wtorek, 3 marca 2015

Wychodzimy na dwór...

Do napisania owego postu skłoniło mnie przeczytanie TEGO artykułu... Powiem szczerze, że nie raz tak sobie na ten temat myślę... Świat się zmienił... pędzi jak szalony... coraz mniej czasu, coraz więcej na głowie... nowinki technologiczne otaczają nas na każdym kroku...

Nie mam zamiaru wrzucać wszystkich do jednego worka, coś wypominać, oceniać innych rodziców... ale... niestety po części muszę się zgodzić z tym o czym pisze autor artykułu.
Nie chce też siebie idealizować, bo wiem, że nie zawsze jestem super Mamą, że często brakuje tego czasu, że czasem jest ograniczony limit minut... tylko gdzieś w tym wszystkim staram się... Staram się, żeby Dusia w miarę możliwości jak najwięcej przebywała na świeżym powietrzu...

Mamy to szczęście, że mieszkamy na wsi za czym idzie posiadanie własnego całkiem sporego podwórka, kawałek ogródka, wokół trochę pól więc o kontakt z naturą nie problem. Może w mieście rzeczywiście z tym ciężko ale myślę, że dla chcącego nic trudnego... zawsze jest jakiś park czy coś w tym stylu...
 Wracając jednak do Nas... Dziecko me owszem zna doskonale gierki na telefonie, ogląda całkiem sporo bajek itd ale równie często jest na dworze. Jeśli mam wolny weekend, albo na tygodniu skończę wcześniej pracę i pogoda na to pozwala to wychodzimy... Czasem możemy pozwolić sobie na pół godzinki, innym razem na 3. Bywa, że poprostu siedzimy na podwórku ale również ruszamy w teren... Nie są  to jakieś dalekie wycieczki... raczej taka najbliższa okolica ale... co i rusz coś się w ich trakcie nowego przydarzy, wymyśli... Np. ostatnio - Dusię naszła ochota na przejażdżkę hulajnogą, więc ok, nie ma problemu, wyciągnęłam ją z garażu, przetarłam i idziemy... Fakt faktem, ujechała raptem kilka metrów ale nie dlatego, że więcej się nie chciało czy coś... poprostu na łące blisko naszego domu były zamarznięte wielkie kałuże więc poszłyśmy tam i pół godziny ślizgałyśmy się, coś udawałyśmy... Albo innym razem, jesienią... Wybrałyśmy się na rowery... Dojechałyśmy do takiej naszej tzw Głębokiej Drogi (takiego niby małego wąwozu) i... zrezygnowałyśmy z dalszej zaplanowanej trasy... postawiłyśmy rowery i zaczęłyśmy się wspinać.
Nie wspominając już o (nie)zwykłym obserwowaniu natury... uczeniu się czegoś...



Tak jeszcze wspominając sytuację w mieście... My mieszkamy blisko pewnego małego miasteczka... ale czasem i tam spędzamy czas na świeżym powietrzu... Wypad na plac zabaw w parku a potem spacerek... albo pojedziemy nad zalew gdzie stoją sprzęty do ćwiczeń i jest ścieżka rowerowa po której Dusia na ogół śmiga na rolkach... Nie wspominając już o tym, że w okolicy jest kilka lasów... Przecież od czasu do czasu np. w niedzielę można wybrać się na rodzinną wycieczkę...

Mimo wszystko ja osobiście czuję czasem niedosyt... mam wyzuty, że jeszcze za mało mam tego czasu by z Dzieckiem wyjść... Że czasem bym chciała na spokojniej, na dłużej... że można by inaczej... że fajnie było by gdzieś dalej, gdzieś w ciekawe miejsce jechać... Ale to nie jedyne moje "zmartwienie".
Dusia jak Wam wiadomo jest jedynaczką... Nie licząc wcześniejszego przedszkola a teraz szkoły ma niestety niewielki kontakt z innymi Dziećmi... Czasem przyjeżdża do nas pewna Dziewczynka z rodzinny, odwiedzamy też brata ciotecznego który mieszka blisko i ma Dwójkę Dzieciaczków i tyle. Głównie urzędujemy we Dwie i widzę, że trochę brakuje Jej kogoś bardziej w swoim wieku do wspólnych zabaw...

