylko moment. Nie chcę go stracić. Teraz odłożę obowiązki na bliżej nieokreślone "później" nie tylko dlatego, że mój synek tego potrzebuje. Ja też tego potrzebuję. Potrzebuję być blisko niego, obserwować każdą zmianę, być świadkiem nowych odkryć i umiejętności. Być przy nim, kiedy powoli, a jednocześnie tak bardzo szybko, moje dziecko przeobraża się w zupełnie dorosłego człowieka.


Synku, proszę, dorastaj trochę wolniej..."



Ania

6 komentarzy:

  1. Ja tez córce powtarzam, by zwolniła trochę z tym dorastaniem......

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja córeczka ma już 6 lat i naprawdę nie wiem jak ten czas szybko zleciał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się, że któregoś dnia się obudzę i nagle się okaże, że moje dziecko idzie do przedszkola / szkoły / na studia... :-)

      Usuń
  3. Pulchne łapki i milusie stópki też miną:), niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak kocham te pulchności mojego synka! :-)

      Usuń