Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 grudnia 2018

Świątecznie

Może już ciut za późno na inspirowanie... może nie ma czym wielce się chwalić ale mimo to i tak na ostatni moment wrzucam to co udało nam się na szybko zrobić. Niby nic wow a i ilościowo mało jednak cieszę się że w ogóle coś stworzyłyśmy :-).

Na początek gwiazdeczki z patyczków.
Sklejone,  ufarbowane na biało i posypane brokatem.


A teraz druga rzecz czyli choinka i reniferek z szyszek. 

niedziela, 9 grudnia 2018

Karpacz i My

Od naszej małej wycieczki do Karpacza minęło już sporo czasu ale, że blogowo miałam przerwę to dopiero dziś wrzucam krótką relację. Wiem wprawdzie, że teraz to w internetach królują tematy około Świąteczne więc obiecuję, że następny post taki właśnie będzie ;)

Dlaczego akurat to miasto wybraliśmy? Bo leży blisko Wałbrzycha skąd pochodzi Grzesiek. Nie wiem tylko czemu wcześniej nie wpadliśmy na to, żeby przy okazji odwiedzin u Rodziny zajrzeć i tam. Liczy się jednak to, że w końcu Karpacz odwiedziliśmy i myślę, że jeszcze kiedyś tam choć na chwile wrócimy.

Wracając jednak do naszego wypadu to Karpacz niestety przywitał nas średnią pogodą dlatego na początek odwiedziliśmy pewne miejscówki pod dachem.

Prywatne Muzeum techniki i budowli z klocków Lego.

Dusia uwielbia owe klocki więc stwierdziliśmy , że spodoba się Jej. W kilku małych pomieszczeniach liczne makiety, wszystko oczywiście za szybami a przy niektórych ekspozycjach guziczki itd dzięki którym poszczególne elementy "ożywały". Ciekawe miejsce, chętnie przyglądaliśmy się, niekiedy zadziwieni, że z Lego tyle można i że tyle ich rodzai jest. Może nie było to jakieś wielkie wow, spędziliśmy tam raptem niecałe pół godziny ale nie żałujemy. W budynku znajduje się również Muzeum konsol i gier ale Dusia nie chciała tam zajrzeć.
W miejscu tym nie można niestety robić zdjęć więc odsyłam do STRONY... znajdziecie tam również cennik.
Dodam, że w tym samym budynku tylko tak jak jakby od tyłu jest super kawiarenka z mega dużymi i pysznymi naleśnikami ;).


Papugarnia

Po raz drugi odwiedziliśmy tego typu miejsce i ogólnie była radość jednak już nie taka wielka fascynacja jak poprzednio. Spore dwa pomieszczenia, nie było akurat tłumów, ptaszki liczne i barwne ale w porównaniu z tymi z Papugarni w Łodzi trochę mniej chciały współpracować no i tu mieliśmy ograniczony czas (godzinę) na odwiedziny. Grześka za to ucieszył fakt, że można było "łapać" Ary ;).
STRONA

środa, 11 lipca 2018

Wakacyjny relaks

Wakacje = słońce, relaks, odpoczynek, wyjazdy, luz itd. Piękne słowa, prawda? Niestety w rzeczywistości bywa różnie. O pogodzie wspominać nie będę a co do pozostałych rzeczy... Dzieciaki się cieszą a Rodzice? Ci co nie pracują odliczają do września ;) a Ci co do roboty chodzą czekają na każdy wolny dzień. Ja jestem w niestety w tej drugiej grupie... Chciałabym mieć chociaż z tydzień urlopu, bo choć w planach brak dłuższego wyjazdu to fajnie było by rzeczywiście na spokojnie nacieszyć się tymi wakacjami. Jak się jednak nie ma co się lubi to się lubi co się ma więc staram się korzystać z każdego wolnego dnia a gdy aura sprzyja to i po relaksować na dworze... zazwyczaj wspólnie z Dusią. Jak to robimy? Np na hamaku :)
Już w ubiegłym roku miałam go kupić ale jakoś nie wyszło lecz teraz jesteśmy jego szczęśliwymi posiadaczkami.
Nasz pochodzi ze Sklepu Król Zabawek


Po zamówieniu bardzo krótko czekałyśmy na przesyłkę a sam hamak znajdował się w niezadużej torbie na suwak.


Do wyboru miałyśmy mniejszy o wymiarach 185x80cm albo dwuosobowy 200x150cm. Oczywiście postawiłyśmy na ten większy no bo jak szaleć to szaleć :P. Kolorystyka byłam nam jednak obojętna więc nie wskazywałyśmy konkretnego modelu.