Nie wiem czy to Ludzie się zmienili czy Świat ale jak przypomnę sobie swoje dzieciństwo to wyglądało to całkiem inaczej. Każdy wolny dzień od szkoły spędzało się na dworze... z innymi... z sąsiedztwa, ze wsi... raz bawiliśmy się na moim podwórku innym razem na czyimś... Nikomu nie przeszkadzało, że jakieś "obce" Dzieciaki latają... jak Ktoś zgłodniał to szybko dana mama/ babcia zrobiła kanapkę i heja dalej... A teraz... Odnoszę wrażenie, że każdy/większość pozamykała się na swoich podwórkach... I co z tego, że obecnie też na wsi jest sporo Dusi rówieśników... że chodzą do jednej szkoły a nawet z Dwójką do jednej klasy, że z niektórymi rodzicami nie wymieniam się tylko grzecznościowym "Dzień dobry" jak na tym się kończy... Może to moja wina, bo ja się narzucać nie lubię... no ale przecież nikomu z buciorami nie będę wchodzić na ich teren... I nawet nie ma kiedy nawiązać jakiś bliższych relacji...
Jeszcze jak Dzieciaki były mniejsze, takie w wózkach jeżdżące to się mijało na spacerach inne Mamy, chwilę przystanęło, Pociechy nieśmiało zapoznawały się... tylko to też już minęło... Tzn. ja z Dusią nadal łażę po wsi ale nie mijam już innych... Widzę ich za bramami... siedzących w swoim świecie... I czasem to czuję się jak kosmitka...
Może za dwa, trzy lata coś się zmieni... Dzieciaki podrosną... zaczną bardziej samodzielnie decydować z kimś się bawią... Może Któreś odważy się i wyjdzie... może zakoleguje się z Dusią... Bardzo bym chciała... Póki co pozostaje mi tylko starać się i ciekawie organizować czas by jak najrzadziej widzieć w Jej oczach smutek z braku towarzystwa...

Ja bardzo lubię spędzać z Dusią czas na świeżym powietrzu... Pomijając już nawet te kontakty między ludzkie to i tak niesie to za sobą same pozytywy... Obcowanie z przyrodą, przeżywanie wielu przygód, odkrywanie nowych rzeczy, na ogół fajną zabawę no a do tego ruch i zdrowie :).

Napisałam to na początku i zrobię to też teraz... Nie chce nikogo osądzać, mówić jak ma postępować, wiem, że są różne sytuację... Tylko czasem naprawdę niewiele trzeba... Kilka godzin w ciągu tygodnia... Chyba tyle można czasu znaleźć... Bo widzicie... moi rodzice gdy byłam Dzieckiem też pracowali i jak to na wsi mieli sporo obowiązków i zajmowali się nie tylko mną ale i moją siostrą a mimo to do dnia dzisiejszego pamiętam jak Mama np grała z nami w siatkę a Tata bawił się w wojnę... I ja też do pracy chodzę... Często od 9 do 17 i w co drugą sobotę...

Nie zamykajcie Dzieci w domach... nie ograniczajcie swobodnego poznawania tego co wokół... nie stawiajcie murów między nimi a przyrodą... To naprawdę zaprocentuje na przyszłość.

Ps. Post napisany jest bardziej ogólnie ale nie tyczy się to oczywiście wszystkich rodziców... Zawsze są wyjątki... ;) Choć realnie znam takowych  niewielu (no ale to może wina tego że nie mam aż tylu znajomych ;) ).
Za to chociaż tu w blogowym światku spotkałam ich całkiem sporo... Wiele super Mam które nie tylko w domu kreatywnie spędzają czas ze swoimi Dziećmi... :).

PS.2 Pamiętacie jak pojawiały się tutaj wpisy w ramach pewnego Projektu Przyroda pod lupą? Wraz z nadejściem marca startuje on na nowo... (szczegóły) i my na pewno w miarę możliwości z przyjemnością ponownie przyłączymy się :)



9 komentarzy:

  1. Świetny post!!! Całkowicie się z Toba zgadzam, ja uwielbiam przebywac na dworze, nie tylko dlatego, że mieszkam na przedmieściach, jak mieszkałam w mieście tez to lubiłam, jak piszesz - wszędzie znajdzie się mozliwość by z dzieckiem poprzebywać na powietrzu!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry post! Gratulacje! My z Filipkiem wychodzimy prawie codziennie. Chodzimy w rozne miejsca: lasek, miasto, rzeczka. W obecnej chwili sa to tylko spacery wozkowe, bo mlodzieniec jeszcze nie chodzi. Jednak bede robic wiele, aby Filip byl blisko z natura i przyroda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trakcie wózkowych spacerów też można czasem ciekawe rzeczy zobaczyć :-)

      Usuń
  3. Jak się da to z dzieckiem na dwór należy wychodzić codziennie, takie moje zdanie.
    Niestety teraz jak córka chodzi do przedszkola, to sporo choruje i wtedy musimy siedzieć w domu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas podobnie.. Nie raz fajna pogoda a choroba uziemi nas w domu... Żal wtedy trochę ale na to akurat nic się nie poradzi.

      Usuń
  4. Zgadzam się z Tobą :) Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń