Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 sierpnia 2017

(Nie)zwykłe karty

Mam wiele wspomnień związanych z moim Tatą a jednym z nich bez wątpienia jest to jak uczył mnie i moją Siostrę grać w karty... Tak tak, dobrze czytacie... Oczko, Tysiąc i takie tam :P. Pamiętam też rożne rodzinne spotkania gdzie dorośli wraz z nami dzieciakami łoili w Pana... Oni kombinowali i mieli strategie a my głównie liczyliśmy na dobry układ kart... i standardowy tekst mojego Wujka "Walkiem go" :P. No i jeszcze te dwa tygodnie gdy miałam nogę w gipsie i nie chodziłam do szkoły... wtedy męczyłam Dziadka graniem w Świnkę. Za to z rówieśnikami czasem zasiadaliśmy np do Kuku :D.
Teraz wydaje mi się, że te wszystkie gry zwykłymi kartami stają się już lekko zapomniane... przynajmniej u nas... Czemu tak się stało? Może przez to, że rzadziej od tak siedzi się z rodzinną i  ma się czas oraz chęci na tego typu formę spędzania czasu (my zazwyczaj tylko z Dusią gramy)...? Może dlatego, że obecnie na rynku jest cała masa innych "nowoczesnych" gier (gdy spotykamy się z moją Siostrą i Szwagrem wyciągamy raczej planszówki a nie karty)? 

Wracając jednak do wspomnień to mam jeszcze jedno związane z tym o czym powyżej pisałam. Jeśli chodzi o karty to jako dziecko zawsze lubiłam te z damą, królem i waletem. Czemu? Bo były najbarwniejsze i posiadały obrazek. Nie jedna talia u nas w domu przez lata przewinęła się ale wszystkie wyglądały praktycznie tak samo... zazwyczaj różnice widoczne były tylko na rewersach. Ale to było dawno... teraz przyszedł czas na całkiem inne wydania :).

Fabryka Kart Trefl-Kraków ma w swej ofercie całkiem sporo różnych talii kart, począwszy od takich bardziej tradycyjnych po inne nieco bardziej oryginalniejsze i ciekawsze a skończywszy na tych z pięknymi obrazkami.

Jakiś czas temu pojawiły się u nas 4 opakowania należące do tej ostatniej wymienionej prze zemnie grupy.


czwartek, 20 kwietnia 2017

Dzieciństwo kiedyś i dziś


Od czasu do czasu buszując po necie, natrafiam na wpisy lub posty na Facebooku mówiące o zabawach z dawnych lat. Zazwyczaj pojawiają się komentarze pełne sentymentów, wspomnień oraz ochów, że to były czasy może trudniejsze ale weselsze. Oczywiście nie brakuje również wypowiedzi typu "Teraz to Dzieciaki nie znają takich zabaw, tylko ekrany, siedzenie w domu itd." Ktoś nawet napisał, "że teraźniejsze Dzieci to biedne są i bez wyobraźni." I tak się nieraz zastanawiam, czy tak naprawdę jest? Czy tak musi być? Oczywiście, że nie. A wiecie co mnie natchnęło do napisania tego postu? Nasze wczorajsze wyjście na podwórko i wspólna zabawa, w trójkę, najpierw piłką w Głupiego Jasia a potem w chowanego zaklepanego :).
Powtórzę więc pytanie: Czy teraz Dzieci naprawdę nie mają/ nie mogą mieć podobnego dzieciństwa to tego naszego, dawniejszego? Mogą! Niektóre nawet mają, np. moja Dusia.

Wiem, że czasy są całkiem inne... Zabawek wszędzie pełno a do tego te laptopy, smartfony i kanały w tv gdzie 24h na dobe lecą bajki. Nie będę czarować, moja Pociecha też siedzi przed ekranami, też ma sporo "gadżetów" do zabawy ale wychodzę z założenia, że wszystko jest dobre lecz z umiarem. A czy Wy w dzieciństwie nie męczyliście Mario, nie strzelaliście do kaczek, nie kupowaliście dyskietek do Pegazusa, nie hodowaliście zwierzaczka w jajeczku Tamagoczi? Bo ja tak i nie jedną godzinę przy tym wszystkim spędziłam. Czy coś mi się przez to stało? Nie! Oczywiście ktoś może teraz napisać, że tamte gry to całkiem co innego a teraz to takie ogłupiające. Jednak z tym nie do końca się zgodzę. Owszem, bywa, że włos się na głowie jeży jak widzi się co można w necie znaleźć ale przecież od tego jesteśmy My-Rodzice, by kontrolować. Czasem trzeba powiedzieć wyraźnie "Kochanie, uważam, że to nie jest odpowiednie dla Ciebie. Jeśli dzieci w klasie w to grają/oglądają nie oznacza, że Ty też musisz". Potem bywa bunt, bo Ona chce ale rozumie, nie to nie i u nas nie działa to na zasadzie: zakazany owoc kusi. A co z czasem spędzonym przed ekranami? Umiar i jeszcze raz umiar. Dusia na tygodniu rzadko odpala laptopa ale w soboty przed południem, gdy nie mamy innych planów spędza przy nim trochę czasu (ale laptop to nie tylko gry... Dziecko me ogląda też filmiki typu zrób to sam albo np ostatnio tworzyło prezentacje o koniach) . Gorzej bywa z telefonem, bo tu czasem ciężko Ją oderwać lecz nie ma przebacz "Kochanie, wystarczy już tego klikania, teraz porób coś innego". I co się wtedy dzieje? Czy mojej Dziecko nagle zaczyna się nudzić i nie widzi innych alternatyw na spędzenie wolnego czasu? NIE!

niedziela, 31 lipca 2016

Telenowel czar

Jak zapewne nie raz już wspominałam jestem z natury osobą bardzo sentymentalną, lubiącą wspominać, zwłaszcza czasy dzieciństwa. I chyba nigdy nie zgadniecie na co mnie ostatnio naszło... Telenowele... Tak tak, te wszystkie argentyńskie, meksykańskie itp tasiemce.
Wydaje mi się, że aktualnie ich popularność znacznie spadła i coraz mniej widać je w tv ale to może poprosotu mnie przestały one interesować, bo jak już to czasem tylko jakiś polski serial wieczorem odpalę. Ale kiedyś był na nie szał.

Pamiętam, że pierwszą telenowelą jaką poznałam była "Luz Clarita". Oglądałam ją zawsze z babcią i może dlatego, że sama byłam wtedy dzieckiem polubiłam dziewczynkę w niej występującą. Oczywiście wspomnieć by wypadało też o niezniszczalnej "Modzie na sukces" ale to to mnie nigdy nie kręciło choć wszystkie Panie ze wsi oglądały (babcia, mama, ciotka, sąsiadki) a potem niejednokrotnie o fabule dyskutowały.


Później była kolejna ale za chiny nie pamiętam tytułu. Coś mi się kojarzy że na wstępie pojawiała się jakaś plaża ale to takie mgliste wspomnienie także może się mylę. Tak czy siak lubiłam ją tylko w połowie... Guzik co rozumiałam wtedy ale gapiło się jak w obrazek... tyle, że czasowo gryzła się w wieczorynką i niekiedy byłam zła, że tylko połowę bajki mogę oglądać ;)

No a dalej to już litania telenowel... 
Najpierw kilka pozycji a po pewnym czasie rozsiały się one jak grzyby w lesie po deszczu. Kanałów w tv było wprawdzie niewiele ale prawie na każdym jakąś emitowano. Zupełnie tak jak teraz, gdzie w pewnych godzinach to tylko "Trudne sprawy", "Szpital" itd lecą. Tylko tamte pozycje z dwojga złego lepsze były... no wiecie takie klimatyczne i w ogóle ;) No i na równi traktowe wtedy z polskim"Klanem" czy "Złotoposlkimi"  :P Tylko oczywiście męska część rodzin w owych czasach przechlapane miała bo Teleexpresu lub wieczornych wiadomości oglądać nie mogli :P

wtorek, 8 września 2015

Powrót Pokemonów

Już nie jednokrotnie wspominałam Wam, że jestem takim trochę chomikiem... Choć to może jednak bardziej kwestia sentymentalności? Często żal mi się z czymś rozstawać a do tego lubię wspominać no i wiecie... Tak czy siak te wszystkie cechy sprawiły, że ileś tam lat wstecz stwierdziłam, że część rzeczy z mojego dzieciństwa zachowam... wpakuje do kartonów, wyniosę na strych i będą sobie tam czekać... Na co? oczywiście na Dusię.
Co jakiś czas zaglądamy do tych zakurzonych pudełek i wyciągamy coraz to inne skarby. Zresztą pisałam Wam już o grach planszowych, sprężynce KLIK czy całkiem niedawno o karteczkach do segregatora KLIK. I tu Wam muszę powiedzieć, że ku memu zaskoczeniu po wakacjach Dziewczynkom w Dusi klasie nie znudziły się jeszcze wymianki. Właśnie dzisiaj Dusia zaopatrzyła się w nowe komplety i jutro zabiera do szkoły.