środa, 27 czerwca 2018

Wiosna 2018 w obiektywie

Dopiero co szykowałam foto podsumowanie zimy a tu już kolejne 3 miesiące zleciały. Wprawdzie już dawno temu stwierdziłam, że czas zapitala jak szalony ale odkąd po przerwie wróciłam do pracy to dni jeszcze bardziej przeciekają mi przez palce... Skupmy się jednak na porach roku... Kolejny raz napisać muszę, że wszystko jakoś tak na opak jest... Mało zimy w zimie, gdy w kalendarzu pokazuje się 21 marca to na dworze sypie śnieg, potem nastaje jesień, na początku czerwca upał niczym w lato tyle, że jak ono nastaje to znowu zimno i deszczowo. Ech... 
Jaka by jednak aura nie panowała to niby nadal odróżniamy 4 pory więc dziś podsumowanie wiosny :)
Standardowo po naszemu, zwyczajnie, jakościowo średnio i poplątanie ;) 

Zima to Boże Narodzenia a wiosna... oczywiście Wielkanoc... taka spokojna i bardzo rodzinna :)

W tamtym roku na początku maja był wielki dzień pt. Pierwsza Komunia Święta a teraz przyszła pora na rocznice. Znowu mogłam zobaczyć Dusię w sukni w której wygląda mego uroczo... Skromnie, w 5 osobowym gronie (Chrzestny i Chrzestna nie mogli się stawić). Wprawdzie me Dziecko nie przyjęło komunii wraz z innymi w procesji bo zasłabła i musiała wyjść ale potem było już ok... lody, obiad, spacer, zabawa, małe prezenty, ognisko :)

wtorek, 20 marca 2018

Zimowe podsumowanie

Z każdym ostatnim miesiącem, ba nawet rokiem, odnoszę wrażenie, że nasz klimat staje się coraz bardziej pokręcony i to niestety nie w pozytywny sposób. Od dziecka uczona byłam o istnieniu 4 pór roku i takie też zawsze odróżniałam. Tymczasem mamy głównie wiosnę i jesień... Brakuje prawdziwego, gorącego lata i mroźnej, śnieżnej zimy. Przynajmniej w moim rejonie.
Był grudzień, styczeń, luty... Mocno wraz z Dusią marzyłam o lepieniu bałwana i szalonych zjazdach na workach... Pani Natura sprawiła jednak, że jak był mrozek to brakowało śniegu a jak biały puch pojawiał się to temperatura nie pozwalała aby ciut dłużej utrzymywał się. Dlatego np kilkukrotnie wychodziłyśmy na dwór po ciemku o godzinie-17-18, żeby choć chwilkę nacieszyć się zimą. A pogoda w ostatnim tygodniu? Słoneczko, ciepełko, ptaszki ćwierkały, człowiek nastawił się już na wiosnę no i bach... powróciła mocno biała aura w wyniku czego w końcu zaliczyłyśmy zjazdy z górki za widoku ;). Tyle, że jutro jest 21 kwietnia więc chce pożegnać zimę i przywitać wiosnę :) Np poprzez przygotowane foto podsumowania :)

Tak jak wspominałam sporo było jesieni tej zimy... czasem słonecznej a czasem deszczowej.


Cykając zdjęcia starałam się jednak skupić głównie na krótkich. prawdziwie zimowych momentach.

czwartek, 8 lutego 2018

Wirtualna galeria rysunków

Co jakiś czas pojawia się tu wpis z tym co Dusia samodzielnie, często za zamkniętymi drzwiami swego pokoju, stworzy. (ostatnie znajdziecie TUTAJ). Pomału zbieram materiały na kolejny taki pościk choć nieustannie od kilku miesięcy króluje to samo czyli kartony i klej na gorąco, modelina oraz rysowanie. 
Kilka dni temu cykałam właśnie zdjęcia najnowszym obrazkom i Dziecko me podsunęło mi pomysł by pokazać konkretnie tylko je. Także ten tego... zapraszam dziś do Galerii (ale takiej wirtualnej)... Rozgośćcie się, pospacerujcie, pooglądajcie... Do końca tygodnia wstęp wolny ;) No i oczywiście mała Artystka nie pogniewa się gdy na pożegnanie zostawicie (szczere rzecz jasna) komentarze na temat Jej twórczości ;)

Syrenka w morskiej głębinie

Przejazd na koniu po wielkim moście

niedziela, 24 grudnia 2017

Na Święta

Ten post miał się pojawić wczoraj rano a tymczasem jest już 24 grudnia godzina 00.30. Cóż... nie wyrobiłam się więc moja strata... Wiadomo, że te dzień zarezerwowany jest najpierw na ostatnie gotowania, pakowania itp a potem rodzinne siedzenie przy stole także nikt nie zajrzy ;). Ale będzie na pamiątkę chociaż a gdy po Świętach wrócicie do internetów to zobaczycie jak u nas wyglądał okres Adwentowy :). To oczywiście tylko część, urywki, kadry ale takie najbardziej klimatyczne. W grudniu Święta grają wprawdzie główną rolę ale obecna jest też zwykła, szara codzienność... I takie są też te zdjęcia... nie ma idealnej choinki, pięknie przyozdobionego wnętrza, sesji w eleganckich ubraniach... Za to jesteśmy my i to co wokół... może nudni i przeciętni ale do tego to już się chyba przyzwyczailiście ;)

czwartek, 21 grudnia 2017

Wspomnienia na kartach fotozeszytu

Od Dusi Komunii minęło już kilka ładnych miesięcy... Wspominam sobie czasem ten dzień, te emocje, jak ślicznie wyglądała... Teraz wszystko jest jeszcze całkiem świeże ale za rok, pięć, dziesięć... Na szczęście istnieje coś takiego jak zdjęcia :). 
Pisałam kiedyś, że nie mieliśmy fotografa ani nawet sesji w studiu a co dopiero plenerowej... Cykaliśmy sami, starą cyfrówką i jak umieliśmy. Nie wszystkie zdjęcia wyszły super i może brak efektu wow ale czy żałuje? I tak i nie... Co by jednak nie było to "zwykłe zdjęcia" zawsze można poprostu ładnie obsadzić tworząc w ten sposób piękną pamiątkę. Opcji jest kilka... np śliczny album, komplet rameczek, foto-książka itp. Długo zastanawiałam się co wybrać ale niespodziewanie na przeciw wyszła mi Firma Saal Digital i dzięki Ich uprzejmości w naszym domu pojawił się fotozeszyt :)


Oczywiście nie przyszedł od tak, bo najpierw musiałam go stworzyć a aby to uczynić zainstalowałam na komputerze specjalny program. Owa aplikacja w pierwszym momencie wydała mi się lekko "kosmiczna" (no ale ja ogólnie laik jestem w wielu sprawach) jednak po krótkim intuicyjnym rozgryzaniu wszystko stało się jasne i proste. :) Wybrałam więc format, ilość stron (nasz jest 20x20 i ma 24 strony) a potem zabrałam się za ładowanie zdjęć. Przyznam szczerze, że trochę przy tym posiedziałam ponieważ do wyboru są różne układy, tła, dodatki itd ale tu daje wielkiego plusa za to, że swój projekt można zapisać, zamknąć aplikację, wrócić do tego w innym czasie i modyfikować na każdym etapie ;). Dodatkowo na bieżąco ma się też podgląd kosztów. Potem kilka kliknięć, płatność (taki jak nasz wraz z wysyłka kosztuje 102zł) i czekamy.

sobota, 2 grudnia 2017

Jesień 2017 w obiektywie

W kalendarzu kolejna kartka opadła... Znowu uświadomiłam sobie smutną rzecz a mianowicie, że czas tak szybko leci... tyle dni poprostu przeleciało przez palce i już mamy ostatni miesiąc roku. Grudzień jest niby pięknym miesiącem głównie ze względu na Boże Narodzenie ale żal trochę tego co już minęło. Pozostają tylko wspomnienia, myśli, że coś mogło być inaczej no i zdjęcia...

Wprawdzie jesień teoretycznie jeszcze się nie skończyła ale biorąc pod uwagę, że prawie wszędzie klimaty świąteczno - zimowe, tu też lada moment coś tematycznego pojawi się a dodatkowo na dworze w ostatnich dniach albo mrozek albo trochę śniegu to postanowiłam zrobić już jesienne foto podsumowanie :).

Zapraszam więc do czytania i przede wszystkim oglądania :)

Na początek aby lekko zatrzeć smuty ze wstępu wstawiam miks kolorowy, kwiatowy... Znalezione na polach i w ogródku mojej mamy :)

Jesień to też rozpoczęty nowy sezon szkolny... Dusia jest już w 4 klasie (i znowu ten czas) a to wyższy poziom nauczania. Powiem szczerze, że progres jest naprawdę spory i ilość nauki oraz prac domowych czasem przerasta nie tylko me Dziecko. Choć nie powiem, radzi sobie całkiem nieźle ale na tygodniu mało wolnego czasu... Zwłaszcza jak chodzi również w niektóre poniedziałki i piątki na siatkę.

piątek, 20 października 2017

Drzewo genealogiczne

Niektórzy z Was, gdzieś tam z notek czy wpisów na Fb, wyłapali może, że Dusia nie jest biologiczną córką Grześka -mojego narzeczonego. To akurat nie ma większego znaczenia ale... Mój były mąż a "prawdziwy ojciec" prawie nie utrzymuje kontaktu za to z jego Rodzicami, czyli Dusi Dziadkami cały czas go mamy. Z racji rozwodu i nowego związku, Dziecko me ma również dodatkowych dziadków (rodziców G.) no i pradziadków. Dusia wszystkich ich uznaje i na co dzień nie ma problemu (na Jej Komunii byli zarówno rodzice mojego byłego męża jak i rodzice Grześka, no i oczywiście jeszcze moja mama) lecz czasem pojawia się pewien dylemat. Kiedy i jaki? Na przykład wtedy gdy trzeba zrobić drzewo genealogiczne... No bo wiecie, ja nie chce wywierać żadnej presji a 9 latka też ma już swój rozumek więc decyzje Kogo chce umieścić, bo nie da się np Grześka jako tatę a rodziców byłego jako dziadków, musi podjąć samemu.

Trochę to wszystko skomplikowane ale czasem tak się w życiu układa. Jednak wystarczy tej prywaty, bo tak naprawdę w tym wpisie nie jest najistotniejsze to Kto się na drzewie znalazł a w jaki sposób zostało one wykonane :).

Zacznę od tego, że Dusia musiała zrobić je jako pracę domową na historię a sposób wykonania był dowolny. Pomysłów było kilka a i formatowo zastanawiałyśmy się zarówno nad A3 jak i nad brystolem. Ostatecznie wybrałyśmy tą drugą opcję i postawiłyśmy na kolor błękitny. 
Jeśli chodzi o wykonanie pewne było (choć wiem, że nie wszyscy tak robią), że pradziadkowie umieszczeni zostaną w korzeniach, dziadkowie na pniu a reszta w koronie. Wprawdzie tej "reszty"nie ma zbyt wiele ponieważ ja mam tylko jedną siostrę, Grzesiek jest jedynakiem a Dusia również bez rodzeństwa ale jakoś udało się to zgrabnie rozmieścić, żeby nie było zbyt pusto.

Na początku wspólnie robiłyśmy szkice na kartce a następnie ja na brystolu narysowałam odpowiedni kształt drzewa a Dusia zajęła się jego wypełnianiem (w końcu to jej praca domowa). 
Korzenie i pień pomalowane zostały pastelami olejnymi (choć potem ani zwykły klej ani magic ani taśma nie chciały się na tym trzymać, dopiero klej na gorąco podołał) a korona wyklejona kawałkami bibuły (brane pod uwagę były też listki ale przegrały).


 

wtorek, 5 września 2017

Podsumowanie wakacji :)

Dwa miesiące, nawet ciut więcej, to niby strasznie dużo czasu a jednak potrafią szybko zlecieć. Dopiero co Dusia żegnała szkołę a wczoraj znowu ją powitała. 4 klasa... nowy, wyższy, trudniejszy poziom... Nie wiem jak to będzie, bo rożnie z nauką u mego Dziecka bywało ale może da radę ;) wszystko okaże się bliżej półrocza. Narazie zresztą jakoś mocno nie myślimy o obowiązkach, bo wiadomo, że pierwszy tydzień to taki bardziej na poznanie i wprowadzenie. Lepiej póki co wspominać świeżo zakończone wakacje i dlatego dziś małe podsumowanie :).

W ubiegłym roku marzył mi się jakiś wypad nad morze... nie wyszło. W tym stwierdziłam, że zadowolimy się naszym zalewem ale za to chcieliśmy wybrać się na weekend do Wrocławia. Było bardzo blisko do realizacji owego planu ale ostatecznie nie dojechaliśmy. Wielka szkoda ale jak to się mówi co się odwlecze to nie uciecze. Dusi też było trochę smutno z tego powodu ale za to przeżyła inną super przygodę którą zapamięta chyba najbardziej z tych wakacji :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu ma fisia na punkcie koni i dlatego zdecydowaliśmy się zapisać Ją na półkolonie w pobliskiej Stajni Nowelina. 5 dni od 9 do 16 a koszt takiej atrakcji to 450zł. Niby sporo ale po pierwsze sama sobie za sponsorowała z Komunijnych pieniążków a po drugie, warto było, bo spędziła tam super czas. Prawie każdego dnia mieli jakieś zajęcia plastyczne ( np malowanie koszulek, lepienie z masy solnej, modelowanie balonów), bardzo dużo czasu bywali też na dworze, nawet po deszczu, bo zabierała ze sobą kalosze (podchody, zabawy ruchowe, wielkie bańki itd) no i to co najważniejsze czyli obcowanie z końmi. Zdobywała zarówno nową wiedzę o nich jak i codziennie po 15 minut jeździła pomalutku ucząc się podstaw. Za każdym razem odbierałam Ją mega zadowoloną i trochę zmęczoną ;). Dodam jeszcze, że nie musiałam martwić się o wyżywienie ponieważ drugie śniadanko, dwudaniowy obiad i woda były już w cenie.


czwartek, 27 lipca 2017

Czym sprząta nieperfekcyjna Pani Domu

Przyznam się bez bicia, że perfekcyjną Panią Domu nie jestem... ba... nawet strasznie daleko mi do niej. Powiedzmy, że staram się mieć jako taki ład w domu, co by jak Ktoś niezapowiedziany przyjdzie nie przestraszył się, ale zdarzają się też dni w których są paprochy na panelach i kurz zalega na szafkach. Może to lenistwo, bo przecież aktualnie nie pracuje, a może szkoda mi życia na ciągłe sprzątanie.. ;).  Czy mi z tym źle? Czasem tak ale nie można być idealnym :P. Pozatym czy Wy też odnosicie wrażenie, że wszelaki bród pojawia się w tempie błyskawicznym? Co z tego, że poodkurzałam wczoraj i pomyłam naczynia jak dziś już znowu trzeba było to zrobić... Żeby jednak nie było, czasem grubsze sprzątanie urządzam ale muszę czuć jakiś "przymus" lub mieć poprostu wenę na to... a wtedy jak już się wezmę za robotę to umyję okna i zmienie firanki i łazienkę od a do z wypucuje itd.:)

Kolejna rzecz przez którą stwierdzam, że nie jestem perfekcyjną Panią Domu to to, że nie znam tych wszystkich magicznych trików... No wiecie, że można domowymi sposobami, korzystając z czegoś co ma się np w szafce kuchennej coś innego wyczyścić itd. Generalnie to tylko czasem ocet biorę w obroty a poza tym to stawiam na kupne, chemiczne środki. Tu napisać Wam muszę, że tylko przy 2, 3 produktach zazwyczaj jestem wierna jakieś marce a w innych przypadkach skacze z kwiatka na kwiatek ;).
Ostatnio jednak w moim domu pojawiły się produkty, ułatwiające sprzątanie, z którymi chyba zaprzyjaźnię się ciut mocniej... Przynajmniej z dwoma :). Tak czy siak, wszystkie posiadają logo Meglio a ich dystrybutorem jest Firma Womax.

(Gapa jestem i nie cykłam zdjęcia odrazu zanim zaczęłam używać, ale spokojnie, wszystko było zamknięte i pełne)

sobota, 15 lipca 2017

Mała, ptasia lekcja przyrody

Dnia pewnego, w sumie tak całkiem przypadkiem odkryłam coś ciekawego. Otworzyłam okno w naszym pokoju aby cyknąć zdjęcie pięknemu zachodowi słońca a przy okazji zobaczyłam małe ptasie gniazdko... w środku były jajeczka.


Wokół naszego domu jest sporo drzew a w ich koronach sporo gniazd, nie raz z daleka widziałyśmy siedzącego w środku ptaszka, gdzieś tam kiedyś na spacerze wyczaiłyśmy i jajeczka ale nigdy wcześniej nie miałyśmy gniazdka pod samym nosem, w bliskim zasięgu wzroku, no dosłownie na wyciągnięcie ręki. Szczerze mówiąc byłam zdziwiona, że tak pod samym oknem, bo przecież na parapecie ciągle siedzą koty i w ogóle ale widocznie jakiś skrzydlaty osobnik uznał nasz winogron i ścianę za dobre miejsce :).
Mijały dni, w sumie to nawet zapomniałam o gniazdku aż tak, mniej więcej po tygodniu od zobaczenia jajeczek, tchnęło mnie i znowu wyjrzałam. Co zobaczyłam? Pisklaczki...Takie tyci tyci, dopiero co wyklute :)

 

piątek, 23 czerwca 2017

Medal dla Taty

Jaki dziś jest dzień chyba każdy wie... W sumie to takie 3 w 1 mamy: zakończenie roku szkolnego (w przypadku Dusi koniec 3 klasy), imieniny Jana (mój Dziadek takowe imię nosi i jedziemy w gości w niedziele) czyli święcenie wody itp oraz Dzień Taty. Skupić bym się jednak chciała na tej ostatniej okazji.
Z moim Tatą mam wiele wspomnień... różne one są ale jeśli chodzi o dzieciństwo to zdecydowanie pozytywne... Mimo pracy i innych obowiązków, potrafił chodzić z nami do lasu, biegać po podwórku i bawić się w wojnę, uczyć grac w karty... Nie jedną dłuższą chwilę siedziałam z nim w garażu gdy np spawał drzwi do lasu  (tata był typem majsterkowicza i zazwyczaj gdy pytałam co aktualnie robi to odpowiadał, że drzwi do lasu) i uczył mnie wtedy jakie są klucze albo piosenek typu "Jedzie Janek jedzie mija mój domeczek czy ci się nie widzi u mnie porządeczek...". Co do piosenek to jest jeszcze jedna która zawsze będzie mi się z nim kojarzyć - "Wielka Miłość" Seweryna Krajewskiego. Tata zawsze mówił, że to jego "piosenka do trumny"... i choć nie była zagrana na pogrzebie to zawsze gdy ją słyszę, myślę o nim. Tak, tak, mój tata zmarł 5 lat temu... Mimo, że miał pewne swoje wady to ciężko było się z tym pogodzić... Zresztą, nie ma co ukrywać, że niby czas leci dalej, człowiek żyje ale... nie raz i nie dwa łzę uronił i tęsknotę poczuł.
A jak z Tatą Dusi sprawy się mają? Hmmm... Ona ma 9 lat a Grzesiek jest z nami od 5 (paradoksalnie, pierwszy raz realnie spotkaliśmy się w dniu śmierci mojego Taty). Także ten tego, wywnioskować szybko możecie, że nie jest Jej biologicznym ojcem. Ale czy to takie istotne? Oczywiście, że nie. Bo można nie być dawcą plemnika a prawdziwym Tatą tak.Wprawdzie praca (wcześniej kierowca a teraz spedytor) mocno ogranicza czas spędzany razem i do tego Dusia jest typową Córusią mamusi to jednak niewątpliwie łączy ich silna więź. Dlatego bez większych namów zrobiła na szybciutko (przed kolejną procesją) mały, symboliczny prezencik.
Złoty medal (niby mówiła, że srebrny się należy ale jednak pojawiło się 1 miejsce).

Wykonanie medalu było mega proste.
Wystarczyło wyciąć kółko z tekturki oraz jeszcze 2 tej samej wielkości z żółtego kartonu...

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Nasza wiosna w obiektywie

Kiedyś pojawiało się tu comiesięcznie foto podsumowanie...  z czasem jednak zabrakło mi chyba do tego chęci i systematyczności więc zaczęłam łączyć mniej więcej po 3 miesiące... aż w końcu jakoś idealnie ustawiło na pory roku i tak już zostało. Z jednej strony podoba mi się to a z drugiej, zawsze tyle zdjęć nazbieram, że post jest mega długi i podejrzewam, że na połowę nawet nie zwracacie uwagi :P. Narazie jednak zostanę przy tej zbiorowej wersji lecz pojawi się mała zmiana. Przy podsumowaniu zimy jedna Osoba napisała, że fajnie byłoby poznać historię pokazanych fotek... W związku z tym przy każdym kolażu dodawać będę chociaż po zdaniu... Może tak i ciekawiej będzie :)

Wiosna bez wątpienia mocno kojarzy mi się z ważnym Świętem jakim jest Wielkanoc :)
O naszych przygotowaniach było TUTAJ
Cóż... pogoda w ostatnich miesiącach nie rozpieszczała nas... Było dużo zimna i deszczu...
Na szczęście zdarzały się też ładniejsze dni i wtedy było zdecydowanie milej a my więcej czasu spędzałyśmy na świeżym powietrzu.

środa, 7 czerwca 2017

Szczotko szczotko hej szczoteczko... plus zębne perypetie

Jak napisze Wam, że dbanie o higienę jamy ustnej jest mega ważne to na pewno owym stwierdzeniem Ameryki nie odkryje ;) Myślę, że wie o tym większość rodziców a Dzieci...? No cóż tu bywa różnie. Dlatego to my, dorośli musimy swe Pociechy nauczyć pewnych nawyków, zachęcać, tłumaczyć. Mycie zębów to jedno ale zapominać nie można również o zbilansowanej diecie (u nas słodycze i tym podobne rzeczy nie są zakazane ale umiar  i w tym przypadku to rzecz święta) i wizytach u dentysty (bo nawet mleczaki lubią się psuć a nie leczone prędzej czy później wywołają ból). Myślę, że dalsze, dokładniejsze wywody na powyższe dwa tematy nie są tu potrzebne bo ani ja dietetyk ani dentysta także tym bardziej zanudzać Was nie chcę ;).


A jak u Nas, a konkretniej u Dusi mają się zębowe sprawy? Cóż... różnie ;)
Wiecie ile me Dziecko miało jak wyszedł pierwszy ząbek? rok i 3 miesiące... Trochę to trwało, lekko się stresowałam i już nawet dentysta powiedział, że poczekamy jeszcze chwilkę i jak nic się nie ruszy to trzeba będzie prześwietlić. Na szczęście nie było to koniecznie bo w końcu ząbki zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu... ekspresowo szły po dwa co wcale Dusi nie przeszkadzało: prawie znikomy ból, bez większych gorączek, pchania rzeczy do buzi itp ;). Mówiono mi wtedy: "Późno wyszły to pewnie i późno będą wypadać"... Hmmm...  z moich obserwacji wynika, że rzeczywiście wymiana uzębienia u niej trochę potrwa. Pierwszy mleczak wypadł Jej jak miała 7,5 roku... Teraz ma 9 lat i póki co zmieniła tylko jedynki i dwójki i nic dalej nawet ociupinkę nie drgnie. Choć "zmieniła dwójki" to trochę niedokładne określenie, bo wiedzieć musicie, że moja Pociecha nie posiada górnych dwójek i nigdy ich nie będzie mieć :( Lecz o tej przypadłości, wizytach u ortodonty itd napiszę więcej jak już wzbogaci się w aparacik. 

niedziela, 14 maja 2017

Komunijnie

I pomyśleć, że minął już tydzień od tego ważnego dnia w naszym, a przede wszystkim w Dusi życiu... 1 Komunia Święta... coś co zdarza się tylko raz... na co się czeka, przygotowuje... Tymczasem trach i po wszystkim... ale było pięknie mimo, że pogoda nie za bardzo dopisała...


Powiem Wam szczerze, że chyba dopiero kilka dni przed, podczas pierwszej próby w kościele dotarło do mnie, że to już, że moje Dziecko idzie do Komunii ;) Wzruszyłam się wtedy ogromnie i poleciała łezka... Potem w sobotę gdy była spowiedź przeżywałam to nie mniej niż Dusia a w niedziele rano takiego miałam stresa, że trenowanego wcześniej warkocza nie mogłam upleść ;) Dalej był już taki spokój i radość pomieszane z kolejnymi małymi wzruszeniami. Dziecko me też obojętnie do tego wszystkiego nie podeszło choć chyba najbardziej denerwowała się pierwszymi "odwiedzinami" w konfesjonale. Szykowanie, oczekiwanie pod kościołem i msza nie robiła na niej aż tak wielkiego wrażenia i na luzaka, wesoło Jej to minęło. Tylko ten sam fakt, że pierwszy raz przyjmie Komunię i będzie mogła czynić to już zawsze ekscytował ją :)
Nasza Gwiazdka kochana... Tak ślicznie wyglądała... w zwykłym warkoczyku, w długiej prostej sukni, bez tiulu i falbanek, w delikatnym wianuszku...


czwartek, 20 kwietnia 2017

Dzieciństwo kiedyś i dziś


Od czasu do czasu buszując po necie, natrafiam na wpisy lub posty na Facebooku mówiące o zabawach z dawnych lat. Zazwyczaj pojawiają się komentarze pełne sentymentów, wspomnień oraz ochów, że to były czasy może trudniejsze ale weselsze. Oczywiście nie brakuje również wypowiedzi typu "Teraz to Dzieciaki nie znają takich zabaw, tylko ekrany, siedzenie w domu itd." Ktoś nawet napisał, "że teraźniejsze Dzieci to biedne są i bez wyobraźni." I tak się nieraz zastanawiam, czy tak naprawdę jest? Czy tak musi być? Oczywiście, że nie. A wiecie co mnie natchnęło do napisania tego postu? Nasze wczorajsze wyjście na podwórko i wspólna zabawa, w trójkę, najpierw piłką w Głupiego Jasia a potem w chowanego zaklepanego :).
Powtórzę więc pytanie: Czy teraz Dzieci naprawdę nie mają/ nie mogą mieć podobnego dzieciństwa to tego naszego, dawniejszego? Mogą! Niektóre nawet mają, np. moja Dusia.

Wiem, że czasy są całkiem inne... Zabawek wszędzie pełno a do tego te laptopy, smartfony i kanały w tv gdzie 24h na dobe lecą bajki. Nie będę czarować, moja Pociecha też siedzi przed ekranami, też ma sporo "gadżetów" do zabawy ale wychodzę z założenia, że wszystko jest dobre lecz z umiarem. A czy Wy w dzieciństwie nie męczyliście Mario, nie strzelaliście do kaczek, nie kupowaliście dyskietek do Pegazusa, nie hodowaliście zwierzaczka w jajeczku Tamagoczi? Bo ja tak i nie jedną godzinę przy tym wszystkim spędziłam. Czy coś mi się przez to stało? Nie! Oczywiście ktoś może teraz napisać, że tamte gry to całkiem co innego a teraz to takie ogłupiające. Jednak z tym nie do końca się zgodzę. Owszem, bywa, że włos się na głowie jeży jak widzi się co można w necie znaleźć ale przecież od tego jesteśmy My-Rodzice, by kontrolować. Czasem trzeba powiedzieć wyraźnie "Kochanie, uważam, że to nie jest odpowiednie dla Ciebie. Jeśli dzieci w klasie w to grają/oglądają nie oznacza, że Ty też musisz". Potem bywa bunt, bo Ona chce ale rozumie, nie to nie i u nas nie działa to na zasadzie: zakazany owoc kusi. A co z czasem spędzonym przed ekranami? Umiar i jeszcze raz umiar. Dusia na tygodniu rzadko odpala laptopa ale w soboty przed południem, gdy nie mamy innych planów spędza przy nim trochę czasu (ale laptop to nie tylko gry... Dziecko me ogląda też filmiki typu zrób to sam albo np ostatnio tworzyło prezentacje o koniach) . Gorzej bywa z telefonem, bo tu czasem ciężko Ją oderwać lecz nie ma przebacz "Kochanie, wystarczy już tego klikania, teraz porób coś innego". I co się wtedy dzieje? Czy mojej Dziecko nagle zaczyna się nudzić i nie widzi innych alternatyw na spędzenie wolnego czasu? NIE!