A pamiętacie taką bajkę "Pokemony"? To jakoś tak okres mojego końca podstawówki był. Ileż to ja chipsów i rogali zjadłam by nazbierać kolekcję naklejek i żetonów. Czy to wakacje czy inny miesiąc o danej godzinie liczyło się tylko jedno: obejrzenie kolejnego odcinka. Haha... W głowie nagle tyle wspomnień, takie ciepło wewnętrzne... Chciało by się znów być dzieckiem... Czasu jednak nikt nie cofnie, mówi się trudno. Ja jednak teraz w pewnym sensie mogę na nowo przeżywać Pokemonowy szał :P.
W niedzielę znalazłam słoik pełen starych żetonów (i nie tylko) z postaciami z owej bajki :D


Dusia choć te stworki widziała pierwszy raz i kompletnie nie wiedziała skąd one się wzięły, odrazu przepadła. Były ochy i achy i o jaki fajny, a ten jaki śmieszny i ten i tamten.

czwartek, 28 maja 2015

Wiecznie żywa Pocahontas

Czas na kolejny wpis w ramach Projektu Przygody z książką.


Inspiracją to tego postu stała się "Pocahontas" od Wydawnictwa Egmont. Ale nie jest to jakaś tam zwykła pozycja... To jedna z tych książek którą Dusia ma jeszcze po mnie, czyli swoje już przeżyła (co zresztą widać).


Pierwsze podejście do owej lektury robiłyśmy już jakiś czas temu... Początkowo Dusię zainteresowała ta opowieść ale  w połowie chciała przerzucić się na coś innego. Potem gdzieś tam po drodze Córcia oglądała bajkę... minął kolejny rok... książka odleżała swoje aż w końcu znowu ją wyciągnęłyśmy. I tym razem została przeczytana cała :)

czwartek, 7 maja 2015

Karteczkowy szał

Kto pamięta z czasów własnej podstawówki wymiany karteczkami? Przerabialiście to? 
Moda pod różnymi postaciami lubi wracać... Doskonałym dowodem na to jest to co się obecnie dzieje w klasie Dziecka mego...

Do niedawna Dusię ze szkoły odbierał mój brat cioteczny... Od czasu do czasu gdy w drodze powrotnej kupował coś dla swych pociech to i Jej też...  jakiś soczek albo batonika a któregoś razu paczuszkę małych karteczek... Córcia na początku nie bardzo wiedziała po co właściwie one są a do mej głowy odrazu napłynęły wspomnienia... i wiecie co zrobiłam? Poleciałam na strych i zaczęłam przegrzebywać kartony... Nie byłam pewna czy znajdę tam to o czym myślałam ale ostatecznie na dnie jednego z pudeł znalazłam je... stare karteczki z mojego dzieciństwa... 


Dusi odrazu zaświeciły się oczka i następnego dnia stała się posiadaczką własnego segregatora (obowiązkowo musiał znaleźć się na nim kot ;) ).

wtorek, 3 marca 2015

Wychodzimy na dwór...

Do napisania owego postu skłoniło mnie przeczytanie TEGO artykułu... Powiem szczerze, że nie raz tak sobie na ten temat myślę... Świat się zmienił... pędzi jak szalony... coraz mniej czasu, coraz więcej na głowie... nowinki technologiczne otaczają nas na każdym kroku...

Nie mam zamiaru wrzucać wszystkich do jednego worka, coś wypominać, oceniać innych rodziców... ale... niestety po części muszę się zgodzić z tym o czym pisze autor artykułu.
Nie chce też siebie idealizować, bo wiem, że nie zawsze jestem super Mamą, że często brakuje tego czasu, że czasem jest ograniczony limit minut... tylko gdzieś w tym wszystkim staram się... Staram się, żeby Dusia w miarę możliwości jak najwięcej przebywała na świeżym powietrzu...

Mamy to szczęście, że mieszkamy na wsi za czym idzie posiadanie własnego całkiem sporego podwórka, kawałek ogródka, wokół trochę pól więc o kontakt z naturą nie problem. Może w mieście rzeczywiście z tym ciężko ale myślę, że dla chcącego nic trudnego... zawsze jest jakiś park czy coś w tym stylu...
 Wracając jednak do Nas... Dziecko me owszem zna doskonale gierki na telefonie, ogląda całkiem sporo bajek itd ale równie często jest na dworze. Jeśli mam wolny weekend, albo na tygodniu skończę wcześniej pracę i pogoda na to pozwala to wychodzimy... Czasem możemy pozwolić sobie na pół godzinki, innym razem na 3. Bywa, że poprostu siedzimy na podwórku ale również ruszamy w teren... Nie są  to jakieś dalekie wycieczki... raczej taka najbliższa okolica ale... co i rusz coś się w ich trakcie nowego przydarzy, wymyśli... Np. ostatnio - Dusię naszła ochota na przejażdżkę hulajnogą, więc ok, nie ma problemu, wyciągnęłam ją z garażu, przetarłam i idziemy... Fakt faktem, ujechała raptem kilka metrów ale nie dlatego, że więcej się nie chciało czy coś... poprostu na łące blisko naszego domu były zamarznięte wielkie kałuże więc poszłyśmy tam i pół godziny ślizgałyśmy się, coś udawałyśmy... Albo innym razem, jesienią... Wybrałyśmy się na rowery... Dojechałyśmy do takiej naszej tzw Głębokiej Drogi (takiego niby małego wąwozu) i... zrezygnowałyśmy z dalszej zaplanowanej trasy... postawiłyśmy rowery i zaczęłyśmy się wspinać.
Nie wspominając już o (nie)zwykłym obserwowaniu natury... uczeniu się czegoś...

środa, 15 stycznia 2014

Zabawa "Wspomnienia z dzieciństwa"

Często, gęsto razem z moim Narzeczonym mamy fazy na wspominanie naszych dzieciństw, czasów szkolnych czy okresów bycia nastolatkami. Zdarza nam się używać sformułowania "za Naszych czasów" i czuję się wtedy jakoś tak staro ;). Wspomnień jest cała masa i domyślam się, że i Wy takowe posiadacie.
Wpadłam więc na pomysł, żeby zorganizować małą blogową zabawę i mam nadzieję, że z przyjemnością przyłączycie się. :)


A na czym będzie to wszystko polegać? Wystarczy, że cofniecie się pamięcią i podzielicie się na swoich blogach własnymi wspomnieniami w 5 kategoriach. Jednak żeby z takiego postu nie powstał referat to umówmy się, że w każdej części można wymienić maksymalnie 3 rzeczy. Czym będziecie się kierować zależy już od Was. Mogą to być pierwsze wspomnienia jakie przyjdą Wam do głowy a mogą być te najlepsze :).
No to ja zaczynam :)

1. Smaki ze sklepu
- Oranżada w szklanej butelce. Kupowana po szkole, wypijana pod sklepem tak by butelkę zaraz oddać.

- Gumy. Były jeszcze Turbo z samochodami. A te z Donaldem kojarzą mi się z wakacjami u dziadków :)



- Chrupki Flips. Zwykłe kukurydziane, truskawkowe, czekoladowe i toffi. Potem chyba jakieś inne smaki wchodziły...?



2. Domowe smaki:
- Chleb ze śmietaną i cukrem albo poprostu z wodą i cukrem jedzony nie tylko ze względu na brak innych rzeczy. Czasem ot tak, nawet będąc już starszą lubiłam zjeść sobie taką kanapeczkę ;)

- Agrest. Hmmm jak ja go lubiłam. Pamiętam, że u nas w ogródku były 2 krzaczki z takim drobnym a u Babci z większymi ziarenkami. Chodzi on za mną już od jakiegoś czasu. Może gdzieś kiedyś spotkam to kupię :D

- Młode ziemniaczki z koperkiem, jajkiem sadzonym i zsiadłym mlekiem... Najlepszy obiad wakacyjną porą. Do tej pory lubię czasem taki zjeść :D

3. Zabawki i gadżety:
- Atari 2600. Oj grało się w to grało. Z chęcią popykałabym sobie w te gierki... Teraz to niby takie proste, zwykłe ale dawniej... Szał :D
 

- Karteczki. Pamiętam te wymiany. Tą radość jak kupiło się jakąś fajną serię. Były z postaciami z bajek, z członkami zespołu Just 5 i wiele innych :)

- Tamagotchi. Miałam chyba 2 takie jajeczka. Była to jedna z moich ulubionych zabawek. Hodowanie "zwierzaczka" i to czekanie na moment jak podrośnie i jak będzie potem wyglądał... :)

4. Zabawy:
-Sklep. Odzieżowy (wyciągałam wszystkie mamy ubrania z szafy), mięsny (listki były wędlinami a patyczki kiełbaskami) czy spożywczy ( z nazbieranymi opakowaniami po kiślach, mące itd. )

- Granie w gumę. Całkiem niezła byłam w tym skakaniu :D. Grało się w szkole i na podwórku...

- Wojna. Czyli połączenie chowanego i podchodów. Ukrywanie się, skakanie przez płoty, bieganie, strzelanie na niby - super mieszanka. Tata wprowadził to zabawę w Nasze życie :).

5. Bajki:
- "Muminki" Długo zastanawiał się jaką bajkę wybrać, bo przecież tyle ich było... i o niebieskich ludzikach i misiach żyjących w lesie... Zdecydowałam się jednak na tą :)

- "Tabaluga" - Pamiętam, że przez jakiś czas, sobotami była taka Dobranocka. Nie wiem sama czemu ale lubiłam tego zielonego smoka :)

- "Czarodziejki z księżyca" - Teraz są jakieś Winx, Monsterki itd a dawniej było to... :)


Oto moje małe podsumowanie dzieciństwa. Teraz czekam na Wasze :). Znajdą się chętni? Jeśli tak to koniecznie dajcie mi znak jak powstanie notka, bo z ciekawości poczytam co Wy najbardziej pamiętacie. W planach mam również założyć zakładkę z listą blogów które przyłączyły się do zabawy :)

Ps. Widzę, że póki co wolicie przyłączyć się do zabawy poprzez komentarz u mnie :). Taka forma też jak najbardziej mile widziana ale jak Ktoś ma ochotę niech i u siebie na blogu taki post stworzy :D. 

piątek, 29 listopada 2013

"Listy do M"

Oglądaliście film "Listy do M."?. Ja byłam na tym w kinie 2 lata temu z siostrą i szwagrem. Według mnie to jedna z lepszych polskich komedii... Można się i pośmiać i wzruszyć. Obsada też niczego sobie: Maciej Stuhr :D, Roma Gąsiorowska, Tomasz Karolak, Agnieszka Dygant, Wojciech Malajkat, Małaszyński, Adamczyk, Zielińska, Tyszkiewicz i inni.

Tak w skrócie: "pogubieni życiowo bohaterowie odkryją, że to, co ich spotkało, to właśnie miłość! W jeden, wyjątkowy dzień w roku, pięć kobiet i pięciu mężczyzn przekona się, że przed miłością i świętami nie da się uciec. ". 

Tak naprawdę nie chce dziś pisać konkretnie o tej produkcji ale o czymś co wydarzyło się w moim życiu i idealnie wpasowuje się w klimat tego filmu.

Z moim narzeczonym poznaliśmy się przez internet. Przez kilka ładnych lat znaliśmy się tylko wirtualnie... Jak tak sięgamy pamięcią wstecz to wychodzi, że jakieś 6 lat. Były różne przerwy ale zawsze kontakt prędzej czy później powracał. Oj ile nocy zarwaliśmy pisząc na GG, ile sms-ów poszło... Potem... wyszło tak jak wyszło, że G. zerwał kontakt... O powodach i czy to była słuszna decyzja rozpisywać się nie będę bo to teraz nie istotne. Minęło kilka miesięcy... Gdzieś tam G. w głowie mi cały czas siedział ale pogodziłam się z faktem, że tym razem kontakt już nie powróci. 


poniedziałek, 18 listopada 2013

Znalezione na strychu

Pamiętam jak byłam mała i lubiłam chodzić do Babci na strych bawić się. Można było znaleźć tam ciekawe rzeczy począwszy od sukni ślubnej mamy, po stare buty babci a skończywszy na misiu jeszcze po moim tacie. Od tego okresu minęło już trochę lat... Jestem już dorosła... Ale oprócz wspomnień z dzieciństwa mam też zostawione kilka rzeczy. Pochowane są gdzieś w szafkach czy kartonach. Pamiętam jak to kiedyś wyobrażałam sobie, że powyciągam to wszystko jak będę miała własne Dziecko, albo ono samo będzie znajdować takie "skarby". Tylko wtedy wydawało się to takie odległe. Jednak nie musiałam aż tak długo czekać, bo w wieku 19 lat zaszłam w ciążę (ale o tym może innym razem). Wszelkie pluszaki i te małe i duże szybko wróciły do obiegu. Dodam, że prawie z każdym wiążę się oczywiście jakaś historia... niektóre dostawałam w prezencie, inne przywoziłam z wycieczek itd.
W zeszłym roku np. wyciągnęłam moje stare gry planszowe... Takie zwykłe, trochę przyniszczone już ale nadal zapewniają fajną, wspólną zabawę, ponieważ Dusia z chęcią zagra czasem np. w Czerwonego kapturka. Pamiętam, że z mamą często w to grałam...


Za to wiosną gdy zbliżał się okres Komunijny moja mama zaczęła wspominać jak to my (ja i moja siostra) szłyśmy do Komunii i przytaszczyła nasze sukienki. Dusi tak się spodobały, że przez kilka godzin chodziła w wianku i nie tylko ;).

środa, 9 października 2013

Dusia Malusia :)

Nie wiem czy Wy też tak macie ale ja uwielbiam robić Dusi zdjęcia... Często przeglądam sobie fotki jak Córcia była malutka... Niby to było w sumie niedawno a jednak ten Maluszek już tak urósł, tak się zmienił... Ten maluszek ma już ponad 5 lat... :)




czwartek, 15 sierpnia 2013

Garśc wspomnień z dzieciństwa

Przedwczoraj u sąsiadów na polu zjawił się kombajn więc wyszłam z Dusią na łąkę, bo chciała popatrzeć, a  kombajny, traktory, koparki to Ona bardzo lubi. :) I tak napłynęła do mojej głowy (po raz kolejny w tym miesiącu) fala wspomnień z dzieciństwa. No cóż... to ewidentnie jakiś znak, bym streściła Wam, jak te moje dziecięce lata na wsi mi mijały. Nie martwcie się, nie będę nudzić o wszystkich zabawach itd, skupie się tylko na niektórych rzeczach. :P
Z racji, że mamy lato, pierwsze co, nasuwają się wspomnienia z sianokosami i żniwami. Pamiętam jak to dawniej dziadek latał jeszcze po polu z kosą, babcia i mama z sierpami  i wiązały snopki. My jako Dzieciaki oczywiście dzielnie pomagaliśmy... tzn związało się kilka sztuk, po czym zaczynały się marudzenia, że gorąco, że w ręce drapie... ale siłę na bieganie po świeżym rżysku to się miało... i nie przeszkadzało, że nogi podrapane. Tak samo, z koszeniem trawy... Trzeba było przegrabiac ze dwa razy, potem ustawiać w kopki... a potem... najlepsza była zabawa w chowanego... czym więc kopek tym oczywiście lepiej :P.
Z czasem na polu zaczął pojawiać się kombajn ale co tam... siedzenie w kontenerku ze zbożem i nabieranie w wiaderka a następnie nasypywanie w worki też było fajne :P
Po wakacjach przychodził oczywiście wrzesień, powrót do szkoły i... wykopki... Pamiętam jak wracałam do domu, zjadałam szybko obiad i leciałam na pole zbierać kartofelki... Nie pomyślcie, że to był mój obowiązek. No niby trzeba było coś tam pomagać ale ja to robiłam bo poprostu lubiłam. Jak się znudziło to można było posiedzieć na wozie pełnym ziemniaczków, porzucać się nimi albo szukać w nich jakiś o fajnych kształtach. Najlepsze było oczywiście na koniec, palenie łętów i pieczenie kartofelków. Ten zapach... smak... :D
Potem jesienią, gdy zbliżały się już przymroski trzeba było wykopywać warzywka, następnie obicnac natki i zwozić do piwnicy... Tu by należało się cofnąć kilka miesięcy wstecz, bo wiadomo, żeby zebrać plon najpierw trzeba go zasiać. Bardzo lubiłam robić to  z mamą albo z babcią.
Tak naprawdę to w dzieciństwie o wiele bardziej wolałam np. grabić liście, zbierać pościnane przez tatę gałązki czy wszystko to o czym wspominałam, niż sprzątać w domu. Po części zostało mi to do dziś...
Na wakacje jeździliśmy do Naszej drugiej Babci... też na wieś. A tam... powtórka z rozrywki...
Ech... miło wspominam te "prace" na polu. Teraz nie ma już u Nas zboża, mały ogródek uprawia tylko babcia... Dusia nie będzie miała już takich wspomnień... Kombajn da się jeszcze zauważyć gdzieś na polu... Ale co to kosa, sierp nie ma pojęcia. Teraz wieś to nie to samo co "za moich czasów". No ale mimo to cieszę się, że nadal mieszkam w tym samym miejscu, że Córcia ma całkiem spore podwórku do zabawy, że ma gdzie pobawić się jesienią w liściach, że czasem na polu zobaczy bociana... Ciekawe co On będzie wspominać za 20 lat :)


Ps. Zdjęcie było zrobione 4 lata temu... Tam gdzie kiedyś było zboże, duże akacje w których bawiliśmy się w domki i robiliśmy sto tysięcy innych rzeczy, pobudowany jest dom. Więc kombajnu tam już nie zobaczę.

czwartek, 20 czerwca 2013

Przedszkolnie...

Jutro ostatni dzień Dusia idzie do przedszkola a potem przerwa do września (choć to jeszcze nie jest pewne, bo może w wakacje też trochę będzie chodzić). Ale nie o wakacjach pisac chciałam.
Jakoś tak same nasuwają się wspomnienia jak ten pierwszy rok minął. 
Pamiętam zaskoczenie gdy nagle w połowie października dostałam telefon, że pojawiło się miejsce dla Niej. (wcześniej nie udało się dostać) Po czym nastąpił wielki natłok myśli i obaw: czy będzie chciała zostawać, czy nie będzie płakać, czy będzie jadła, że jakoś tak dziwnie będzie bez Niej do południa w domu itd. Ale Córcia jak zwykle mnie zaskoczyła... Pierwszego dnia gdy zaprowadziłam ją do klasy, nieśmiało podała Wychowawczyni rękę i poszła z Nią nawet nie odwracając się za mną. Trochę płaczu było tylko drugiego dnia, jakoś w połowie roku i ostatnio po 2 tygodniach siedzenia w domu. I czasem rano jak nie mogła się obudzić to wołała, że nie chce iść ale to zawsze trwało mniej więcej do momentu jak ubrała się.
Mimo, że początki były ciężkie pod względem zaaklimatyzowania się (Dusia unikała jak ognia wspólnych zabaw z resztą Dzieci) to jednak praktycznie zawsze odbierałam ją zadowoloną. Ale Panie od początku Ją chwaliły, że ładnie robi prace, że grzeczna jest. Z czasem zaczęła coraz częściej opowiadać o koleżankach i kolegach ze swojej grupy, gdy przychodziłam po Nią nie siedziała już sama z malowanką ale wśród Dzieci :). Teraz wychowawczyni sama mówi, że zmieniła się bardzo, podobno wymyśla innym zabawy, "rządzi" Nimi...
Trochę wydoroślało to moje Dziecko przez ten czas, stała się jeszcze większą "mądralą", poprawiła jej się wymowa (zaczęła wypowiadać literkę r i mniej dziecinnie mówić), nauczyła się różnych rzeczy, zna sporo wierszyków...


Wspomnieć muszę również o tym, że wielokrotnie rozpierała mnie duma i zachwyt nad tym moim Przedszkolakiem.  :) I przedstawienie na Dzień Babci i Dziadka... Wzruszyłam się oglądając Ją na scenie z 3 innych Dzieci z grupy w stroju krasnoludka śpiewającą piosenkę... No i pierwszy Jej bal karnawałowy na którym tak Cudnie wyglądała w stroju Dzwoneczka Ach...



Ale, żeby nie było aż tak słodko to jak to na ogół bywa wraz z pójściem do przedszkola zaczęło się chorowanie. Na początku był tydzień przedszkola a potem tydzień w domu i tak w kółku. Na szczęście w tym roku już było lepiej bo zdarzał się i cały przechodzony miesiąc.
No a teraz praktycznie już koniec. Od września pójdzie do innej grupy, większośc Dzieci będzie nowa, ale mam nadzieję, że szybko się z Nimi zapozna i polubi....

Teraz na koniec pokaże Wam częśc z prac jakie robiła w Przedszkolu :)