sobota, 15 kwietnia 2017

Przygotowania do Wielkanocy + życzenia

Jutro już Wielkanoc... Choć chyba mimo wszystko Boże Narodzenie ma dla mnie więcej magii to nie da się ukryć, że i te Święta są fajne. Trochę inny klimat, nieco inne przygotowania ale z reguły jest miło i rodzinnie. Aura za oknem wprawdzie mogłaby być lepsza, bo wtedy i człowiek jakiś taki pełniejszy energii no ale cóż...
A wiecie nad czym niedawno myślałam? Ostatnimi latami mega modne stały się kalendarze Adwentowe... no wiecie, jakieś przygotowane zadanka, prezenciki dla Dzieci i codziennie odkrywanie... Nie to, żebym widziała w tym coś złego, bo i u nas pojawia się taki element ale czemu prawie nikt nie robi kalendarza Wielkopostnego? Tak naprawdę, chyba tylko na dwóch stronkach widziałam coś takiego. Sama zresztą obudziłam się za późno ale za rok muszę to naprawić. Może niekoniecznie będziemy odliczać już od Środy Popielcowej :P ale np ostatnie dwa tygodnie?
Tak czy siak i bez kalendarza różne działania u nas pojawiały się i dziś w ramach ostatniego postu przed Wielkanocną mały skrót :P. Odrazu jednak uprzedzam... jeśli chodzi o nasze przygotowania nie spodziewajcie się przepisów na babki i sałatki oraz złotych rad czym najlepiej umyć okna... pięknych zdjęć niczym z katalogów też nie ujrzycie :P Będzie zwyczajnie, po naszemu i o tym co z Dusią zaliczyłyśmy :)

Zacznę od tego, że w piątki chodziłyśmy do kościoła na Drogę Krzyżową dla Dzieci. Na ostatnią miałam chęć zabrać Dusię na taką która odbywa się na dworze ale niestety padało także pozostałyśmy przy modleniu się pod dachem. Za to wczoraj w planach była Liturgia Męki Pańskiej o 17 ale tak zajęłyśmy się zamiataniem i grabienie na dworze, że straciłyśmy rachubę czasu. W zamian wieczorem sięgnęłyśmy po książkę, jeszcze z po mnie "Dobra Nowina". Teoretycznie czytałyśmy ją już w marcu ale specjalnie opuściłyśmy część rozdziałów mówiących o: Ostatniej Wieczerzy, modlitwie w Ogrójcu, skazaniu Jezusa na śmierć, stacjach Drogi Krzyżowej i Zmartwychwstaniu.


Oczywiście w kościele byłyśmy również w Niedzielę Palmową a Dusia razem z innymi dziećmi brała udział w małej procesji.
Palemki same nie robiłyśmy ale udało nam się kupić naprawdę ładną :)

piątek, 17 lutego 2017

Dzień kota

Dusia jak to dziecko, lubi rożne rzeczy oraz ma swoje większe i mniejsze pasje/hobby ale często gęsto to wszystko co jest naj zmienia się szybciej niż pory roku. Ma Pociecha ma jednak dwie  wielkie miłości które mimo upływu czasu nie maleją: kucyki no i koty. Śmiało mogę nawet stwierdzić, że ta druga jest ciut większa. Zresztą ogólnie Dusia kocha zwierzaki ale gdyby musiała wybrać tylko jeden rodzaj to bez wahania postawiłaby właśnie na koty. 
Tak wielka miłość do sierściuchów pojawiła się chyba z momentem w którym sprowadziliśmy do domu pierwszego miauczka czyli jakieś 3 lata temu i tak sobie trwa i trwa...
A wiecie jakie jest dziś "święto"? Jeśli nie to już Wam zdradzam... Mianowicie 17 luty to dzień kota. :D
W związku z tym, grzechem w naszym przypadku było by nie uczcić jakoś tejże okazji. Wprawdzie kotkowe wpisy już tu bywały np TUTAJ i TUTAJ ale czemu by nie popełnić kolejnego. Jednak tym razem nie będzie to ani żaden warsztat ani kreatywna twórczość lecz odrobina literatury i zdjęć :)

Tak się fajnie złożyło, że Dusia w poniedziałek przyniosła ze szkolnej biblioteki książkę "Magiczny kotek. Letni czar" od Wydawnictwa Hachette Polska (choć widzę, że i Wyd. Wilga jakieś wydaje). 


Dzięki tej pozycji pomału mogłyśmy wprowadzić się w dzisiejszy kotkowy nastrój ;)